Co sie wydarzyło później?

A co sie wydarzyło podczas owego weseliska już po naszym wyjeździe?

Ano, nasza Słowianka pracowała sobie spokojnie, a układając słodycze na płaskich, mosiężnych paterach, dumała sobie, czy lepiej byłoby
jej cierpliwie wypracowywać sobie wolność, czy też może podprowadziwszy konia czy osiołka, po prostu dać drapaka z slavicniewoli i wraz z kuchcikiem udać się na północ do Krainy. Wszak w ukryciu od jakiegoś czasu gromadziła już po cichu na podróż sprzęt i spyżę.

Z zamyślenia wyrwał ją jakiś tumult. Jakieś zamieszanie, a zażenowanie i nawet strach pojawił się na obliczach gospodarzy. Skończyło się wino, co w miejscowym obyczaju było najgorszą rzeczą, jaka się mogła wydarzyć. Nie tylko wstyd dla domu, ale zły omen dla nowożeńców. Widocznie kierownik imprezy źle wyliczył, w jakiej proporcji należy mieszać wino z wodą. Albo ludziska umiar potracili. Bo trzeba nam wiedzieć, iż tutaj wino bez wody pijają jedynie beznadziejne ochlapusy.

Spanikowany gospodarz wpadł do tej niewielkiej pakamerki, gdzie nasz strażnik koszerności oddawał się czynności smakowania tego dziwnego miodowego napoju Północy. Ten szybko ukrył dębowy antałek w kącie izby pod lniana płachtą i powiada, nie, tego nie wolno, to nie jest zgodne z wymogami Prawa, albowiem sporządzone zostało rękami pogan.

Zdesperowany pan domu rwąc pejsy z brody, pragnąłby ze wstydu zapaść się pod ziemię, a wychynąć w jakimś zupełnie innym, najlepiej odległym miejscu. Cóż robić, cóż robić, ludziska chcą gardła zwilżyć ochrypłe po śpiewach weselnych, a Qana (tak się nazywała ta libańska wioska) położona jest na uboczu, więc nie ma skąd sprowadzić choćby jednej beczułki tradycyjnego weselnego napitku…

„Czemuś się tak zafrasował, panie?” – podszedłszy zapytała niewiasta w wieku dojrzałym choć jeszcze nie podeszłym. Musiała widno być kimś znacznym, albo bliską krewną gospodarza, albowiem w tych stronach nie należało rozmawiać z obcymi kobietami, zwłaszcza na osobności.

„Wina nie mamy, Miriam. Co za wstyd, co za wstyd…”

Miriam znikła bez słowa, by po chwili powrócić, wiodąc za rękę rosłego mężczyznę. W świetle zachodzącego słońca widać, że różni się on od tu obecnych dostojną posturą, bystrym spojrzeniem i płowymi włosami sięgającymi ramion.

„Synu mój, wina nie mają.”

Spojrzał Juszua na Matkę przenikliwym spojrzeniem błękitnych oczu.

„ Kobieto, czyżby już mój czas nadszedł?”

„ Tego to ja nie wiem, ale oni wina nie mają” – powtórzyła z naciskiem Miriam – ”Zrób coś!” – po czym, nie czekając na odzew, podeszła do zrozpaczonego ojca młodej żony.

„Czyńcie, cokolwiek Syn mój wam poleci. I nie ociągajcie się, ani zadziwienia nie okazujcie”.

Juszua rozejrzał się bacznie dokoła. U drzwi stał rząd kamiennych, czy też glinianych stągwi. Każda z nich mogła zmieścić prawie trzy amfory wody do ablucji i do prania tkanin, co na nasze dzisiejsze miary wyniosłoby około stu dwudziestu litrów.  A było tych naczyń sześć.

„Dolejcie do nich wody do pełna” – rozkazał.

Zaintrygowani goście zamilkli i stanęłi w krąg, patrząc, co się dzieje. Stary gospodarz ze zmartwienia i sromoty zakrył głowę połą chlajny.

Zaraz kilku niewolników kopnęło sie z kubłami i dzbanami do pobliskiego potoku z krystaliczną górską wodą. Odrzuciwszy drewniane dekle, jęli napełniać owe pojemniki aż po brzegi.

„Posmakujcie, czy dobre” – uśmiechnął się Juszua. Ktoś nieufnie zanurzył w stągwi gliniany kubek i zaraz gęba jego rozjechała się w zachwycie nieopisanym.

„Teraz przynieście czystej wody, aby domieszawszy, przygotować napój do spożycia”

„Zaraz, zaraz,” – odezwał sie zadyszany strażnik koszernej czystości, który przybiegł, jak sądził, w sam czas, by zapobiec profanacji – „Tego pić nie wolno albowiem sporządzone zostało przez niewolników, którzy sa akumami!”

„Uspokój się, czcigodny Beniaminie” – rzekł starosta weselny – „Oni tylko przynieśli wodę, a napój z niej przyrządził ten oto Juszua, który jest Galilejczykiem, a więc Izraelitą”.

„Alez Galilejczycy nie są Żydami” – chciał zaoponować nadgorliwy funkcjonariusz, ale w porę ugryzł sie w jęzor, albowiem skonstatował, iż wśród zgromadzonych tu mieszkańców Galilei jest on jedynym Judejczykiem.

„Kim jesteście, panie?” – pytali weselnicy i kłaniali się nisko Nazarejczykowi, ale On nic nie mówił, tylko uśmiechał się tajemniczo, a wraz z jego uśmiechem jaśniał świat mimo zmroku, który w tych stronach zapadał szybko…

CNR-MNR-NaturalResources

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantazje kulinarne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „Co sie wydarzyło później?

  1. Marina pisze:

    Czyj to tekst?

  2. bardzo pisze:

    To jest tekst oczywiście świętego Jana Ewangelisty.
    A raczej relacja z wydarzenia na podstawie Janowego Pisma, a przedstawiona tak, jak autor tego bloga to widzi oczami swojej wyobraźni.

    Czemu Pani pyta, pani Marino?

  3. Jolanta Król pisze:

    Liryczno-komiczne, Panie Piotrze.
    cyt.: Zaraz kilku niewolników kopnęło się z kubłami i dzbanami do pobliskiego potoku z krystaliczną górską wodą.
    Najpierw odczytałam to jako niespójność stylistyczną. To „kopnęło się”. Wcześniej była ‚pakamerka’. Ale generalnie tonacja całego opowiadania jest pogodna, lekka. Rozumiem.
    Ta leksyka, jednak czasami płata figla. Trzeba uważać. 🙂
    W ogóle gdzie Pan się podziewa?
    Nie zapytał Pan nawet o knajpkę libańską w Warszawie. Na Senatorskiej Panie Piotrze. Bodajże Senatorska 48. Ale jeszcze sprawdzę. Przepyszne falafle. Jak Pan tu jednak przyjedzie, będzie jak znalazł. Proszę nie porzucać nadziei. Stare drzewa w Łazienkach czekają. Blikle na Nowym Świecie. Słyszałam, że robią bokami. Że stara firma, z tradycjami, zwinie żagle. Nie wierzę.
    Rozpisałam się nieco.
    A tu robótki domowe czekają. Wiecznie te robótki.
    Pewne wieści z Włoch mam. To w gmailu.

  4. bardzo pisze:

    Opowiadania z Pisma są niesamowite. Trudno się powstrzymać, by nie opisywac ich własnymi słowami. Zaraz tydzień po opisanych wydarzeniach, Pan Chrystus poszedł do synagogi czytac na głos zwoje Tory. Byle komu nie danoby tego robić. Na pewno miał juz reputacje ze środowisk rabinackich, może udzielał sie w żydowskiej szkole, a poza tym mógł korzystac z autorytetu zmarłego juz Józefa. Bo ogół nie miał zielonego pojęcia, kim On jest. I przeczytał im te kilka proroctw, a potem zwinął papirusy i powiada, właśnie oglądacie na własne oczy to, coście usłyszeli. W tłum jakby piorun trzasł. Rzucili sie i wywlekli Go za ubranie na skraj skały, a On sie na nich spojrzał z politowaniem, wzruszył ramionami i sobie poszedł, przechodząc między nimi, a oni nawet palcem nie mogli kiwnąć. Oczywiście zachodzi pytanie, po co w takim razie w ogóle dał im sie szarpać, ale musiał w tym miec jakiś cel.

    Wystarczy zamknąć oczy i widzimy to wszystko, ten południowy skwar, kamienie i kurz, te kolczaste krzaki po drodze, wykrzywione gęby tłumu najprzerozmaitszego autoramentu, a przede wszystkim wielkość Nauczyciela, niezrozumiałą przez Jego sąsiadów, przecież Nazarejczyków.

    I ze stoickim spokojem rzekł: „Nemo propheta in patria sua”, odwrócił sie i poszedł, a oni zopstali z otwartymi gębami zionącymi czosnkiem z cebulą.

    To lepsze niz film w telewizji, choćby najmniej lichy…

  5. Jolanta Król pisze:

    Oderwałam się od robótek, telefonów, przeczytałam Pana słowa. Przeniosły mnie w inny świat.
    Dlaczego z taką furią, nienawiścią Go zaatakowali?
    A dla nas jest pokarmem najdroższym, pokarmem naszej duszy, przez Niego stajemy się lepsi, w każdym razie staramy się o to.

    Tutaj taka cisza za oknem. Nie ma zimy. Do południa było słońce. Nagie drzewa rzucały cień na jasną elewacje domu. Pięknie to wyglądało.

    To co teraz Pan planuje na fantazjach?

  6. bardzo pisze:

    Bo oni nie wiedzieli. Nie mieli bladego pojęcia, co sie dookoła nich dzieje. Mówili, przecież to jest ten stolarz z Nazaretu, a powiada, że stanowi wypełnienie Proroctw. I poniewaz byli w kupie, to zapałali odwaga wielką i sie na Niego rzucili. A On pokazał, że przy Nim sa nikim. Kilka razy tak zrobił. Na przykład przy studni w Betesdzie, gdy Go nagabywali, co powinni zrobic z tą nierządnicą. A On ich ignorował, wreszcie jednym krótkim responsem załatwił ich kompletnie. Ciekawe, co mogły oznaczac te rysunki, które sobie wóczas kreslił patykiem w kurzu. Może jakieś doniosłe sentencje, a moze po prostu szkice stolarskich projektów.

    Na Fantazjach korci mnie, by porozmawiać o tym, co i jak jedli mieszkańcy owych regionów w owym czasie, ale z drugiej strony nie chciałbym popaśc w monotematycznośc,która może stac sie nudna, bo przecież ile można. Więc może rozpoczniemy temat-rzekę, jak się odżywia współczesny Amerykanin.

    Pójdziemy za głosem impulsu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s