Zupa

Długo, bardzo długo jak na znikomą ważkość tematu myśłałem, jak by tu zatytułować poniższy tekst. W końcu wyszło jak wyszło.

Czasu niewiele, jako że obydwie Wnuczki przebywają u nas z wizytą, dobrych chęci aż nadto, a co jest wybrukowane dobrymi chęciami, nadmieniał św. Jan Bosco. Szkoda więc słów, do roboty.

Każdą procedurę w kuchni u nas rozpoczyna się od krojenia cebuli. Dużą cebulę pokroimy niezbyt starannie. Potem obierzemy kilka ząbków czosnku (oczywiście, im więcej tym lepiej, nu ni?). Pokroimy dwie duże marchewki w jak najcieńsze plasterki (nie musimy dodawać, że owe warzywka korzenne trzeba najsamprzód umyć i oskrobać). Wrzucimy owe plasterki na gorący olej w ilości powiedzmy pięciu łyżek i będziemy sobie podsmażać, podduszać na ogrzewaniu zredukowanym.

W międzyczasie pokroimy świeżą zieloną paprykę. W paski.  I posiekamy w poprzek na takie kubiki o boku może ze dwóch, trzech milimetrów. Co chwila będziemy przerywać czynność naszą nożowniczą, aby marchewkę w garnku przemieszać. Po kilku minutach wrzucimy czosnek i cebulę, oraz łyżeczkę suchego oregano. Mieszamy. Dodamy trzy kartofle pokrojone w kostkę. I dwa patyki selera naciowego (proszę wybaczyć nieco wulgarny sposob wyrażania się). Wreszcie paprykę.

I teraz doprawiamy: sól, ale bardzo mało.  I co tam lubimy. Pieprz, ziółka najprzerozmaitsze, mogą być prowansalskie, a nawet (o zgrozo!!!!) trochę vegety. Albo sos sojowy. Pół łyżeczki suszonego koperku. Sześć ziarenek ziela angielskiego i jeden niewielki listek bobkowy. Pół łyżeczki suszonej bazylii. Mieszamy, mieszamy. Gdy wszystko jest prawie miękkie, a marchewka się robi taka lekko kleista, dodajemy ćwierć kostki masła (w USA kostki pół, bo tu one są mniejsze), czyli w obydwóch przypadkach jakieś 70 gramów.  Gdy tylko się roztopi, zalewamy wrzątkiem w ilości takiej, żeby nie było za mocne w smaku, ale i nie za wodniste. W tym przypadku trochę powyżej litra.

Zagęścimy śmietaną wymieszaną z jogurtem (tak radzi ciocia Kalorinka z uwagi na kalorie) i w końcu wsypujemy groszek zielony, odcedzony z puszki. Jeśli chcemy użyć mrożonki, dodamy ją nieco wcześniej. Na sam koniec dodajemy zieloną pietruszkę i gotujemy pomału jeszcze ze dwie minuty. Podajemy z grzankami, albo bez.

Śmietanę z jogurtem przed dodaniem miesza się energicznie w kubeczku z niewielką ilością gorącej zupy, a to żeby dodatek zahartować i dopiero dodajemy. Ale to większość z nas wie,nieprawdaż.

Jeśli uznamy, że zupa smakuje trochę nudno, wciśniemy do niej pół cytryny i nasypiemy łyżeczkę cukru. Wzmacnianie smaku na siłę, a to przez dodatek większej ilości Vegety, albo sosu sojowego, zakrawa na chodzenie skrótami, jeśli wręcz nie rodzaj oszustwa, podobnie jak komputerowe koloryzowanie czarno-białych zdjęć w sztuce fotografii.

Cała robota to pół godziny i wreszcie mamy potrawę, którą sporządza się w czasie krótszym niż potrzebny do jej skonsumowania…

 

(Obrazek z Sieci)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantazje kulinarne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Zupa

  1. matirani pisze:

    Uwaga na Vegeta. Zawiera cos takiego jak, pixoko zwane, „glucamato sódico” czyli poprawiacz smaku, który z siekanej trawy lub pecaku na wodzie potrafi zrobic smaczna potrawe…

  2. bardzo pisze:

    Glutaminian sodu, po czesku glutman sodny. Nie mozna przesadzać. Ale z drugiej strony jak udawałem świra żeby do woja nie iść, to mi lekarz przepisał kwas glutaminowy. Coś w tym musi być.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s