Another food related story

I am taking the liberty of sharing with the public what happened to me last week. It was a total astonishment and surprise to everybody who had some patience to follow the old fashion home cheese making process.  But let’s start from the very beginning.

As all the immigrants from the Old Country experience, the White Anglo-Saxon community generally does not accept cultured milk products to be consumed raw.  There are, of course, some recent exceptions, like yogurts, usually contaminated with high fructose corn syrup and over-processed fruits,  or like buttermilk for pancakes and for Ranch dressing, or Feta cheese.  Often, those cultured milk goods are pasteurized, anyway. As a result of such a habit, we miss one of the most popular dairy product, namely, fresh white cheese, which in Wisconsin is called quarg.

In order to provide our families with something that might resemble quarg, we have to mix expensive Farmers’ cheese with buttermilk and cottage cheese or drive long distance to the nearest ethnic food store and pay more than $5 per pound of a white cheese made somewhere near Chicago.

We may also want to make our own quarg that feels and tastes somewhat like the original, by adding a portion of biologically active yogurt to fresh milk.  A day and half of incubation at around 90 deg F completes the job. One can use kefir as a starter or pharmaceutical probiotic capsules.  Use of buttermilk for this purpose is strongly discouraged.

Well, to make a long story short, I had several packets of lactic cultures, designed and formulated in Poland, especially to use in industrial quarg making process. A funny aspect of the situation was that these starters have been kept in a freezer for more than twenty five years.

What a heck, I thought, let’s try.  Coincidentally milk was on sale, so that eventual loss would be minimal in an instance of fiasco.

One culture package was unfrozen and inoculated on two cups of boiled and cooled 1% milk in a sterilized glass container. This make shift mother starter vessel was placed in an counter top convection oven and the temperature set at 85 Deg F.

And guess what. After a day and half, a beautiful precipitate, in other words curd was formed. In the industry, we call it porcelain type.  It smelled fresh, without any foreign notes or showed no discolorations. Needless to say that after ripening for aroma at 68 deg F, we pitched it on a fresh 3.4% milk and saved some for the next batch.

The quarg that came out was exactly like the one in the Old Country except softer.  Yet, such a consistency was achieved on purpose, since my beloved Wife likes it this way.

Unimaginable.  Strong, active colony worked after over quarter-century hemibiosis in a freezer.

I think I should freeze myself as well.

(sometimes I’m under impression that I already have…)original_fit-978-460

Image from: http://www.doradcasmaku.pl

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantazje kulinarne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „Another food related story

  1. Maćko pisze:

    hmm… i wonder what other microbiotics are surviving years in my freezer! :-)))))

  2. bardzo pisze:

    Kefir fungi for sure. Skillfully cared for, they remain active for twenty years or more.

    Pathogenes? let’s not even imagine…

  3. Pani Blue pisze:

    A to przecież najtańsze jedzenie w Polsce, i jaki duży wybór w sklepach białych serów do pokrojenia w talarki, albo już gotowych twarogów.
    Że szanowna małżonka lubi, nie dziwię się wcale. Kobiety jakoś szczególnie lubią ten rodzaj nabiału.
    Dziś na małym talerzyku: duża łyżka twarogu, wielka oliwa, talarek kiełbasy salami, kromka chlebka z ziarnami dyni. Moje niedzielne śniadanie.
    A to się Amerykanie zdziwią, przeczytawszy Pana tekst. 🙂

  4. bardzo pisze:

    Amerykanie raczej tego nie czytają. Może jakiś zabłąkany Polonus z trzeciego pokolenia,

    Też lubię twarożek, jako dość kompletne źródło białka. Z cebulką. Ciekawe, czy jeszcze w Kraju hoduje się czyste kultury.

    Łyżka serka, plasterek kiełbasy i kawalek chlebka za całe sniadanie? Cóż, czasy sie zmieniły. Wkrótce będziemy jadali na prigliadkie, a kto wie, czy nie na pridumkie…

    A może i niekoniecznie wkrótce. Nierzadko w ogóle pomijamy sniadania (lepsze spanie niż sniadanie – studenckie powiedzenie).

  5. Pani Blue pisze:

    Zawsze jem śniadania. Dość solidne, bo np. smażę sobie jajko sadzone na cieniutkim plasterku boczku. Nie wychodzę z domu bez śniadania. Natomiast nie jem kolacji. Najwyżej kroję sobie jakieś awokado, albo jabłko, banana.
    Przed snem piję ciepłą wodę zakwaszoną cytryną.
    Piszę dla Pana, co jest na etykiecie śmietany, którą ostatnio kupiłam do twarogu właśnie: śmietana, kultury bakterii mlekowych. bifidobacterium lactis (BB-12).
    Jest nawet podany producent. Klimeko. Dionizów, k. Zduńskiej Woli.

  6. bardzo pisze:

    Bardzo zacna treśc nalepki. Zwłaszza bifidobaktery są pożyteczne jako że w skrócie powiedziawszy zapobiegaja rakom przewodu pokarmowego (tej końcowej części).

    Zduńska Wola jest mi bardzo bliska, bo stamtąd wywodzi się moja rodzina.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s