Dynia

Nie tak dawno mieliśmy święto. Strasznie wielkie święto, które w Polsce wcale a wcale nie zostało zdelegalizowane, w przeciwieństwie do przypadającego w tym samym czasie Wszystkich Świętych, potocznie zwanego Świętem Zmarłych. Chodzi rzecz jasna o zwyczaj Halloweenu, który jakoś niepostrzeżenie nabrał rangi święta i rozprzestrzenia się na cały świat.

Ten zwyczaj wiąże się z wieloma dziwnymi praktykami z których wiele zahacza o niebezpieczne sfery, a nawet satanizm. Oczywiście, nie pasuje to zupełnie do mentalności Słowianina, dla którego Słowo posiada wielkie znaczenie i niesie ze sobą wielką moc sprawczą.

Jednym z elementów, powiedziałbym, główną częścią obchodów jest eksponowanie wszem i wobec dyni, ale nie jako warzywa, a raczej jako dekoracji, która akurat pasuje do aktualnej barwnej pory roku, choć wiara w odstraszające duchy właściwości pozbawiona jest wszelakich podstaw (w przeciwieństwie do czosnku).

W ten sposób marnuje się w USA tysiące ton dyni, która jest cennym surowcem roślinnym, bogatym w łatwo strawne węglowodany i mikroelementy, jak witaminy i związki mineralne.

Czytaj dalej
Opublikowano Fantazje kulinarne | 21 Komentarzy

Nie ma przypadków…

Nie ma przypadków, są tylko znaki, jak zwykł był przypominać pan Roman z Teksasu.

Od naszego niefortunnego przypadku w Wisconsin upłynął rok, dwa dni i może pięć albo sześć godzin. A może nawet godzin i osiem, bo już było ciemno, i przecież mamy inną strefę czasową. Pojechaliśmy sobie z moja Pociechą niefrasobliwie do sąsiedniego miasteczka po jakieś meble do kuchni zakupione przez telefon.  Podczepiliśmy przyczepkę i w drogę.

Przy kamieniołomach szosa biegnie taką jakby groblą, gdzie po obydwóch stronach są półtorametrowe rowy o dość stromych zboczach. Tam trzeba jechać szczególnie ostrożnie, bo nigdy nic nie wiadomo. Teraz jeździmy starymi i tanimi samochodami, żeby nie było żal jakby co.

Czytaj dalej

Opublikowano Fantazje kulinarne | 5 Komentarzy

Zupa

Długo, bardzo długo jak na znikomą ważkość tematu myśłałem, jak by tu zatytułować poniższy tekst. W końcu wyszło jak wyszło.

Czasu niewiele, jako że obydwie Wnuczki przebywają u nas z wizytą, dobrych chęci aż nadto, a co jest wybrukowane dobrymi chęciami, nadmieniał św. Jan Bosco. Szkoda więc słów, do roboty.

Czytaj dalej

Opublikowano Fantazje kulinarne | 2 Komentarze

Kluchy na łachu

Na czasie i na szybkensa kilka ulotnych myśli w temacie „klusek na łachu.
Właściwie to nie są kluski, a mięciutkie buły drożdżowe gotowane na parze i podawane do gulaszów, mięs pieczonych i smażonych, a w Austrii i Niemczech nadziewane marmoladą i posypywane makiem z cukrem. Wtedy nazywają się germknodel (z umlałtem nad o). W wersji pierwszej popularne w Czechach i w Słowacji. Czesi najczęściej sporządzają je w postaci większego bochenka i kroją w ukośne plastry, Słowacy raczej podają jako mniejsze bułki i nazywają je buchtami.

Czytaj dalej

Opublikowano Fantazje kulinarne | 1 komentarz

Na sierpniowy wieczór

Od Anki zimne wieczory i ranki… albo inaczej – zimne w porównaniu do tego, co bywało przed Anką, czyli dniem 26 lipca. W praktyce oznacza to bardzo przyjemną temperaturę pod wieczór każdego dnia. Aż się prosi, by posiedzieć sobie pod gruszą albo morwą. Oczywiście siedzenie o suchym pysku zakrawa na barbarzyństwo, dobrze jest coś przetrącić i lekko zakropić.

O tej porze roku raczej unikamy pracowitego pichcenia w kuchni, a raczej zdajemy się na relaksującą aktywność przy barbecue czyli po naszemu przy ruszcie zwanym też grillem. Urządzenie to może być napędzane węglem drzewnym, jak za dawnych lat, albo gazem nad wulkanicznymi kamykami. Osobiście uważam się za zwolennika tej drugiej technologii, aczkolwiek doceniam urok tego niepowtarzalnego aromatu nadawanego żywności przez węglowe brykiety.

Dziś przygotujmy kilka lekkich, łatwych i przyjemnych przekąsek, które jednak z pewnością wzbudzą aplauz u naszych gości, jeśli oczywiście ludziska mimo panującej epidemii, która ewidentnie zbiera mnogie a śmiertelne żniwo, w ogóle będą skłonni nas odwiedzić.

Czytaj dalej

Opublikowano Fantazje kulinarne | Dodaj komentarz

Sratabonare

A życie płynie.

Jest lato, prawie połowa sierpnia. Do niedawno było gorąco jak jasna anielka, teraz jest po prostu gorąco. Nie chce się przygotowywać obiadów ani nic na ciepło. Ale rzeczywistość pogania batogiem i rodzina głodna, więc któż ją nakarmi jak nie emeryt, który i tak nic nie ma do roboty, leser jeden.

Czytaj dalej

Opublikowano Fantazje kulinarne | 2 Komentarze

Kilka tygodni wstecz…

Dziś nie będzie o jedzeniu.  Dziś będzie tak trochę o sensie życia.

Trzy miesiące wstecz nasze spojrzenie na świat uległo diametralnej zmianie, a to za przyczyną paskudnego wypadku, jaki wydarzył nam się w Wisconsin. Mimo straty samochodu, którym cieszyliśmy się przez pół roku, mimo obrażeń cielesnych mojej posiniaczonej i poobijanej Ślubnej, cieszymy się, że za sprawą Opatrzności udało nam się pozostać przy życiu i względnym rozsądku.

A życie jeszcze raz pokazało, jakie jest kruche i ulotne.  Możesz być najlepszym na świecie kierowcą, bez wypadków i mandatów i być obecnym na drogach przez wiele lat, a nie wiadomo kiedy z podporządkowanej drogi wyjedzie przed maskę jakaś nieprzytomna mentalnie kobita i pstryk, moment, już cię nie ma i z samochodu pozostaje kupa pogiętego żelastwa, potrzaskanego plastiku i szkła. A co, jeśli się najlepszym na  świecie kierowcą niestety nie jest, choć zupełnie najgorszym może niekoniecznie…

Czytaj dalej

Opublikowano Fantazje kulinarne | 11 Komentarzy

Wnioski z przebiegu procesu umałosolniania ogórków

Wszystkich (obydwoje) odbiorców przesłań zamieszczanych na tym niezbyt poważnym forum przepraszam za zwłokę w komentarzu dotyczącym ogórkowego eksperymentu. Przyczyny tego opóźnienia leżą w sytuacji osobistej, która nie jest żadną tajemnicą, skoro perturbacje nie wynikają z naszej winy.

Czytaj dalej

Opublikowano Fantazje kulinarne | 4 Komentarze

Jak robiliśmy ogórki małosolne.

Czy u nas cokolwiek może być dokonane bez niepotrzebnych pierepałek? Pytanie, obamiam się, retoryczne. Ostatnie kilka dni przebiegło pod znakiem kiszonych ogórków, specyficznie, małosolnych. Lubimy małosolne, jako dodatki do rozmaitych sałatek, albo do schrupania w całości, a gdy te końcowe nieco skapcieją, używamy je do zupy ogórkowej.

Było to tak: Pewnego pięknego poranka, moja Ślubna zauważyla w sklepie warzywnym zgrabne ogóreczki, w sam raz do zakiszenia. Trochę przydrogie, ale w porównaniu do bazarowych cen, nie takie straszne. Bo farmerzy na bazarach cenią się ze wszystkim i dyktują cyfry zupełnie z Kosmosu. Oczywiście zakupiła jakieś pięć kilo i zaraz zapytała o koper.  Bo jak tu kisić ogórki bez kopru?

Uprzejmy pan obsługujący poinformował, iż na koper jeszcze nie ma sezonu. Ciśnie się na wargi pytanie, to po jakie anielkie w ogóle sprzedają te kiszeniaki, skoro i tak nie ma ich z czym ukisić?

Czytaj dalej

Opublikowano Fantazje kulinarne | 7 Komentarzy

Kuchnia parafialna

Jak to zostało nadmienione w jednym z komentarzy, chwilowo zajmujemy się obsługą kulinarną spotkań parafialnych w ramach programu Alpha. Sam program w założeniu ma na celu samouświadomienie sobie miejsca jednostki w życiu, a więc krótka prelekcja wideo, a potem dyskusja w temacie poruszanym w audycji. Nihil novi.  Ale ważne jest, że grupa sąsiedzka się spotyka i poznaje.

Obydwoje z moją Ślubną mamy tu swoja prywatną misję. Usiłujemy mianowicie zaprezentować miejscowym polską kuchnię dnia codziennego. Nie tam żadne pierogi (ruski wynalazek), ani „Kapoosta with Koowbassa”, ani placki kartoflanne, które zresztą pod nazwą blintzes zawłaszczyła sobie tutejsza społeczność mieniąca się Żydami, ale to, co za naszych czasów powszechnie jadało się po domach.

Trzy pierwsze ekscesy już opisaliśmy w komentarzu, o którym była mowa na wstępie. Czwartego i piątego razu nie było.  Natomiast miał już miejsce szósty raz. A jak to było, opowiem.

Czytaj dalej

Opublikowano Fantazje kulinarne | 13 Komentarzy