Do Krainy!

   „Nazajutrz udamy sie na północ i przez krainę Daków w dwa albo trzy miesiące będziemy w domu.” – rzekł Przepcha, który właśnie wypracował sobie wolność u dobrego pana w mieście zwanym Domem Chleba.

„Poradzę wam. Nie idźcie do Dacji, by w drodze nie natknąć się na lud okrutnych Akch-Azarów.  Idźcie raczej do Kafarnaum, i dalej do Nazaretu.  Stamtąd rzymskim traktem w tydzień nieśpiesznie dotrzecie do Tyru, a w Tyrze możecie się zaokrętowac na rzymską triremę do Ostii. Dalej będziecie mieli już blisko do swoich, bo na północy Italii żyją wasi współplemieńcy, zwani Wenedami. A jeśli nie macie dość pieniędzy na opłacenie przewozu, możecie iść przez Grecję i Dalmację, tylko idźcie traktem rzymskim, a nie wchodźcie w głąb lądu, bo tam wciąż wre powstanie przeciw cesarzowi”.

„Skąd wiecie, panie to wszystko?” – rzucił porywczo najmłodszy, ale zaraz spuścił wzrok zawstydzony, skarcony przez Przepchę.

„Sameś przed chwilą klękał przed Nim, a teraz się durno pytasz!”

Zmrok juz zapadł. Rzesza ludzka, syta i napojona, spała w najlepsze chrapiąc donośnie, aż długouche gacki i lelki cienkoskrzydłe bezszelestnie przecinające powietrze, przerażone zmieniały tor lotu uciekając precz. Wzdłuż rzędu krzów kolczastych, przemykała się chyłkiem, a momentami na czworakach, zawinięta w chlajnę drobna postać, zmierzając w stronę Mistrza i jego wiernych towarzyszy. Zaraz w swietle księżyca zabłysła klinga miecza dobytego przez zawsze czujnego Szymona.

„Jam swój, panie!” – dał się słyszeć nerwowy szept – „Mam dla was wieści, a czy dobre, czy złe, sami ocenicie”.

Dopuszczono pacholę przed oblicze Pana

„Chcą was porwac i królem uczynić… Chwała Tobie, Władco!”

Zasępił się Juszua, choć przecie myśli ludu znał doskonale.

„Odejdźmy stąd.  Królestwo Moje nie jest z tego świata.  Ziemskich królów mają dość.”

„Dokądże mamy się udać?” – zapytal młody zwany Joannusem.

„Do Magadanu koło Betesdy, a potem do Kafarnaum. Pośpieszcie się. Zasiadajcie do wioseł.”

Szymonowa łódź obszerna była na tyle, by prócz Dwunastu pomieścić i trójkę Słowian.  Po kilku chwilach kontur korabia bezszelestnie znikł w mroku, pozostawiając tylko na piasku ślad stępki.  Obcy takoż wprawnie jęli sie do wioseł i widać było, że woda im nieobca.  Wszak ich kraina ojczysta leżała na jeziorach, moczarach i przy wodzie, zatem życie całe Słowian z wodą było związane.

Nazajutrz zbudził uchodźców gwar setek głosów do wtóru z klapaniem sandałów po kamienistym gruncie. Jakims niepojętym sposobem lud się zwiedział o miejscu pobytu nauczyciela i jego drużyny i głodny darmowego pożywienia przybieżał dookoła jeziora, w bród się przeprawiając przez rzekę Jordan i jej odnogi, wypływającą z jeziora Semechinitis, zwanego też Huleh, a wpadającą do Morza Galilejskiego.

I, co później zapisał ów młody wówczas Jan, zapytali Go: „Jaki zatem znak dla nas uczynisz, abyśmy widząc, uwierzyli Ci?  Co zrobisz dla nas?  Wszak nasi przodkowie spożywali na pustyni mannę, jako Stare Pismo powiada: (Mojżesz) dał im chleb z nieba do jedzenia!”

„Jaki znów Mojżesz?” – Odrzekł im Juszua. “To Ojciec mój was nakarmił prawdziwym chlebem z nieba, jako iż chlebem jest On, który schodzi z nieba i daje światu życie!”

„Mało im jeszcze znaków”, mruknął Przepcha, jakby do siebie, ale wielu usłyszało i oburzyło się na słowa zuchwałe z ust barbarzyńcy.

„Daj nam zaraz, daj nam, daj tego chleba, zawsze, abyśmy głodni nie byli” – zakrzyknęło wielu, mając nadzieję do końca życia nie pracować, a pożywiać sie do syta.

„Ja jestem tym życiodajnym chlebem. Ktokolwiek do Mnie przychodzi, nie będzie nigdy głodny, a ktokolwiek wierzy Mi, nigdy spragnionym nie będzie…”

Spojrzeli na Niego pytająco.

„Tak, wasi przodkowie jedli mannę, a poumierali.  A kto będzie spożywał Moje Ciało, nie umrze.”

Ludzie pobledli z przerażenia.  Nie minął kwadrans, a zakurzyło się na drodze, a tłum przerzedził się znacznie. Pozostało Dwunastu, trójka pogan i może ze dwieście luda, ciekawego Prawdy.

„Czemu i wy Mnie nie odbieżaliście?” – zapytał Juszua, choć z pewnościa znał odpowiedź.

„Dokąd mielibyśmy pójśći za kim?” – odezwał sie któryś.

„Wracajcie, Panie z nami, wracajcie do Krainy.  U nas pięknie i spokojnie. Dobrze Wam u nas będzie.” – rzekł Przepcha, choc bez większej nadziei.

„Pozostanę tu.  Trzeba tych nieszczęśników ratowac od Zła.  Wy idźcie nazad do siebie, a żyjcie godnie i ciągle przypominajcie swoim, iż jest jeno jeden Bóg Stworzyciel, Ojciec wszystkich i Włodyka wszyskiego co istnieje, co wasi przodkowie dobrze wiedzieli.  Idźcie już, tu nie jest miejsce dla was”.

„Dla was, Panie, jak widać  też nie” – chciał wtrącić młody, ale Przepcha przytomnie  złapał go za gębę, zanim zdążył wypowiedzieć słowo.

Pokłoniwszy się głęboko z uszanowaniem największym, podróżni zarzucili toboły na bary i oddalili się miarowym krokiem, a po chwili pod rozżarzone do białości niebo Galilei wzniosła się jasna a melodyjna pieśń krajska, dla tutejszych uszu najprzedziwniejsza.  Oni dadzą świadectwo surowym w obyciu, a w duszy poczciwym narodom Północy, świadectwo Rzeczy, jakie nadejdą, a na które jeszcze nie czas…

slowianin

 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantazje kulinarne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „Do Krainy!

  1. Jolanta Król pisze:

    „A kto będzie spożywał Moje Ciało, nie umrze.”
    Jak bardzo przerazili się tych słów. Była to dla nich abstrakcja, której kompletnie nie ogarniali. A jasnoocy przybysze z Północy przy Nim trwali, co krzepi w Pana opowieści.
    Warto czasami pomyśleć o tym, jakie to szczęście, że w dosłownym sensie te miseczki, które stawimy na stole do kolacji, są pełne. Jak mało myślimy o tym, że te miseczki, to przecież też przejaw Bożej opieki nad nami. A gdyby tak ludzie pomyśleli, o ile bezpieczniej czuliby się w świecie, o ile więcej harmonii byłoby w naszych domach, w których czasami sztucznie mnożymy pewne problemy, zupełnie niepotrzebnie.

  2. bardzo pisze:

    Droga pani Jolu. Miseczki pełne na kolację to nie szczęście, ale najwyższy przywilej. Wie Pani, co to jest natomiast szczęście? Szczęście to jest to, że nie jesteśmy poddani próbie wytrwania tak jak niedawno była poddana owa rodzina w Syrii. Najpierw najmłodszemu dziecku obcięli palce na oczach wszystkich, a potem ich wszystkich ukrzyżowali. A przecież tylko kilka słów wypowiedzianych w ciągu dwóch sekund uratowałoby ich od kaźni. A brzmią one Allach jest j…..ym B….m a Muchomor jest J…o prorokiem. To jest właśnie koszt świętości. Oni są święci automatycznie. Święci niezauważeni. I nie za nich trzeba się modlić, ale już do nich. Czy nas byłoby stać na taką postawę?

    Kto się Mnie zaprze…………

  3. bardzo pisze:

    A właściwie, czy nie byłoby szczęściem właśnie być poddanymi takiej próbie? To było marzeniem pierwszych Chrześcijan. Juz nie wiadomo, co myśleć… Może i nie, bo nie wiadomo, czy byśmy w dobie technologii taką probę przeszli. Nawet nie trzeba by obcinać palców, wystarczy zastrzyk ze skopolaminy i już gadamy to, co oni chcą.

    Róbmy swoje, może nas TAM docenią…

  4. Jolanta Król pisze:

    Panie Pawle, islam to barbarzyństwo, a zwłaszcza ten radykalny islam, praktykowany przez państwo muzułmańskie (co to w ogóle jest?).
    Nie pragnijmy doświadczać takiego barbarzyństwa.
    Śledzę sytuację w Syrii uważnie. Niestety nie wygląda na to, żeby koszmar, jaki przeżywają Syryjczycy miał się szybko skończyć. Za wielu polityków miesza w tym kociołku. Cierpią chrześcijanie syryjscy, cierpią Syryjczycy innych wyznań też.
    W ogóle sytuacja patowa, a skutki tego stanu rzeczy opłakane.

  5. bardzo pisze:

    Chrześcijanie cierpią zawsze i wszędzie. Ten wariat co strzelał w Oregonie, najpierw pytał o wyznanie i rozstrzeliwał tylko tych, co sie przyznawali do chrześcijaństwa.

    A może nie wariat…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s