orzechy cz 2

Zajrzyjmy znów do libańskiej wioski.  Widzimy, iż w międzyczasie owa jasnowłosa niewiasta przystąpiła do przyrządzania innego deseru z miodu i orzechów. Tym razem zajęła się migdałami.

Podsłuchaliśmy, że niewolnicy z barbarzyńskich krajów Północy wołają na nia Wiochna, ale miejscowi nie mogąc dać sobie rady z wymową słów w tym dziwnym śpiewnym języku, nazywają ją po swojemu Nisanai, co oznacza mniej więcej to samo. Wydaje się, że od tego aramejskiego wyrazu pochodzi nazwa wiosennego miesiąca Nissan, w którym za nieco więcej niż trzy lata dokonana zostanie największa w historii ludzkości zbrodnia, mianowicie bogobójstwo.

Ciekawe, jak zachowalibyśmy się, odwiedzając Jerozolimę w tym przygnębiającym okresie. Czy pozwolilibyśmy oprawcom na dokonanie kaźni dla wykupienia (odkupienia) ludzkości na własność, czy też zgodnie z naszym słowiańskim rozumieniem Dobra i Zła, nie dopuściwszy do egzekucji, rozgonilibyśmy tę hałastrę  na cztery strony świata, łącznie z herodowo-cesarskimi zbrojnymi, zdając sobie sprawę, iż nie tylko ludzkość, ale cały Wszechświat nie jest wart jednego włosa z głowy Współistotnego Ojcu.  Nie wiem.  I dość jest niebezpiecznie dywagować w tej materii.

Ale wróćmy do meritum.

Nisanai sparzyła migdały wrzątkiem, zdaje się, że musiała to uczynić dwukrotnie i obrała ze skórki. Następnie, podprażywszy je trochę na mosiężnej tacy, utłukła w moździerzu i zamierzała zmieszać z odwodnionym masłem, które w tych stronach zwą z egipska Gi, ale przytomny nadzorca w porę temu zapobiegł, albowiem potrawa na maśle nie mogłaby być spożywana w sąsiedztwie mięsnych pieczeni, o czym mówi prawo Kaszuruth. Zatem masło musiało zostac zastąpione oliwą. Do owej mikstury Nisanai dodała trochę startego imbiru, który przywieźli arabscy handlarze z dalekich Indii.

Gdy cząstki migdałów trochę sie przyrumieniły, dodała miodu i wylała na marmurową płytkę, gdzie masa zastygła i można ją było połamać na kawałki.

Teraz na tej samej tacy praży nasiona sezamu. Wprawdzie sezam nie zalicza się do orzechów, więc zasadniczo nie powinniśmy zajmować się tą kategorią, ale skoro już tu jesteśmy, przypatrzmy się, co z tego wyjdzie. Podprażony sezam trzeba utrzeć w moździerzu na bardzo miałką, bezpostaciową masę. Dziewczyna już wygląda na trochę znużoną, więc idzie jej to nieco opornie. Zaraz zjawia się kilkunastoletni wyrostek, może kuchcik, a moze taka pomoc do wszystkiego. Odbiera od niej kurant (tak, ów tłuczek od moździerza prawidłowo tak sie właśnie nazywa) i coś do niej mówi. Nadstawmy uszu. „Daj uć ja pobrusa, a ty poczywaj”. Zdaje się, że trochę pojmujemy tę mowę z krajów dalekich, która tamtejsi zwą krajską.

Sezamowa masa została zmieszana z miodem wielokwiatowym przywiezionym z żyznej Samarii z dodatkiem odrobiny wanilii. Pachnie jakoś dziwnie znajomo . Ależ tak, Wiochna sporządziła doskonałą chałwę. Też byśmy chcieli posiadać taką zmyślną niewolnicę. Niestety, żyjemy w czasach, gdzie idea własności człowieka przez człowieka, godna jest potępienia. Przynajmniej oficjalnie.

Na koniec nasza kuchareczka przystąpiła do produkcji makagigów. Makagigi to po prostu mak smażony z miodem. Ponieważ w tej procedurze mak musiał być również roztarty, pracowity kuchcik miał roboty moc, jako że mak rozciera się dość trudno. Wiochna juz wiedziała, iż nie można maku przed roztarciem namoczyć w ciepłym mleku.

Jeszcze widzimy jedne łakocie, widocznie sporządzone dnia poprzedniego, w postaci calowych kostek. To rachatłukum, rodzaj galaretki z pszennego kisielu, tutaj prawdopodobnie z jęczmiennego, barwionego owocowym sokiem, a podprawianego wodą różaną, miodem i skórką z cytrusów. Rachatłukum może zawierać także posiekane orzeszki pistacjowe i migdały.

Zanim udamy się w drogę powrotną do naszych czasów, wypadałoby podejść i życzyć nowożeńcom szczęścia i powodzenia. Jednak ponieważ jesteśmy tu obcy wyglądem, ubiorem i mową, może lepiej oddalmy się, nie wzbudzając sensacji.

Dziś migdały z miodem przyrządza się tak jak nugat, albo uciera się je z cukrem pudrem na masę zwaną marcepanem.  Zajrzyjmy do przepisów.

Otóż weźmijmy migdały i cukier puder w równych iloiściach wagowych. Migdały sparzymy wrzątkiem przez pięć minut, co sprawi, że skórka łatwo odejdzie.  Obierzemy migdały i osuszymy.  Możemy lekko podprażyć, ale niekoniecznie. Teraz zmielemy na pył, najlepiej w elektrycznym mikserze.  Nie ma bowiem w zasięgu wzroku żadnego pacholęcia, który by nam powiedział: „Daj, uć ja pobrusa, a ty poczywaj!”.  Oni wszyscy młodzi zajęci niezmiernie dłubaniem w swoich telefonach albo graniem w gry elektroniczne.

Gdy juz migdały są zmielona na miałką masę, dodajemy cukier puder, i dodatki smakowe takie jak: miód, koniak, albo rum, zapach migdałowy albo rumowy, wodę różaną, wanilię, i co nam tam przyjdzie do głowy, byle z głową.  Gotowy marcepam formujemy rękami przez folię plastikową w rodzaj wałka i kroimy na kawałki, albo użytkujemy do dekoracji wypieków najprzerozmaitszych.

Ciekawi nas zapewne, jak się robi makagigi.  Procedura jest także prosta, choć wymaga obróbki cieplnej.  Najpierw gotujemy syrop, taki sam jak w przypadku nugatu, a to z 125 gramów cukru. Potem dodajemy 350 g miodu i dalej gotujemy aż do gęstości. Przygotowanie syropów nie powinno zająć nam więcej czasu nż kwadrans. Teraz dodajemy opłukany i dobrze odsączony mak w ilości ćwierci kilo, skórkę pomarańczową.  Uwaga – jeśli mak jest wilgotny, będzie troche pryskać i parować, a oparzenia parą sa szczególnie dokuczliwe.  Po pięciu minutach gotowania masę wylewamy na tacę wyłożoną pergaminem i rozwałkowawszy mokrym wałkiem, po przestudzeniu kroimy na makagigi, które po całkowitym stężeniu przechowujemy szczelnie zamknięte w suchym i chłodnym miejscu.

Proponowałbym przed dodaniem do syropu mak rozmoczyć w gorącym mleku i rozetrzeć. Wtedy makagigi będa mniej włazić w zęby.

Chałwę robi się tak jak marcepan z tą tylko różnicą, że mielemy ziarna sezamu i mieszamy z miodem bez dodatku cukru. Moglibyśmy tu przynudzać podając przepis z książki, ale to by była zwyczajna repetycja.  Oddajmy więc głos sympatycznej dziewczynce z Kanady, która nam objaśni, jak sie robi chałwę.  Tylko jedna mała uwaga:  Białko nasion sezamu nie może byc porównywalne z białkiem jaja kurzego, jak utrzymuje pani autorka przepisu,   ponieważ w białku roslinnym nie ma tryptofanu.

Popatrzmy jak radzi sobie współczesna Nisanai:

Teraz z żelazna konsekwencją musimy zająć się współczesnymi rachatłukami.  Przed kilkoma godzinami sfotografowałem ten produkt kupiony w tureckim dziale sklepu spożywczego i wygląda on jak na załączonym obrazku:

IMG_20160123_125442444[1]

Jak widać, większa połowa pojemnika została juz unicestwiona metoda konsumpcji.

A robi się to następująco:

Dwie szklanki cukru zagotowuje sie ze szklanką wody na syrop.  Do tego dodaje się zawiesinę połowy szklanki mąki kukurydziannej (uważam że z kartoflannej też wyjdzie) w takiej samej ilości wody, i dodatki smakowe, jak woda różana, 1/4 szklanki soku owocowego, 1 łyżka waniliowego ekstraktu, 1 łyżka ekstraktu pomarańczowego albo skórka pomarańczowa, 1 łyżka likieru miętowego, może substancje koloryzujące (opcjonalne), czy 1/2 szklanki posiekanych orzeszków pistacjowych lub migdałów (także opcjonalne).  Gotuje się przez jakieś 25 do 30 minut, aż masa zgęstnieje i wylewa na płaską formę wysmarowaną masłem.  gdy ostygnie, kroi sie na sześciany o boku jednego cala, albo dwóch i pół centymetra.  Rachatłukum obtaczamy w cukrze pudrze, wiórkach kokosowych, zmielonych orzechach, albo w czymkolwiek, co nam przyjdzie do głowy. Może być np. pasta sporządzona z migdałów i rumu.

(przepis pochodzi ze strony „Ugotuj to”)

A teraz wyciągamy z lamusa i odkurzamy zapomniana wagę łazienkową…

(joy-killer ze mnie wredny)

 

 

 

..

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantazje kulinarne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „orzechy cz 2

  1. Jolanta Król pisze:

    W ogóle niemal słodyczy nie jem, z wyjątkiem czekolady, michałka, rurki z kremem u Grycana, czy jakichś maślanych herbatników, ale czyta się to świetnie.
    Zespolone siły Pana i Sylwii; od 2 lat mam za- subskrybowany jej kanał. Naprawdę miła niespodzianka. Sylwii troska o rodzinę, jej dwie córeczki, jej męża, ich zdrowe żywienie, zawsze budziło mój zachwyt. A śledzę jej filmiki, gdy G+ było dla mnie jeszcze niemal dziewiczym lądem i w ogóle kompletnie nie byłam świadoma tego, że się na tej stronie zadomowię.

    Dla mnie też radość z pewnych wyrazów. Rachatłukum. Makagigi. Jakaś poezja futurystyczna, czy czy co … Żartuję, oczywiście. 😉

  2. bardzo pisze:

    To nie są zespolone siły, ale przypadkowo odkryty na judubie przepis na chałwę. Nie podałem źródła, bo widnieje w czołówce filmu. Chałwa jest dość pożywnym i zdrowym deserem, ale trzeba uważać z ilością, bo słodka jak nieszczęście. Podobno ruscy za Stalina dodawali trocin i była mniej słodka, za to miała więcej błonnika. jeśli oczywiście to prawda, bo mój Dziadek był jajcorz…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s