Znów mamy święto…

W każdy ostatni poniedziałek maja obchodzimy w USA święto pamięci. Wprawdzie pamiętamy o wszystkich, którzy odeszli Na Tamtą Stronę, ale szczególnie koncentrujemy się na poległych w wojnach rozmaitych.  Wiem, wiem, zaraz pomyslicie sobie, że co tu celebrować, wojny w interesie nielicznych bonzów światowego kapitału i że przecież Ameryka powstała w drodze zbrodni, ale nie bawmy się tu w polityczne dywagacje, wyjdźmy z założenia, ze ci młodzi ludzie polegli przeświadczeni, że walczą o wolność, sprawiedliwość, demokrację (cokolwiek to pojęcie oznaczało w danym okresie), w obronie ojczyzny i o inne rozliczne szlachetne ideały.  Polegli, nie ma ich, a my im winniśmy pamięć, bo zginęli poniekąd za nas.

To jest mój kraj. Staram się pozostać dla niego lojalnym, jako że dał mi w swoim mniemaniu schronienie jako uchodźcy przed systemem mrocznym.  Gdyby wiedział, że po prostu szukałem guza, pewnie z tej emigracji nic by nie wyszło.  Ale skoro tu mieszkam, wywieszam amerykańską flagę, by uczcić tych, którzy walczyli i zginęli za Amerykę.  Na przykład tych trzydziestu kilku marynarzy okrętu Liberty zabitych 51 lat temu u wybrzeży Egiptu.  Z rąk „sojusznika” zresztą.

Co oznacza memorial Day dla przeciętnego Amerykanina.  Otóż trzy sprawy.  Pierwsza, to trzydniowy weekend, druga, tradycyjna inauguracja sezonu przydomowych basenów, a po trzecie i chyba najważniejsze, masowe orgie prażenia różnych potraw na rusztach barbecue, zwanych z polska grillami. I tym ostatnim aspektem zajmijmy się trochę intensywniej, jako iż właściwie nie znamy się na niczym innym oprócz żarcia.

Opiszmy najsampierw owe przerażające urządzenia do pieczenia spożywczych specjałów. Mamy trzy zasadnicze typy rusztów, z których najbardziej podstawowy i klasyczny to grill na węgiel drzewny. Ostatnimi czasy furorę robią te napędzane gazem propa-butan z butli, któe rozpalają sie szybciej i prościej, a także mamy te elektryczne, które maja niepodważalną zaletę w porównaniu do pozostałych dwóch, mianowicie, można się nimi posługiwać w zamkniętym pomieszczeniu.

Jak przebiega ten ceremoniał, który z namaszczeniem celebrują panowie domu. Na początku rzecz jasna trzeba grilla rozpalić. W przypadku węgla drzewnego, mamy dwie zasadnicze szkoły.  Jedna zakłada użycie płynnego rozpalacza, a jest to łatwopalna substancja podobna do nafty, czy lekkiego oleju, która sie polewa ułożone w stożek węgle i podpala.  Zazwyczaj węgle i tak nie chcą się zapalić, więc po ich nasyceniu tym starterem rzucamy na nie podpaloną zmięta gazetę i strzykamy umiejętnie strumykiem podpalacza z butelki, natychmiast się usuwając.  Przy odgłosie cichej eksplozji i erupcji płomienia na wysokość antresoli, otrzymujemy wreszcie w miarę stały ogień. Gdy węgle zszarzeją, to znaczy ze starter się caly wypalił i możemy dołożyc trochę nowych brykietów, ale nigdy więcej niż 1/3 objętości istniejącego stożka. Chodzi o to, aby nie stracić temperatury żaru. I możemy juz piec nasze mięsiwa.

Druga szkoła wymaga użycia rodzaju kominka z grubej perforowanej blachy. W taka rurę sypie się brykiety, podkłada gazetę i podpala. Powstały luft cug utrzymuje płomień w stanie buzowania bez żadnych chemicznych wspomagaczy. Potem kominek się usuwa, a brykiety już się żarzą.

Rzadziej znana metodą jest zastosowanie brykietów specjalnych, które rzekomo zapalają się od zapałki. Powiedzmy, ze przypuścmy.  Odradzam, w celu zapobieżenia frustracjom i rozczarowaniom w ferworze przygotowań do ugoszczenia sąsiadów i znajomych.

Najbardziej jednak podoba mi się sposób w duchu nowoczesności. Bierze się takie kółko z metalowej rurki, w którym umieszczona jest spiralka z drutu grzejnego, podkłada się pod kupkę węgli i podłącza do kontaktu.  Prosto, czysto, spokojnie, po kilku minutach węgle się same żarzą.

Grilla gazowego odpala się odkręcając gaz na butli, otwierając kurek i naciskając zapłon. Słyszymy delikatne „Wuuch!” i gaz się pali.  Aby imitować brykiety węglowe, na specjalną tackę dobrze jest nasypać kamyków, żwirku a niektórzy dodają kamieni z lawy wulkanicznej, co odradzam, jako że jasna anielka wie, jakie to związki mogły wylecieć z głębi matki Ziemi.

Włączania grilla elektrycznego chyba nie trzeba opisywać.

Dobra, wiemy już na czym będziemy pracować, teraz napiszmy, co się mianowicdie piecze na tych grillach: Amerykanin najczęściej, choć nie najchętniej, praży trzy rzeczy:  hamburgery, kurczaki i hot dogi.

Istnieje wiele sposobów przygotowywania hamburgerów, ale najprostszy przepis zasadza się na zakupieniu w sklepie gotowych placków z mieszanych miąs i rzuceniu ich na ruszt. W takiej wersji nie mamy zadnej kontroli nad tym, co jest w środku, jednak jest to metoda najtańsza. Możemy też sami sobie kupić mielone mięso wybranej frakcji i ręcznie formować hamburgery takiej grubości, jakie lubimy. Ale najlepiej jest posłużyć sie zmysłem artysty kucharza i zrobić smakowite hamburgery, których konsumenci nigdy nie zapomną.

Zrobimy tak: Weźmiemy 3/4 kilo (półtora funta) wołowego mięsa mielonego niepośledniej frakcji, dodamy 100 g mielonego wędzonego boczku, sól, pieprz i łyżkę lub dwie keczupu albo lepiej sosu BBQ. Jeśli mamy tendencje nieco oscylujące w kierunku perfekcji, możemy dodać odrobinę posiekanej zeszklonej cebuli z ząbkiem czosnku. Wtedy solić będziemy pod koniec pieczenia. Wymieszamy, uformujemy hamburgery i kładziemy na ruszt.

Kiedy hamburger jest gotowy?  To zależy od preferencji konsumenta.  Rare  to tylko opieczony z zewnątrz, w środku wciąż czerwony.  W przypadku mielonych mięs rzadko kto tak lubi.  Medium to różowy w środku, a well done to jest coś w rodzaju przypalonej podeszwy, którą to wersję lubię najbardziej.

Obok mięsa podrumieniamy nieco bułkę, w której hamburger znajdzie swoje przeznaczenie.

Aby nie przynudzać, przejdźmy do hot dogów. Hot dogi robi sie z parówek, albo rzadziej z kiełbasy. Za najlepsze uchodzą bratwursty i Polish dogi, ale z uwagi na koszta, najczęściej używa się rozmaitych parówek i ich imitacyj.

Tutejsze wieners przypomina klasyczne wiener wurstschen jedynie z wyglądu. Lista składników brzmi dla nas przedziwnie, na pierwszym miejscu mamy mechanicznie szarpany (cokolwiek to oznacza) drób, dalej woda, syrop kukurydzianny, konserwanty i co tam jeszcze.  Takie hot dogi kosztują dolara za osiem i takie się podaje na przyjęciach podwórkowych pod tani sikacz zwany eufemistycznie piwem.

Są też dobre czysto wołowe hot dogi, a nawet koszerne, ale kilkakrotnie droższe. Te popija się dobrymi piwami małych browarów, albo wręcz piwem domowej warki. Te są przeznaczone na przyjęcia w bliskim gronie rodzinnym. Hot doga wkłada sie w bułkę taką podłużną i nakłada keczup i musztardę a jak kto lubi to siekaną cebulę, ogórki kiszone z cukrem, bananowy pieprz i czasem majonez. Hot dog pochłania się obowiązkowo w trzech kęsach. Nie wiem, dlaczego.

Bułki mogą być takie zwykłe, z puchowego, zwiewnego ciasta, po dolarze za dwanaście, albo, zwłaszcza w przypadku szlachetniejszych hot dogów, lepsze, chrupiące, z prywatnej piekarni, po 50 centów do dolara za sztukę.

Bratwursty przed upieczeniem oryginalnie powinno się podgotować w piwie (może być to najtańsze)  z dodatkiem łyżki masła, tak jak to robi sie w Niemczech, ale tu, w USA, nikomu się nie chce pi…  znaczy się bawić w takie kuchmistrzowskie niuanse.

Grilluje się też kolby kukurydzy w liściach, obficie namoczone w wodzie, fasolę na aluminiowej folii, a w Teksasie w żeliwnym kociołku, a także innne warzywa i nawet owoce.

A co Jankes grilluje najchętniej, gdy mu pieniędzy nie szkoda? Ryby, homary, krewetki, szaszłyki, rzadziej schabowe i oczywiście steki.

Oj, steki.  To jest cały dział grillowego kucharzenia.  Nie mamy miejsca na nadmierne rozwlekanie tematu więc napiszemy, jak nasza młodsza pociecha praży steki.

Najważniejszy etap w tej materii to wybór cięcia wołowiny. W naszych okolicach za najllepszy uważa sie T-bone, czyli krojony w poprzek kotlet na grubość cala i ćwierć, z kością w kształcie litery T. Mięso powinno być z lekkim a cienkim przerostem tłuszczu, co Starym Kraju nazywało sie  „kwiatem”. Nasze Dziecko najpierw upewnia się, ze kotlety są w temperaturze pokojowej, potem nakłuwa je wielokrotnie widelcem pod wodą albo w piwie. Potem podsypuje umiarkowanie zielskiem ze specjalnej mieszanki do steków, albo pieprzem, oregano, tymiankiem i co tam jeszcze znajdzie (oprócz bazylii, która jest do sałatek i sosów). Potem skropi odrobiną brandy, przykryje i pozostawi na jakiś czas.

Z tą brandy się wiąże zabawne zdarzenie.  Kiedys chciałem się napić dobrej szkockiej whisky z woda sodową i lodem.  Patrze, a na dnie półtoralitrowej butli smętnie się pałęta kilka ostatnich kropel zawartości.  Pytam sie Dziecka kto mi do jasnej cholery wychlał najlepszego skacza. Nikt nie wypił, odpowiada latorośł, zużyłem na steki.  Czemu właśnie to, przecież do kuchni masz tańszego kentucky bourbona. Ano, bo to lepsze. Pewnie ze lepsze.  38 euro w wolnocłowym sklepie w Amsterdamie i to na wyprzedaży, to lepiej, żeby było lepsze…

Potem się piecze te steki i uważa żeby nie przedobrzyć,.  Gdy się wydaje że jeszcze trochę powinno się podpiec, to znaczy że już są gotowe. Nie ulegajmy pokusie dopieczenia na maksa.

I teraz tak.  Jesli chcemy mniej przypieczone, pieczemy krócej w wyższej temperaturze i odwrotnie. Takoż rare 5 minut po jednej stronie i 3 minuty po drugiej w 450 stopni F, a well done, po siedem minut z każdej strony w 375 stopniach F.

Bardziej wyrafinowane grillowanie to BBQ wieprzowina, żeberka, ryby. Wszystko co z rusztu i na ruszcie można smarować sosem BBQ podczas pieczenia, albo zaraz po. Jeśli w trakcie pracy wybuchnie nam żywy płomień ze skapującego tłuszczu, gasimy go z plastikowego rozpylacza wodą albo tanim piwem. Nie polewamy strumieniem, bo tłuszcz wtedy wypływa na wierzch i pali się jeszcze mocniej.

Żeberka przed pieczeniem obgotowujemy w wodzie zaprawionej ziołowymi przyprawami, albo tak jak bratwursty, w piwie z masłem.

Każde mięso mozna piec dość precyzyjnie „na temperaturę”. Trzeba mieć taki termometr do wkłuwania. Steki rare kuchmistrzowie pieką do temperatury 120-125 stopni F, medium rare 125 do 135 stopni, przy czym USDA (rodzaj amerykańskiego sanepidu) zaleca 145 stopni, medium 135 – 145 (USDA 160), medium-well od 145 do 155. a well done 155 stopni i więcej (USDA 170).  Drób 165 dla mięsa ciemnego i 160 stopni F dla białego, ryby 145 stopni, a wieprzowinę 145 do 160 stopni, albo 145 stopni i dodatkowe 3 do 5 minut.

Z braku czasu ten tekst nie jest edytowany, wskutek czego moga się zdarzyć literówki, a nawet zaistnieć mimowolne przekłamania. Liczę na zdrowy rozsądek szanownych Czytelników.

 

 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantazje kulinarne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „Znów mamy święto…

  1. Maćko pisze:

    Najlepiej podpala sie wegiel drzewny, naturalny, polewajac go alkoholem i dajac mu minutke czasu na wsiakniecie. Potem „jedna zapaleczka” i gotowe, wystarczy poczekac wedlug wskazówek Mistrza, na szary aspekt zaru

  2. bardzo pisze:

    Alkohol kosztuje zielone pieniądze…

    • Maćko pisze:

      parafina czy zapalacz do bbq tez kosztuje. A alkohol lampowy nie smierdzi potem

    • Xall pisze:

      To nie są pieniądze… Jak mnie pouczono w niemieckim sklepie dla Polaków: środki płatnicze. Bo rzeczywiście, bankierzy je drukują, gdy im brakuje w kasie.

      • bardzo pisze:

        Za naszych czasów to też nie były pieniądze, co ówczesny rząd uczciwie deklarował. Na papierku widniało jak byk: Bilety Narodowego Banku Polskiego sa prawnym środkiem płatniczym w Polsce. Bilety, a nie tam zadne banknoty. Kwity, bony, ale nie pieniądze.

      • Maćko pisze:

        Drukuja, jak rzadom brakuje i zdzieraja za ta „pozyczke” lichwe, który my wszyscy placimy.

  3. bardzo pisze:

    Toteż było powiedziane że najfajniejszy jest zapalacz elektryczny. Kominek też wygląda wdzięcznie. Z drugiej strony jest coś romantycznego w zapachu rozpalacza.

  4. Pani Blue pisze:

    Jak zwykle napisane świetnie, Panie Piotrze. Fachowo, rzeczowo, z nutką prześmiewczości.
    Sama grilla nie posiadam, ani działki, gdzie mogłabym się z nim rozłożyć. Ale grillowanie staje się wśród Polaków b. modne.
    Ja skromnie nacinam kiełbaskę, wsadzam do foremki w piekarniku gazowym, i kiełbaska mi się ładnie wypaca. Jem z bułką i musztardą. Pychotka, i jak ładnie pachnie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s