Setnik

Kilka mil na zachód od miejsca, w którym Nauczyciel schronił sie przed tłumem, rozciągało się na długości niecałej trzeciej części mili nabrzeża Morza Tyberiadzkiego niewielkie miasteczko zwane Wioską Nauma, a w mowie miejscowych Kefar-Nachum. Przez środek miejscowości przebiegała rzymska arteria, łącząca Damaszek z Egiptem. Wymiana towarowximg_5851a między tymi regionami kwitła, albowiem żyzna dolina Nilu nie tylko zapewniała dla krain północnych zaopatrzenie we wszelkiego rodzaju surowce żywnościowe, ale i region Peluzjum dostarczał lnianego oleju i tkanin lnianych najwyższego w ówczesnym świecie sortu.  Rzecz jasna, tą samą arterią odbywał się transport ciemnoskórej niewolniczej masy, odłowionej na rubieżach Afryki.

Nic więc w tym dziwnego, że własnie w Kafarnaum stacjonował silny oddział rzymskiej pretorii, zwany sotnią, choć liczył o wiele więcej niż setkę żołnierzy i prawie drugie tyle służby pomocniczej, a zapewniający porządek i bezpieczeństwo ruchu towarów i ludzi w obydwóch kierunkach. Ochronie tej jednostki podlegał odcinek szlaku na północ aż do samego Libanu, a w kierunku południowym, do rozgałęzienia na zachód, do sebestiańskiej Cezarei z niedawno wybudowanym przez Heroda zwanego Wielkim, potężnym przeładunkowym portem z farą niewiele mniejszą od tej w Aleksandrii.

W Kafarnaum mieściła się także siedziba poborcy ceł i opłat drogowych, albowiem trzeba było utrzymać ochronę podróżnych i stan pawimentu w stanie pozwalającym na tak intensywne użytkowanie, a do tego funduszy nigdy nie jest za wiele.

Wojskowi na tej wschodniej rubieży Imperium opłacani byli doskonale. Prosty żołnierz otrzymywał żołdu denara i sestercję dziennie, czyli o połowę więcej niż stanowiły zarobki obyczajnego legionisty, a setnik niemal dwadzieścia tysięcy denarów na rok, włączywszy gratyfikacje i inne beneficja.  To stanowiło siedemset pięćdziesiąt złotych augustowych aureusów rocznie. Od dwóch do trzech razy więcej od wynagrodzenia regularnego oficera tej rangi.

Do służby w tym zabitym deskami zakątku rzymskiego cesarstwa, przyjmowano zatem najlepszych wojowników, zarówno pod względem bitewnych umiejętności, jak i roztropności najwyższej.  Po zakończeniu służby żołnierze stawali się ludźmi zamożnymi, albowiem oprócz otrzymywania wysokiego żołdu, nie było tu na co wydawać pieniędzy, więc siłą rzeczy, majątki rosły szybko.  Niewielu tu było rodowitych Italów. Służyli tu Grecy, Remowie, Dakowie zbrojni w swe straszliwe siki i rompaje, a także wielu Sarmatów ze swymi Scytami i mocno zbudowanych jasnowłosych i jasnobrodych pogan z lasów i bagien dalekiej Północy. Nie było jednak Franków, ani Germanów, którym po zdradzie Arminiusa dwie dekady wstecz, Rzym ufać skłonny nie był.

W skwarze późnego popołudnia, zapiaszczoną boczną drogą szło w kierunku jeziora dwóch ludzi.  Starszy wyglądał na jakiegos ważnego rabina, czy może nawet kapłana, ten drugi mógł być obyczajnym człekiem, acz po ubiorze poznać było można, iż niebiednym. Idący rozprawiali o czymś, żywo gestykulując, albowiem wiadomo, iż ludzie Izraela nie potrafią zachować milczenia, zwłaszcza idąc.  Gdy zbliżyli sie do porośniętego karłowatą roślinnościa kamienistego brzegu, ujrzeli grupkę kilkunastu mężów i kilka niewiast, siedzących lub półleżących na ziemi, widno dla odpoczynku.  Jeden dostojnie wyglądający, aczkolwiek wierno cudzoziemiec, bo bez nakrycia głowy, zanurzywszy uchodzone nogi w chłodnej zielonkawej wodzie, kawałkiem lnianego gałgana czyścił z kurzu rzemienie obuwia swego.

Wśród przybyszów dwaj Nazarejczycy rozpoznali miejscowego rybaka, którego rodzina zamieszkiwała w domu zbudowanego z czarnego bazaltu niedaleko synagogi w srodku miasta.

– Witaj, Szymonie  –  zwrócił się do niego ten starszy – Szalom alejchem! – pozdrowił także wszystkich  – Długo cię coś nie było.  Gdzieżeś to bywał?

– Alejchem szalom – odrzekli chórem zebrani – Długo by opowiadać – odparł Szymon – Bywało się i tu i tam…  A wy, dostojni mężowie,  dokąd zmierzacie i to pieszo?

– Do was.  Ze swego rodzaju misją. A osobliwie do Nauczyciela waszego czcigodnego, który głosi rzeczy przedziwne i słynie z wielkich rzeczy, jakich dokonuje.

– On drogą znużony, ale może was wysłucha…

– Z czym przybywacie, dobrzy ludzie? – zapytał sam Mistrz, nadszedłszy, widocznie nie chcąc, by porywczy Szymon powiedział o jedno lub dwa słowa za dużo – siądźcie i rozgośćcie się.  Są ryby, placki jęczmienne…

– Panie, my tu w imieniu jednego cudzoziemca. Dobry człek, choć poganin beznadziejny. Pomaga ubogim i innym potrzebującym, wyznaczył swych żołnierzy do budowy synagogi, w której sam ufundował kolumny. Otóż, najlepszy jego decaturion w łeb dostał pałaszem w starciu z szajką szlakowych bandytów.  Rana sie jątrzy, ropieje, lada chwila larwy musze sie zalęgną.  Żołnierz bezprzytomny w gorączce i śmierci bliski. Zechcijcie, panie, rzec słowo, by nieszczęśnik do zdrowia powrócił…

Uśmiechnął się Juszua, jak zawsze w takich przypadkach.

– Gdzież kwatera tego wojaka? – zapytał dla porządku jeno, albowiem wszak doskonale wiedział, dokąd sie udać.

Pokazali Mu kierunek.

– No, ludziska, nie było za długo tego popasu.  Zbieramy się – rzucił swoim – to jeno półtorej mili stąd.  Szymonie, czy jest u ciebie dość miejsca dla nas wszystkich?

Szymonowy dom był częścią zlepku budynków okalających prostokątny dziedziniec, który to kompleks Rzymianie zwali isolą, czyli wyspą.

– Znajdzie się, panie.  Rozmieścimy niewiasty po domostwach, a chłopaki chlajny sobie na patio rozłożą .

Towarzyszący Nauczycielowi ludzie jęli się zwolna zbierać, powstawać, składać do tobołków rzeczy swoje.  Dwaj młodzieńcy Samarytanie wyszli z wody, gdzie zażywali odświeżającej kąpieli w chłodnej porankiem wodzie i rozłożywszy ramiona ku słońcu niczym kormorany starali się jak najprędzej wyschnąć na wietrze, ale ponieważ w tamtych stronach zwykle dmie od zachodu, najlżejszy powiew nie marszczył powierzchni jeziora, jako iż na zachodnim brzegu wznosiła się niewysoka skarpa, na której stały zabudowania Kafarnaum.

Pretorianie stacjonowali w obrębie oppidum, niewielkiej fortyfikacji, nieco na zachód od miasteczka.  Naprzeciw nadchodzącym wyszło kilku dostojnych mężów.   Skłonili się nisko przed Nauczycielem.

– Panie, nasz druh przysłał nas, byśmy ci rzekli, cobyś nie trudził się sam do łoża słabującego.  Powiada, iż dach jego jest za niski dla wielkości Twojej, ale na skinienie dłoni Twej choroba z dziesiętnika ubieży.

Juszua usmiechnął sie promiennie i wyminąwszy ich kroczył dalej.  Ci, nie wiedząc, co czynić, zabrali się za nim, wmieszani w grupkę towarzyszy Jego.

Gdy do setnikowego domostwa pozostały jeno dwa stadiony, wybiegł sam gospodarz w asyście dwóch przybocznych i stanął przed Panem, dzierząc pod pachą szłom swój złocisty z czerwonym szyszakiem.  Spod jasnych włosów jego patrzyły na Przybysza błekitne oczy z troską wielką.2016_30_zzz1_do_annoc_57

Oficer zgiął sie w pokłonie, jak przed samym cezarem, a następnie padł na kolana ku zadziwieniu wielkiemu towarzyszących mu Scytów.

– Panie – rzekł nie podnosząc głowy– mój dom nie jest wystarczająco godny, aby Ciebie przyjąć w progi swoje. Bom barbarus, jak nas tu zwiecie.  Jednak jeśli powiesz słowo, mój wierny żołnierz i przyjaciel wstanie z łoża zdrów. Mam ludzi pod sobą, którzy rozkazów mych słuchają.  Jednemu powiem, idź, a on idzie, choćby na śmierć.  Innemu powiem, przynieś, a on przynosi.  Innemu zrób to, on to czyni. Jednak moja władza jest niczym wobec Twej wielkości…

– Powstań, człeku szlachetny i głowę swą podnieś – odparł Uzdrowiciel. I zwaracjąc sie do swoich dodał: – Spójrzcie na tego cudzoziemca.  W całym Izraelu nie znalazłem większej wiary jak u tego poganina. Zwróćcie także uwagę na jego dobroć, wszak on nie prosi dla siebie, jeno dla swego żołnierza. Idź w pokoju, twój podwładny jest zdrów, powstał już i piwa woła.

– Czego woła? Ze zdziwieniem zapytał Szymon.

– To w ich mowie oznacza napój. Po rzymsku potum.

– Pozwólcie rzec… – odezwał sie setnik.

– Mów.

– Nie znam, jak Wam się odwdzięczyć, panie, bo cokolwiek dla Ciebie uczynię, nie będzie w najmniejszym stopniu godne twej szczodrości dla mnie i sługi mego.

– Żyj jeno poczciwie, tak jak twój naród cały i wysławiaj Ojca Najwyższego – rzekł Pan, czego miejscowi nie pojęli, albowiem wypowiedział te słowa w mowie krajskiej.

– Nasi przodkowie mieli jedynego Boga. Ten cały panteon pomniejszych bóstewek przyniósł zabobon…

– Idź zatem i dziesiętnika swego każ powstrzymać, bo ciesząc się odzyskanym zdrowiem, lata dookoła domu jak oszalały i może niechcący komuś krzywdę uczynić.

– Bądź błogosławiony, Uzdrowicielu.

Mistrz patrzył z uśmiechem na oddalającego się setnika. Słońce zaczynało już chylić sie ku zachodowi, a nikomu nie przyszło na myśl, by zatroszczyć sie o posiłek jakis wieczorny dla niemałej wszak grupy ludzi. Wreszcie Szymon ze swoimi pobieżał ku brzegowi jeziora, gdzie u niewielkiego pomostu kołysała się jego rybacki barkas, w nadziei schwytania drobiazgu choć jakiego, a niewiasty jęły gotowac się by tłuc śrutę na chleb. Jednak po jakimś czasie zaturkotała dwukółka i dwóch niewolników wyładowało worki jakieś i kosze ze spyżą, nie odpowiadając na pytania natarczywe o pochodzenie owych dóbr, co jak widać mieli przykazane. Ale i tak wszyscy domyślali się komu ów dar zawdzięczają.

Świadectwo otrzymał dziki, pogański naród, zamieszkały na krańcu swiata, gdzie niedźwiedź żyje wśród ludzi jak psiak…

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantazje kulinarne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „Setnik

  1. Pani Blue pisze:

    Pana Joszua jest łagodny, uśmiecha się promiennie, odnosi się z pobłażaniem do drobnych ludzkich wad, sam po ludzku jest zdrożony, wieczorem – głodny, pragnie samotności i znowu wraca do ludzi, gdy ci Go potrzebują. Docenia dobroć Obcego, Poganina. Nagradza go za nią swoim darem uzdrawiania, nieocenionym w tamtych czasach.
    Pięknie Panie Piotrze. Cieszę się, że znajduje Pan w sobie spokój i skupienie i pisze tutaj.

  2. bardzo pisze:

    Skoro Sam jest Dobrem, czemu miałby sie nie usmiechać, gdy widzi Dobro?

  3. Pani Blue pisze:

    Nie zgłaszam pretensji do tego uśmiechu. 🙂

    W ogóle lubię, jak ludzie się do siebie uśmiechają. Ostatnio mam takie pozytywne myśli nt. młodych ludzi w Polsce. Właśnie miałam kontakt z kilkorgiem. Stali przed ważną dla nich próbą zawodową. Zaimponowali mi swoim świetnym przygotowaniem, zapałem, z jakim podchodzą do swojej pracy. Ich radość, pogoda ducha, ich młodzieńczy dynamizm, ich oczy, z których biło tyle ufności, ich uśmiechy, to było naprawdę coś pięknego.
    W ogóle w Polsce jest takie cudne lato. Nie przeszkadzają mi deszcze ani ciut niższe temperatury. Lubię takie lato.

  4. Cyborg pisze:

    Strach, strach, Rany Boskie, strach!

    socjalnacjonalista.wordpress.com is no longer available.

    The authors have deleted this site.
    😦

  5. bardzo pisze:

    Socjalnacjonalista? A o czym to było?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s