Love story po latach

(Polska wersja  poniżej)

Upon my arrival back home, border service officers asked me several times what a purpose of my stay in Rome was. Even though it was not their business, I tried to tell truthfully, keeping in mind that usually truth is the most unbelievable. We were celebrating our 35th anniversary of our marriage in Vatican, I said and please do not ask me why we were married there because I am too tired to tell stories. Where us your wife? She flew to Warsaw. Were you in Poland as well? No, I do not have any business or other interest to go there. Why then did she go? Well, better ask her rather than me.

This long story cannot be made short. Our peregrinations dated 1982 became famous slipping out of political correctness because the outcome of the situation revealed general anti-polonic attitude of today’s world. Moreover, it could not be hidden or otherwise swept under carpet as it involved too many officials at the US embassy in Rome and two Wisconsin senators as well as many other governmental organizations of several countries and highly positioned individuals.

We became family and, contrary to most predictions and prophecies, we are still together. You know, love-based marriages face higher chance of dissolution than those couples who combine love with friendship. What is love, anyway?

Let’s start from the beginning. It is not possible to visit Rome and not to become addicted to this place. Consequently, years ago we promised to each other that we would come back as soon as we can. Unfortunately, brutal life left us with permanent alternative. Whenever you have enough capital to finance such a trip, you don’t have time, and if you happen to have time, you are lacking money.

Ten years back, we were almost ready to go, yet perfidy of my employer, which is a city government consisting of some bulkiest individuals equipped with not really pale faces, made the project impossible, but this is another disgusting story which does not belong here.

So, finally we accumulated funds and organized a little time off in order to fulfill our promise and dream. We purchased tickets and made hotel reservation. Everything was done on line, for the very first time, therefore we felt a little nervous, fearing that something might go not entirely perfect way. Yet, confirming the prepayments and reservations using Graham bell’s invention, made us a little more comforted.

The flight went smooth except chaos in Frankfurt, where departure gate was changed on us and we missed the plane. The  airline demanded a fee to reschedule our tickets into the next trip and we happily landed at Fumicino. The Rome hotel shuttle driver attempted to initiate some sort of conversation with us but we found out that our Italian communication skills are nearly gone. Fortunately, the guy knew some English and chat went on.

Our hotel room for its price presented itself impressively. Local restaurant, open late night, served traditional Roman dishes and we decided to have pasta. Italian cuisine is generally simple ingredient-wise, yet each dish contains the most important spice, the Chef’s soul. Italians are crazy about cooking and eating. It is the integral part of every true Italian’s personality.

Take two table spoons of olive oil, heat up a little, add a clove of garlic, basil and some cherry tomatoes. When tomatoes are soft, dash with salt, eventually pepper and throw over under cooked spaghetti. That’s it. No sugar, no bell peppers, no vegeta or beef stock. No vinegar, no high fructose corn syrup. But do not forget to liberally apply your passion for cooking. That’s Italian.

Reflections for that day: Frankfurt terminal is very clean, yet not pleasant or inviting. Some Muslims dressed traditionally are seen but all of them work usually in the service. Customer contact workers wear civilized attire.

There is wifi all over the airport, very efficient and very fast. For those who do not want wifi, there are Ethernet receptacles practically at each gate waiting room.

Most Germans speak decent or good English, yet they will appreciate your attempts to communicate in their language.

Gate change schedule is done without limitation or announcement.  They assume your responsibility to stick to the advertisement boards which are not very clear.

Rome airport is less clean yet still clean. Very good layout, very nice and helpful service people, prices may be negotiable. The atmosphere seems less stiff than the one in Germany.

While official euro to dollar exchange rate is 1.08, the airport stand offers higher price and the hotel sticks to 1.45 or so. In-bank ATMs exchange at the official relation. The best counter in town offers 1.10.

Below: Morning view from our hotel room balcony. In the central part, the dome of St.Peter basilica is visible. The chemtrails appeared only this particular day.

IMG_20170309_022556297_HDR

To be continued.

Gdy wracałem do domu po tej zwariowanej wizycie w Rzymie, rozmaici mundurowi pytali, jaki był mój cel pobytu tamże. Bo trzeba wiedzieć, że aktualnie wjechać do tego kraju jest o wiele trudniej niż z niego wyjechać. Nie-obywatelom rejestruje się wszystkie możliwe cechy biologiczne, szkoda że jeszcze nie kod genetyczny, ale to tylko kwestia czasu, żeby tak się stało. Także nie wpuszcza się tu obcokrajowego żarcia, bo jeszcze ktoś mógłby sobie przywieźć jadalne.  A do tego dopuścic nie można.  To zrozumiałe.

Naiwnym byłoby zapytanie, czy te wszystkie środki zabezpieczenia zmniejszają ryzyko przeniknięcia w granice złych ludzi.  Otóż źli ludzie, jako profesjonaliści, maja na wszystko swoje i nie tylko swoje sposoby.  Tu idzie po pierwsze o utrzymanie społecznej psychozy w celu dobrowolnej rezygnacji jednostki z jakiejkolwiek prywatności, a także do zastraszenia jednostki celem ułatwienia jej neutralizacji.

Żadna tajemnica, po co byłem w Rzymie.  Ponadto prawda jest zazwyczaj najbardziej niewiarygodna, więc mówiłem otwarcie, co nas skłoniło do wyjazdu na tydzień do Włoch. Rzecz jasna relacja wyzwoliła serię pytań dla zapędzenia nieszczęśliwego posiadacza nazwiska z końcówką określającą w wielu językach narty, w kozi róg, żeby się wyplątac nie mógł, ale jeśli się ktoś pyta, czy masz zamiar siłą działać przeciw rządowi tego kraju, to normalny człowiek może zareagować tylko popukaniem sie w czoło, nieprawdaż.  Takoż, a gdzie jest twoja żona, skoro razem żeście wyjechali?  W Warszawie, nic w tym dziwnego.  A dlaczego ty nie jesteś w Warszawie razem z nią?  O, to bardzo chrześcijańskie pytanie, wiadomo, iż chop i kobita muszą być zawsze razem, bo jak Ewa była sama to jej wąż wcisnął jabłko.  A chop gdyby był toby jego, tego węża, zawiązał na supeł i wyrzucił w jasne anielkie.  Otóż, powiadam, bo ja nie mam tam żadnego biznesu. A czy ona ma?  A, to proszę ją zapytać, a nie mnie.

Co kupiłeś w Rzymie? Zaśmiałszy się serdecznie powiadam – jedną czapkę, parę gaci, drugą czapkę, sweterek na upominek, śliniaczek dla wnuczki, koszulkę dla dziecka z napisem Roma, wygodne buty dla Żony i amaretto.  Głupki, nie zapytali ile tego amaretto bo by mieli Haka żeby sie przypierniczyć. Miałem mianowicie dwie flaszki tego amaretta, a mieć wolno zdaje się że tylko jedną.

I jak tu nie wierzyc w wyższośc intelektu słowiańskiej nacji?  Za to nas zniszczą.

Historia krótką nie będzie. Lat temu trzydzieści i pięć założyliśmy rodzinę i wbrew przewidywaniom znajomych, przyjaciól, a nawet rodziny, wciąż jesteśmy razem. Wiecie, małżeństwa deklarujące afekt mają większą szansę się rozpaść, niż te, które bazują na uczuciu polączonym z przyjaźnią.  Bo uczucie dziś jest, jutro go nie ma, potem znów może być, a przyjaźń, wzajemne zaufanie, trwa wiecznie i niezmiennie.

A tak na marginesie to co to jest ta miłość?

Zacznijmy zatem od początku.

Będąc w Rzymie, nie sposób nie poddać się urokowi tego miejsca. I tak, trzydzieści pięć lat temu obiecaliśmy sobie wrócić tu gdy tylko będzie to możliwe.  Nietety, życie jest brutalne. Kiedykolwiek dysponujesz pewnym zasobem środków na sfinansowanie takiej wycieczki, brak ci czasu.  I odwrotnie, jeśli masz trochę czasu, znaczy że musisz szukać roboty i z finansami krucho.

Dziesięć lat temu byliśmy już blisko urzeczywistnienia naszych zamiarów i marzeń, ale perfidia rządowego pracodawcy uniemożliwiła realizację tego przedsięwzięcia.  To przykra historia i nie powinniśmy jej tu relacjonować.

Toteż będąc na częściowej emeryturze, zorganizowaliśmy sobie wreszcie trochę czasu, a renta pozwoliła na tę małą fanaberię. Nabyliśmy bilety i zarezerwowali hotel. Ponieważ pierwszy raz w życiu robiliśmy to przez internet, mieliśmy trochę obaw, czy wszystko pójdzie tak jak trzeba.  Jednak sprawdziliśmy rezerwacje tradycyjnymi sposobami i wyszło, że chyba wszystko zostało zapięte na ostatni guzik.

Hej, przygodo. Umordowani pakowaniem i babskimi przygotowaniami w ostatniej chwili,  (bo tu trzeba poprawić umalunek, a tam zmienić jeszcze buty, a tu w walizce o pół kilo za dużo, a tam gdzie są moje perfumy, a jeszcze gdzie indziej jestem taka gruba, nigdzie nie jadę), nie pomyśleliśmy o kawie i w domowej taksówce pilotowanej przez nasze młodsze Dziecię ogarnęła nas przemożna senność. na lotnisku papierowy kubek z kawą okazał sie produkcji chińskiej, jak wszystko w tym dziwnym kraju i w pewnym momencie wieczko wystrzeliło pięknym łukiem pod sam sufit, a na marynarce, koszuli i krawacie pojawił sie przepiękny dizajn (takie nowe polskie słowo). O kuXXXX.

Wizyta w indywidualnej toalecie celem spłukania politycznie poprawniackiego koloru zaowocowała powiedzmy załagodzeniem sytuacji do tego stopnia, że w niedobrym świetle można było jakoś nie dostrzec skutków katastrofy. Lot przebiegł gładko, za wyjątkiem przykrego incydentu we Frankfurcie, gdzie potajemnie zmieniono bramkę odlotu i przegapiliśmy połączenie.  Linia zażądała dodatkowych opłat za przebukowanie biletu na późniejszy lot. Ale co tam, ten papierowy szajs już dawno przestał pełnić rolę pieniądza.

W Rzymie mikrobusiarz hotelowy starał się nawiązać z nami konwersację, ale nas zatkało.  Nie podejrzewaliśmy, że nasze zdolności porozumiewania się w mowie miejscowej zardzewiały, wyparowały i niemalże zanikły zupełnie. Jednak pewna znajomość angielszczyzny szofera uratowała sytuację i w sumie rozmawiało nam się w miarę gładko.

Jak na taką cenę, nasz hotel zaprezentował sie imponująco. Restauracja w piwnicy budynku otwarta do póżnych godzin nocnych, serwowała zarówno tradycyjne rzymskie dania, jak i kuchmistrzowskie, nieco droższe.  Po co nam kuchmistrzowskie, skoro przyjechaliśmy do Rzymu a nie do kuchmistrza. Kluchy z pomidorami to jest to. Włoska kuchnia charakteryzuje się prostotą jeśli chodzi o składniki, ale każde danie zawiera najważniejszą ingrediencję, duszę kucharza. Makaroniarze kochają gotować i jeść. Żarcie jest integralną częścią włoskiej osobowości.

Ot, weźmy dwie łyżki oleju z oliwek, wcale nie musi być tak zwany dziewiczy, podgrzejmy nieco i wrzućmy grubo pokrojony czosnek, albo w ogóle nie pokrojony,  na to małe pomidorki i liść świeżej bazylii. Gdy pomidorki się rozpurchlą, posolimy, popieprzymy i położymy na niedogotowane kluchy, które się nazywają al dente. To wszystko. Ach, nie zapomnijmy szczodrze użyć naszej pasji do gotowania.  To jest bardzo włoskie.

Pasta al dente nie wchodzi w obwód tak intensywnie,  jak do końca ugotowany makaron.

Spostrzeżenia na ten dzień:  Port lotniczy we Frankfurcie wprawdzie czysty, ale odpycha jakoś swoją niegościnnością.  To jest moloch, a luda tam zawsze dziesiątki tysięcy.  Arabusy którzy tam są widoczni, to tacy, co pracują. Ci co są w kontakcie z pasażerem, noszą cywilizowane ubrania. Miejscowe wifi chodzi jak burza, o wiele lepiej niż domowa sieć.  Jeśli ktoś nie chce wifi, ma do dyspozycji ethernetowe gniazdka na każdej praktycznie poczekalni przybramkowej. Większość Niemców posługuje się dobrą angielszczyzną, ale miło im jeśli przyjezdny sili się na mowę miejscową. Stare Niemry bywają nawet sympatyczne. Dziwne.

Rzymski dworzec Fumicino jest mniej czysty, ale wciąż zadowalający pod tym względem.  Swietnie zaprojektowany rozkład na przylotach i odlotach. Atmosfera jest tu luźna w porównaniu do Niemiec. Często ceny można negocjować.

Oficjalny kurs euro do dolara wynosi 1,08. Kantor na lotnisku drze skórę niemiłosiernie, a kantor w hotelu jeszcze gorzej. Najlepiej wyciągać fundusze kartą bankową w bankowym bankomacie (nie w wolnostojącym!) wtedy cena jest oficjalna, choć czasem nasz własny bank może sobie policzyć od 1 do 3 procent prowizji. Najlepszy punkt wymiany gotówki w mieście, na placu Stazione Termini, oferuje kurs 1,10.

Na zdjęciu powyżej tekstu widok z hotelowego balkonu, na którym mozna kopcić papierochy i nawet stoi popielniczka.  W dali widac kopułę bazyliki św. Piotra.  Chemtrailsy na niebie były widoczne tylko tego dnia, w pozostałe dni był zwykły rzymskopocztówkowy lazuryt.

Ciąg dalszy wkrótce

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantazje kulinarne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „Love story po latach

  1. Maćko pisze:

    Reading the description of your coming back home and questions asked at the border I guess it was in 1974 and you were entering USRR, right? Only those 35 yrs of marriage don’t fit.

  2. bardzo pisze:

    Something like that.
    We are heading there.

  3. Pani Blue pisze:

    A to amerykańskie służby celne tak Pana o wszystko pytały? Nawet o sprawy osobiste? O przywiezione z Rzymu prezenty?
    Kupiłam sobie w Rzymie torbę, jak to się mówi, o wygodnym ergonomicznym kształcie. Torba to kluczowa rzecz dla kobiety. Włosi w tej dziedzinie – ogólnie rzecz biorąc, wzornictwa – są finezyjni. Tylko teraz Panie Piotrze już nie nosi się toreb z prawdziwej skóry, które kupowałam w b. dobrym sklepie na pl. Bankowym, i wydawałam ileś set złotych. Teraz w sklepikach usytuowanych w różnych podziemnych przejściach (do metra, do dworca) kupuje się chiński szajs za całe 50 złotych. Torby worowate na jeden sezon. Dla mnie dobre, bo kilogramy różności codziennie noszę.
    A w ogóle przejdźmy do meritum sprawy – cudownie, że Państwo tam pojechali. To dopiero niespodzianka. Ja zawsze mówię, że Rzym to źródło, jaka by nie była okazja, by tam pojechać. Nie miałam wątpliwości, gdy przyszło mi wybierać wybrać kierunek moich pierwszych podróży po Europie – Rzym, oczywiście Rzym (a wcześniej było Wilno).
    O tym olbrzymiastym porcie lotniczym we Frankfurcie słyszałam. Sama jednak nigdy nie byłam. Powiem szczerze, znam Austrię, Niemcy malutko.
    W ogóle ten odcinek fantazji wyzwala we mnie gadulstwo.
    Boże, czyli Rzym. Chyba jeden z moich najlepszych urlopów w życiu, choć wrześniowy, i Forum Romanum zwiedzałam w strugach deszczu. Szczękałam zębami, gdy dotarłam w końcu do jakiejś restauracyjki. Nie jakaś w zasadzie ona była, tylko konkretna, z nazwą. I tam zjadłam makaron z pomidorami, skromny, klasyczny gorący, i ten smak chodzi za mną całe lata. Moje własne makarony tak mi nie wychodzą.
    Pan myśli o rozpulchnianiu tych pomidorków w rondelku, czy na patelni? Bo to różnica. W szczegółach zwykle tkwi szkopuł.
    Panie Piotrze, pytanie o miłość jest kluczowe. W małżeństwie po latach ja się przychylam do definicji braterstwa. Ufność, wierność, czułość, wzajemna troska, to są oczywiście inne obowiązkowe komponenty.
    No tyle na pierwszy ogień. 🙂 Kurczę, toście z Elą poszaleli. Ale tak trzeba. Trzeba sobie sprawiać w życiu różne przyjemności. 🙂

  4. Pani Blue pisze:

    Zdjęcie. B. ładne.

  5. Pani Blue pisze:

    Dziękuję za angielską wersję. Miło zawsze poczytać.

  6. bardzp pisze:

    E, tam, zaraz poszaleli. Szaleć będę pojutrze. Szesnaście godzin w heblu, na drugi dzień drugie szesnaście i potem dwie nocki pod rząd. A miał to byc długi weekend.
    Kiedy ja odpocznę po tych wakacjach…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s