Ryba w cieście piwnym

W piątek u nas jada się rybę.  Nie, nie jest to podyktowane względami wynikającymi z chrześcijańskiej tradycji, jako że w piątkowej materii mamy wiele dyspens, datujących sie jeszcze z czasów przedsoborowych.  To po prostu nasz rodzinny zwyczaj, który pielęgnowany jest od kilku pokoleń.  Skoro można się powstrzymać od potraw mięsnych, to czemu mielibyśmy tego nie czynić.

Z drugiej strony, wyrzeczenie to wątpliwe wielce, bo my wszyscy bardzo lubimy ryby, a mięso ssaków i ptactwa rozmaitego może dla nas właściwie nie istnieć.  Lubimy także wszystko inne, co pochodzi z morskich i oceanicznych głębin, a to bezkręgowce najróżniste, jak ośmiornice i mątwy, kraby, krewetki, langusty i co tam jeszcze.  Osobiście za homarem nie przepadam, bo konsumpcja nieestetyczna, tłusta i brudząca, a potrawa smakowo niewarta takiego wysiłku.

Ciekawa sprawa.  Aby ryba była koszerna, musi mieć łuski i płetwy.  Zatem nie będzie się nadawać na szabasowy stół węgorz, pstrąg, a nawet karp hodowlany zwany sazanem.  Uj, jak że by zrezygnowac z karpia na porządnym stole w porządnej starozakonnej rodzinie!

Pomysłowi starsi bracia znaleźli proste rozwiązanie tego skomplikowanego problemu, zupełnie jak zazwyczaj czyni to Rowan Atkinson, znany jako Jasiu Fasolka.  Otóż uchwalili oni, iż aby ryba była koszer, musi mieć co najmniej trzy łuski, a tylu w stawowym karpiu to nawet ślepy sie doliczy.  Albo domaluje chlamajstrem wodoszczelnym, czy beszczelnym.

Teraz sprawa ciasta piwnego do ryby w cieście piwnym.  Piwo jest produktem fermentowanym, przeto na okres obchodów Święta Przejścia, się nie nadaje.  Ale jak tu wytłumaczyć nakaz tradycji, według którego należy w te święta pić wino, a to też przecież jest produkt fermentowany.  Ajaj, za dużo dylematów na tę moją siwą głowę.  Od nadmiaru myślenia to się pejsy prostują…

Co by nie rzec, ryba jest smaczna, zdrowa i…  o mało co nie skłamałam, że tania.  Lżejsza wszakże od miąs wszelakich, bogatsza w wartościowe składniki olejów i tłuszczy, witaminy A i D, a także cholesterol, którego bójmy się tylko trochę, o wiele mniej, niż sugerują nam oficyjalne czynniki, rzecz oczywista sponsorowane przez farmaceutyczne mafie i kartele.

Przygotujmy rybe w cieście.  Moje młodsze dziecko, które i tak juz jest stare, wynalazło na Sieci kilka przepisów, które zmodyfikowawszy, wspólnie połączyliśmy w jeden i odtąd gdy tylko nadarza sie okazja, owo potomstwo staje u patelni.

Najsampierw wybierzmy rybę. Najczęściej jest to dorsz, choć dozwolony jest sum, albo sumik amerykański zwany przez krajowych wędkarzy komunistą, może też być tilapia, a najlepszy chwalibut, choć drogi jak samo nieszczęście.  Ten ostatni uchodzi za rybę najmniej gromadzącą środowiskowe zanieczyszczenia.

Gdy decydujemy się kupić rybę na rybnym targu, sprawdzamy, czy świeża.  Dobra ryba ma skrzela czerwone, oczy klarowne, a gdy się ja ucapi za kark, poczujemy, że jest twarda i jędrna.  Oczywiście ze zrozumiałych względów, nie będziemy tego testu stosować u halibuta z uwagi na fakt, że to jest ryba rozmiarów imponujących, może mianowicie ważyć na przykład pięćdziesiąt kilo i więcej, a rekord padł w Norwegii, gdzie złapano i zjedzono halibuta o długości trzech z góra metrów, a ważył ów potwór ponad pół metrycznej tony.  Oczywiście w temacie selekcji ryby najwięcej do powiedzenia ma nasz nos.  Tak samo zresztą, jak w życiu…

Rybę należy sfiletować, ale jak to sie robi, napiszemy kiedy indziej.  Najlepiej jest poprosić, aby to nam zrobiono w ramach usługi w punkcie kupna.  Ale najczęściej idziemy do sklepu i nabywamy po prostu filety z dorsza (jedz dorsze, bo g… gorsze), zapytawszy jedynie, gdzie ów okaz został złowiony, przez kogo i czy nie pochodzi z Chin.  Ryby z chińskich wód żywią się nie wiadomo, czym, od czego mają skośne oczy…  cóż, nie idźmy za daleko z naszymi dywagacjami.

Do rzeczy.  Rybę kładziemy na desce do krojenia warzyw, najlepiej plastikowej, ze względu na łatwość późniejszego umycia, a jeśli zamrożona, rozmrażamy uprzednio w lodówce. Natrzemy lekko czosnkiem i solą. Posypiemy pieprzem, a jeśli mamy na to ochotę, także ziołami, albo kreolską mieszanką, albo wreszcie odrobiną wegety.  Dobrze jest też wycisnąć na filety trochę cytryny, żeby juz mieć całkowitą pewność, że wszelkie niepożądane aromaty zostaną zneutralizowane.

Robimy piwne ciasto. Bierzemy dwie szklanki mąki i dwie flaszki piwa, z których jedną natychmiast sobie nalewamy do firmowego kufla, aby podczas roboty nam było przyjemniej.  Robimy rzadkie ciasto, choć o włos gęściejsze od naleśnikowego, z udziałem jajka, albo bez.  Dodajemy szczyptę soli.  Osobiście, jako zaciekły domowy piwowar, stosuję piwo tzw. techniczne, pozostałe po obcajgu, a nie zawierające gazu ani piany.  Takie same piwo stosowałbym do mycia włosów, gdybym je posiadał.  Włosy, znaczy się, albowiem piwa u mnie nie zabraknie.

Kawałki ryby najpierw uwalamy w mące, potem umoczymy w cieście i będziemy smażyć w oleju rzepakowym w temperaturze 350oF, co odpowiada 177oC.  Oleju nie musi być bardzo dużo, wystarczy na głębokość półtora do dwóch centymetrów. Rybę wrzucamy na gorący olej, wtedy od razu na smażonych kawałkach powstanie warstwa nie wpuszczająca oleju do środka, a zatrzymująca w środku cenne składniki.  Najwygodniej do tego wziąć patelnię elektryczną, ponieważ po pierwsze, mamy kontrolę nad ogrzewaniem i nigdy oleju nie przypalimy, a po drugie, cały proces smażenia możemy przeprowadzać w garażu, na podwórku przed domem, albo na klatce schodowej pod drzwiami sąsiada, aby nasze własne ściany i domowe sprzęty nie przesiąkły niebiańskim zapachem rybnej smażalni na bałtyckich wydmach niedaleko Sopotu.

Gdy już całą rybę usmażyliśmy, zauważamy, że nam pozostało ciasta niemało.  Dobrze.  Usmażymy w ten sam sposób kółka otrzymane z grubo krajanych plastrów cebuli. Możemy też potraktować tak kawałki cukinii, a nawet pomidorów, z tym, że one bardzo proszą o dodatek bazylii (na przykład namoczonej w odrobinie czerwonego wina) i nieznaczną nutkę czosnku.  Wtedy nasze stanowisko pracy kuchennej emanować będzie niebiańskim zapachem nie tyle Sopotu, ile toskańskiego Adriatyku

Anglicy, a szczególnie Irlandczycy, podają smażoną rybę z frytkami, zwanymi tam czipsami, podczas gdy w USA one się nazywają „francuskie smażone” (french fries), a odkąd Francja odmówiła udziału w bandyckim napadzie na Irak, mówi się na nie „smażone wolnościowe” (Freedom Fries).  Bo tam, gdzie w grę wchodzi śmierdząca polityka, ironia nie zna granic, a na prostą logikę miejsca nie ma.

Ale u nas często robi się „hash brown”, czyli rzuca się na patelnie z niewielka ilością oleju, na wpół upieczone w kuchence mikrofalowej, a potem starte na grubych oczkach kartofle.

Do ryby tradycyjnie sporządza się surówkę z kiszonej kapusty i marchewki z dodatkiem cebuli i odrobiny czosnku.  Po drugiej stronie Atlantyku kiszoną kapustę zastepuje szatkowana słodka wymieszana z dressingiem na bazie majonezu z dodatkiem maślanki, soli, pieprzu, cukru (na nasze polskie podniebienia w ilości zdecydowanie zbyt dużej) i koniecznie nasion selera.

Na Wyspach fish and chips podaje się nierzadko w koszykach wysłanych papierem imitującym zadrukowaną gazetę, co ma nawiązywac do czasów, gdy tę potrawę nabywało się w drodze do roboty i spożywało w biegu.  Zaiste, danie to nie jest zbyt wykwintne, ale da się lubić, a nawet Bardzo.

Obrazek

I skoro już jesteśmy przy wyspiarskiej kuchni, do obiadu pozwolimy sobie tym razem nie na białe wino, ale na szklanicę dobrego piwa IPA.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantazje kulinarne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Ryba w cieście piwnym

  1. bardzo pisze:

    Z ostatniej chwili: W ten sam sposób można usmażyc filety z kury, Właśnie dziś ten eksperyment okazał sie sukcesem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s