Jeszcze jeden wpis na Dzień Indyka

Wiele, wiele lat temu, na łamach Polish Suburban News ukazał się poniższy felieton, który dziś wygrzebany z lamusa, zamieszczamy z niewielkimi poprawkami i uwagami, a przeznaczona dla Polonusów zasiedziałych i tych drugiej generacji. Ot, taka mała ciekawostka.

Dla tych w  naszym pięknym Starym Kraju, którzy chcieliby pokusić się na odtworzenie któregoś z dań, podajemy kilka zasadniczych przeliczników kuchennych jednostek.

1 galon to ok. 3,75 litra. 1 funt + 454 gramy. 1 uncja, ok. 30 g, a płynna uncja tyle samo ml. Przeliczniki temperatury zostały podane w tekście.

A oto treść:

Czytaj dalej

Reklamy
Opublikowano Fantazje kulinarne | Dodaj komentarz

Ale chała

Jak już było nadmienione, kuchnia Żydów europejskich jest niesamowicie smaczna, a jednocześnie niezdrowa. Wszystko bowiem co smaczne musi być niezdrowe, a większość pożywienia zdrowego smaczna nie jest. Coś w tym musi być, bo gdy mamy do czynienia z niesmaczną potrawą na talerzu, jemy mniej i wolniej, a podobno jedzenie jest szkodliwe („zębami kopiemy sobie grób”).

Ale nie dywagujmy w tematach, w których obecne jest magiczne słowo, ponieważ możemy się narazić co najmniej na nieprzyjemności, a być może na oskarżenie o mowę nienawiści (co to do jasnej anielki jest ta nienawiść?)

Upieczemy sobie smakowitą chałę. Zaraz powiemy, jak to robiliśmy w ubiegłą niedzielę.

Zdjęcie z Sieci

Czytaj dalej

Opublikowano Fantazje kulinarne | Dodaj komentarz

O soli

Z uwagi na powszechne społeczne zastraszenie, zmieniliśmy tytuł poniższego wpisu. (Społeczny test zaowocował smutnym wynikiem.)

Ale do rzeczy:

Można Żydów lubić, lub nie, można Chazarów lubić lub nie… ech, cojogodom, nie mozna ich nie lubić, albowiem zakazuje tego prawo i obyczaj. Mniejsza o to. Ten portal poświęcony jest, przynajmniej formalnie, otóż poświęcony jest przygotowywaniu i konsumpcji dóbr jadalnych, a w tej dziedzinie nie ma rasis, nie ma nawet antysemitys, a nawet jest umiarkowana polonofilia, jako że Polish Food to jedyny aspekt, gdzie we świecie szerokim o poloniźmie nadmienia się z dozą sympatii.

A zatem niezależnie od naszych preferencji rasowo-genotypowych, jedną rzecz można powiedzieć o żydowskiej kuchni. Jest niesamowicie smakowita. Czy zdrowa? Cóż, pod względem doboru potraw nie wolno nam temu zaprzeczyć, ale jeśli chodzi o wartość odżywczą… Uff, na samo wspomnienie przybywa nam półtora funta i to nie szterlinga w portfelu, ale półtora takiego zwykłego funta w obwodzie.

Rozróżnijmy teraz kulinaria śródziemnomorskie od wschodnioeuropejskich. Autochtoniczne ludy Izraela jedzą o wiele mniej kalorycznie, a bardziej treściwie jeśli chodzi o mikroelementy, niż ci, którzy się mienią ich odpowiednikami na północy. Tam na Bliskim Wschodzie jest zielenina, sałaty najprzerozmaitsze, a co najważniejsze, ryby i inne morskie paskudztwa, ale tylko te, które mają łuski i płetwy. Okazjonalnie na stół wjeżdża baranina. Mięso wołowe nie leży w tradycji kuchni śródziemnomorskiej, choć nie musi to oznaczać, że jest nieobecne.  Kuchnia Żydów europejskich jest bogatsza asortymentowo, ale niestety również o wiele bogatsza w składniki mączne, tłuszczowe, cukrowe i stąd wynika taka rożnorodność i intensywność wrażeń smakowych.

W zasadzie osoby z tak zwanymi korzonkami powinny przestrzegać wymogów prawa kaszere. Nie jest naszym zadaniem ocena cudzych sumień, ale przytoczmy kilka najważniejszych zasad tego prawa.

Otóż nie wolno mieszać na stole czy w kuchni składników mleczarskich z mięsnymi. Wynika to z obrzydzenia starożytnych żydów do ludu kanaanejskiego, którzy mięso koźlęcie gotowali w kozim mleku. Pewne składniki pożywienia w ogóle są zabronione, co oryginalnie ma sens w warunkach subtropikalnych. Wieprzowina, mięso z krokodyla i skorupiaków w ogóle jest zabronione i uważane jest za nieczyste. Współcześniejsze pisma religijne rozciągają tę zasadę nawet na naczynia i utensylia, które mają kontakt z taką czy inną ingrediencją.

Ale nie wchodźmy w kompetencje nauczycieli, czyli rabinów, bo to oni są od wyjaśniania co jest koszer, a co tref. I bardzo chętnie w tej materii dzielą się swoją wiedza z obcymi, bo przecież nie tylko starozakonni zajmują sie przygotowywaniem żywności. Zajmijmy się pewnym aspektem, który niektórzy być może kwestionują w myślach, ale nie śmią zapytać głośno.

Czytaj dalej

Opublikowano Fantazje kulinarne | 2 Komentarze

Firemen – English version

polska wersja tu

Chosen People

History of mankind is full of apocalyptic events, disasters, cataclysms and catastrophes, on various scales.  Ideas collapse, so do landmarks, ideals explode, idols are thrown off of their pedestals, symbols are deprived of their symbolic values.  Friendships and alliances are totally out of control and shift spontaneously.  And so do values, moral and social principles.  It is unbelievable that we do not realize that the evidence of the law of entropy is obvious even in the life of mankind.

Czytaj dalej

Opublikowano Fantazje kulinarne | Dodaj komentarz

Stara pisanina o 9/11

Mija rocznica wydarzenia, które niejako dało początek końca metamorfozy Wielkiego Świata. Chwilowo sytuacja wymknęła się z rąk stangreta, ponieważ ludziska jakby zsolidaryzowali się na moment, ale od czego bat demagogii i ostroga propagandy. Poniżej będzie tekst napisany zaraz po tragedii. Nie było czasu na refleksje, analizy, fakt był ewidentny.  Budynki się zaawaliły, ludzie zginęli, łącznie z tymi, którzy pobiegli na ratunek. Główne podejrzenie padło na środowiska bliskowschodnie (choć przytomnie nie ośmieliliśmy się przypuszczać, które), potem potoczyła się lawina spraw, o któych trudno byłoby nadmieniać bez wstydu, gdybyśmy rzeczywiście wierzyli w reprezentację narodu na tym zakątku Matki Ziemi.

Ale dość nudziarstwa, będzie o strażakach. Najpierw pierwopis po polsku, potem po angloamerykańsku, czyli w odwrotnej kolejności, do tej, w jakiej powstały. Obydwie wersje ukazały się po korekcie na łamach chicagoskiego miesięcznika The Polish News.

Czytaj dalej

Opublikowano Fantazje kulinarne | Dodaj komentarz

Z kuchni hillbillskiej

hillbilly-image-109274-5353563Użyliśmy dziś swego rodzaju neologizmu. Cóż to za stworzenie ten hillbill? Spróbujmy wyjaśnić. Dosłownie nazwę osobnika tłumaczy się jako „górski Wiluś”. Hill Bille mieszkają w stanach Kentucky i Tennessee. Tworzą swego rodzaju subkulturę opartą na zdrowym chłopskim rozsądku, a przyjmuja rzeczywistość taką, jaka jest. Trudnią się drobnym rolnictwem, ogrodnictwem, hodowlą trzody, bydła, przydomowego drobiu i polowaniem, często kłusownictwem. Typowy Hill Billy nosi portki farmerki, słomkowy albo filcowy kapelusz, a zimą koszulę z grubej flaneli, koniecznie w kratę i dżinsową kapotę na sztucznym misiu, przy czym głowę chroni zwykłą ruską papachą. Dawniej zamiast kurtki miał futrzany kaftan a miejsce papachy zajmowała czapka z szopa ze zwisającym z boku ogonem w poprzeczne paski.

Hill Billy wyposażony jest w nieodłączną strzelbę, nierzadko nowoczesną i z optyką, choć czasem i antyczną dwururkę wiązaną drutem, żeby się nie rozpadła, a dawniej taszczył Kentucky rifle, kapiszonówę z monstrualnie długą, gwintowaną lufą, o którą się troszczył niczym o piękną narzeczoną. Rzecz jasna zawsze ma jakiś nóż, zapalniczkę i zawsze jest gotów spędzić noc czy dwie w chaszczach Gór Dymnych, czyli Smokey Mountains.

Zdjęcia z Sieci

Czytaj dalej

Opublikowano Fantazje kulinarne | 2 Komentarze

Sznycelki

Nawiązując do jednego z naszych pierwszych tu „wpisów”, śpieszymy zapewnić, że tym razem tu chodzi rzeczywiście o sznycelki, a nie o befsztyczek, jak w przypadku tatara. Wówczas przypadkowo się przejęzyczyło, a nie poprawialiśmy celowo, aby jednego z zacietrzewionych Czytelników wzmącić jeszcze bardziej (bo ja bywam czasami strasznie złosliwa cholela). Otóż wtedy chodziło o befsztyk tatarski, a nie o sznycel, a dziś będą sznycelki wołowe. Kolejne danie na szybkensa.

Czytaj dalej

Opublikowano Fantazje kulinarne | 2 Komentarze