Posiłek nad jeziorem

Tego wieczora nad brzegiem jeziora zebrały się tłumy nieprzebrane.  Przyszli uleczeni z najrozmaitszych przykrych dolegliwości, którym obyczajni uzdrowiciele, a nawet lekarze rady dać nie mogli, przybyli ci z nadzieją wyleczenia, byli też całkiem zdrowi na ciele i umyśle, których przygnała tu ciekawość, jako że ów człowiek, zwany przez kilkunastu najbliższych Nauczycielem, opowiadał rzeczy niezwykłe, a sam, choć wielki, bratał się z pospólstwem najniższego sortu.  Przewijali sie w ciżbie tacy, których przysłali na przeszpiegi kapłani z synagogi, a także całkiem jawnie kilku poważanych rabich, których znali wszyscy.  A zdaje się, że był też we własnej osobie jakiś kapłan przebrany w łachy ubogiego dziada.  Wszyscy z napięciem czekali, kiedy Mistrz przemówi.

   Każdy pragnął być jak najbliżej uzdrowiciela, ale kilkunastu z jego otoczenia baczyło, aby krzywda mu sie w ścisku nie stała, pozostało więc wokół nieco przestrzeni.  On sam usiadł na kamieniu pod zdziczałym oliwkowym drzewem, widać znużony i wytrząsał z obuwia piasek i drobne kamyczki.

   W czerwonym blasku słońca, które juz powoli zaczynało chylić sie ku zachodowi, dostrzec można było trójkę obcych, którzy w pewnym oddaleniu od ciżby rozniecili z suchych patyków granatu niewielkie ognisko i w kociołku ustawionym na trzech kamykach grzali jakiś aromatyczny napar z ziół. Ludzie owi różnili sie od miejscowych zarówno ubiorem, jak posturą i zachowaniem.  Wysocy bowiem, barczyści, a odziani nie w tuniki i chlajny, ani w płaszcze wełniane, ale w lniane koszule, krótkie kubraki wygodne w podróży i portki rzemykiem podwiązane pod kolanem, a ich miękkie kapcie plecione były z jakiegoś roślinnego włókna.  Siedzieli na swoich tłumokach, wzrok zwróciwszy tam, gdzie wszyscy.

   – Za co zakupimy żywność dla tych co z nami przyszli?  Wszak ludziska wygłodnieli. – zapytał Juszua, tak bowiem w mowie miejscowej brzmiało imię Nauczyciela.

   – Panie, choćbyśmy wszyscy pracowali przez rok, nie zarobilibyśmy tylu denarów, by urządzić wieczerzę tym tysiącom. I nie ma w okolicy tyle żywności na sprzedaż. – rzekł któryś.

   – Wymyślcie coś! – zachęcił.

   – Nałowilibyśmy ryb, aleśmy sieci w domach popozostawiali!

   – Zapytajcie przeto, czy ktoś z ludu ma coś do jedzenia, może sie podzielą z innymi.

   Zaraz dwóch czy trzech jęło myszkować po ludziach, ale po chwili powrócili z niczym.

   – Ten i ów ma tylko kilka gig albo orzechów po kieszeniach.

   – Pytaliście tamtych cudzoziemców?

  – To barbarzyńcy. Poganie. Mają dwie pieczone ryby i trochę placków z jęczmiennej mąki. Chcieli poczęstować sąsiadów, ale ci nie wzięli, jako iż jadło ich z pewnością nieczyste!

   Wezwano ich jednak. Nadeszli, łokciami torując sobie drogę przez tłum i skłonili sie głęboko.

   – Pokój tobie Panie i wam wszystkim – odezwał sie najstarszy dość dobrą greką, którą większość tutaj pojmowała niezgorzej. – Może choć wy nie wzgardzicie spyżą naszą.

   Juszua wyrzekł coś w mowie przedziwnej, która brzmiała jak śpiew Natury.

   – Ależ nie ma za co.  U nas obyczajnie pożywienia nie odmawia się nikomu. – odparł tamten i zaraz ze zdziwieniem wielkim dodał: –Znacie, panie mowę naszą. Czyście Chąśnik, jako i my?”

   – Nie, ale o tym teraz mówić nie czas. Musimy nakarmić tę rzeszę luda.

   Słowianie przestali sie dziwić.  Bez słowa podali zawiniątko z wieczerzą i cofnąwszy sie o kilka kroków stali w poważaniu wielkim.

   Na dany znak wszyscy zebrani posiadali na trawie w grupkach po kilka osób.  Juszua podzielił jadło na drobniutkie części i podał swoim uczniom mówiąc:

   – Idźcie i rozdawajcie ludziom.  Niech jedzą.

   I sam jął się pożywiać. Przyjął takoż od obcych kubek aromatycznego wina z miodu, który należało pić bez dodatku wody, za to w ilościach wielce umiarkowanych z uwagi na moc w nim zawartą.  Oni zadowolili się gorącym napojem z liści jakiejś egzotycznej rosliny, której greckiej nazwy nie znali.

   – Czy powrócicie, panie z nami do Krainy? – zagadnął najmłodszy z przybyszów.

   Juszua spojrzał na niego oczami o barwie morza, które znajdowało się o kilkadziesiąt mil na zachód.

   – Zdrowym lekarza nie trza. odparł zdawkowo.

   Zaraz stanęli przy Mistrzu dwaj jego towarzysze.  Jeden, pacholę pewnie z piętnastoletnie, drugi wielki człowiek, spod którego chlajny wystawało coś, co patrzyło na jelec rzymskiego gladiusa.

   – Nauczycielu, czemu rozmawiasz z nieczystymi?  Wszak obyczaj tego zabrania!

   – Obyczaj stworzyli ludzie. Ludzie bywają omylni. A czy pamiętacie, co powiadał Dawid?

   Tamci nieco skonfundowani zaczęli szeptać między sobą, kręcąc pejsy w zamyśleniu wielkim.

   Tymczasem wygłodzona masa luda w liczbie szacowanej na prawie pięć tysięcy, pochłaniała łapczywie owe kruszynki chleba i cząstki ryby, popijając wodą czerpaną z jeziora i okolicznych studni.  Niektórzy już poluźnili ukradkiem przepasania ze sznura, inni pokładli się w trawie nasyceni, a ten i ów chrapał donośnie, budząc rozbawienie sąsiadów.

     – Pozbierajcie pozostałości jadła, by nie pozostawiać gnijących odpadków. Pośpieszcie się, bo do zmroku pozostał najdalej kwadrans.” – zarządził Mistrz.

   Druhowie Juszuy, widno nauczeni bez zapytań spełniać Jego polecenia, rozpierzchli się po ludziach. Wnet wypełnionych po brzegi dwanaście koszy, które ktoś bystrzejszy zdążył w czas pożyczyć od miejscowych rybaków, stanęło rzędem, budząc zadziwienie tych, którzy jeszcze nie spali.

   – Czarownik, wiedźmin! szepnął jeden z Chąśników do sąsiada.

   – Jakiż znów czarownik?  Czarownik nie dzieli się z innymi wiedzą swoją.

   – Więc to musi być… – nie dokończywszy ukląkł przed Panem w poszanowaniu największym, a wraz z nim towarzysze jego.

   – Wracajcie w pokoju do krainy waszej, a anioł prowadzić was będzie i strzec – pobłogosławił podróżnych Juszua.

   – Kto to jest anioł? – wyrwało się młodemu Luigowi, ale umilkł skarcony spojrzeniem przez nastarszego, ktory widać pełnił rolę przywódcy.

Brooklyn_Museum_-_The_Miracle_of_the_Loaves_and_Fishes_(La_multiplicité_des_pains)_-_James_Tissot[1]

James Tissot, Rozmnożenie ryb i chleba, Brooklyn Museum

(cdn.)

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantazje kulinarne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „Posiłek nad jeziorem

  1. Jolanta Król pisze:

    Oczy jego o barwie morza, a mowa jak śpiew Natury. A ten rozmnożony chlebek to pogańska spyża, placek jęczmienny, dwie pieczone ryby.
    Podoba mi się ten wyraz: spyża.
    Wygrzebuję nosek spod stosu arkuszy organizacji, mojej wrześniowej karmy. Dobrze wrócić tu do Pana po dłuższej przerwie.
    Jakie teraz z kolei robótki Pana pochłonęły. Wracamy do pisania, Panie Piotrze. Życie to rozgardiasz, okropny rozgardiasz.
    Piękny ten James Tissot.

  2. Jolanta Król pisze:

    Czcionkę Pan zmienił? Trzeba wrócić do starej.
    Albo ja tak to widzę na moim kompie.

  3. NICK pisze:

    Ładne. Zaiste. Dzięki. Bardzo.

  4. bardzo pisze:

    Tak, druk wyszedł troche mniejszy niż obyczajnie, ale na drugi raz poprawimy.
    Widzę, że od czasu do czasu ktoś podczytuje te wypociny, zatem zaraz zamieścimy ciąg dalszy, z pewnością czcionką nieco przejrzystszą. Tylko że jest pewne ryzyko, że się można wciągnąc w opowiadanie tej Historii, a swego rodzaju nietaktem byłoby pisać Pismo na nowo. Płęta polega na tym że Słowianie byli od zawsze obecni na całym świecie, niekoniecznie z własnej woli. Choć niektórzy chcieliby nas widzieć narodzonych znikąd lat temu tysiąc i pięćdziesiąt…

    Dziekuje za dobre slowo.

    • NICK pisze:

      Dej Pan spokój!!!
      „Wypociny”? Górna półka!
      Pan, mniemam, wie, że unikam pisania dla pospólstwa. Chociaż… piszę.
      p.s.Dzisiaj urobiłem węgierskie ‚leczo’.

      Aaa. I zero MARAZMU!

  5. bardzo pisze:

    Ależ my wszyscy jesteśmy pewnego sortu pospólstwem.
    Są klasy ludzi, co najmniej trzy. Tak to widzę. Ale to nie jest miejsce na takie tematy, a Pan nie chciał rozmawiać niepublicznie. Powtarzam, że podany adres, mimo infantylnego wyglądu jest jak najbardziej rzetelny i pani Jola może poświadczyć.

    Jeszcze raz dziekuje za miłe słowo.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s