Wieczerza paschalna, cz. druga

Przepraszam za przydługa pauzę, przyczyn  owego zastoju było kilka, ale nie traćmy czasu na ich wyszczególnienie, po prostu liczę na wyrozumiałość Gremium.

Najważniejszym dla nas pożywieniem stojącym na stole Ostatniej Wieczerzy był chleb.  To nie było takie pieczywo, jakie sobie wyobrażamy. To były płaskie, niewyrośnięte placki, jako że w ciągu sześciu dni obchodów Paschy nie wolno było spożywać nic, co było poddane fermentacji (najwidoczniej wino jest tu wyjątkiem). Przed świętami cały dom musiał być wysprzątany ze wszystkich śladów czegokolwiek sfermentowanego, a potem odmawiano krótka modlitwę o przebaczenie ewentualnych przeoczeń pod tym względem.

Zasada niewyrośniętego chleba wynikała z wierzenia, że Izraelici uciekając z Egiptu nie mieli czasu, by doprowadzić do wyrośnięcia ciasta i dopiero w drodze piekli je na płasko na kamieniach pustyni.

Czy Nauczyciel łamał chleb twardy, czy miękki? Nie doczytalem się żadnej miarodajnej opinii w tej sprawie.  Z jednej strony, źle by było, żeby Ciało rozsywywało sie na stole, więc z tego wynikałoby, że miękki. hfgjtyjytktykyu Ale żydzi do dziś używają macy, która jest chrupiąca i łamiąca sie w palcach. Zatem przyznaje się, że nie wiem, ale otwarty jestem na sugestie. We Mszy, jak wiemy, ofiara Przeistoczenia jest spełniana opłatkiem suchym, choc prawosławni Ortodoksi mają inny obyczaj.

Jak sporządzano niewyrośnięty chleb w czasach biblijnych? Łatwo to sobie wyobrazić.  Trzy części pszennej mąki wyrabiano szybko z wodą, a po rozwałkowaniu na płask wkładano do rozgrzanego pieca chlebowego, albo być może kładziono na rozgrzany płaski kamień. Nie wiem, czy były stosowane jakieś dodatki, jak sól, czosnek czy zioła. Na codzień z pewnościa tak, na Paschę chyba nie, ale to są też dywagacje.  Ważne było, że chleb był wypieczony i smaczny. Wiecej wszakże niż pewne, że sól i przyprawy równiez na stole były obecne.

Macę na Passover dziś sporządza się niemal tak, jak przed tysiącami lat.  zajrzyjmy przez dziurkę od klucza do żydowskiej kuchni, aby w oczy sie nie rzucać, a to ze względów wiadomych każdemu.

Spożywanie rumianych, chrupiących matzot w Seder jest symbolem prawdziwej wolności.

Do sporządzania macy (na święto Paschy), potrzebna jest mąka z pełnego ziarna pszenicy (szemura). Od momentu zbioru ziarna do momentu sprzedaży, mąka owa nie była w kontakcie z wilgocią. Cały proces sporządzania macy az do chwili wyjęcia z pieca, nie może trwać dłużej niż 18 minut, w przeciwnym razie ciasto zaczyna fermentować i pieczywo nie nadaje się na Paschę. Woda do ciasta musi pochodzić ze źrodła i ma być chłodzona (np. w lodówce) przez noc. Ciasto wałkuje się na gładkiej powierzchni, najlepiej marmurowym albo szklanym blacie. Przypuszczam, że równie gładkim wałkiem, na przykład butelką.

Problem jest nastepujący:

Hametz, który jest zabroniony w okresie Paschy, jest to jakikolwiek produkt fermentacji zbóż, szczególnie według rabinistycznych zapisów: pszenicy, prosa, jęczmienia, owsa, lub żyta. Ryż czy rośliny strączkowe nie są wprawdzie wyszczególniane przez Talmud, ale żydzi aszkenazyjscy w tym okresie ich nie jedzą, ponieważ w nich zachodzić ma proces podobny do fermentacji. Fermentacja, według obyczaju rozpoczyna się po 18 minutach od poddania mąki kontaktowi z wodą.

W jaki sposób sporządzamy macę na Paschę.

Najpierw należy się upewnić, że wszystkie naczynia i utensylia sa koszerne i specjalne na świeto Paschy.  Trzy i ćwierć części mąki miesza się z jedną częścią wody. Ciasto wyrabia się rękami bardzo szybko i bez przerw, porcjami, a do ciasta na jedną serię bierze się nie wiecej niż po półtora kilo, a to ze względow praktycznych. Odrywa się zatem małe kulki ciasta, czyli tejgle i wyrabia około półtorej minuty, po czym wałkuje, często podnosząc z podłoża, aby się nie przyklejały, ponieważ stolnicy nie wolno podsypywać mąką.

Gdy placki są już cienkie i mają srednicę od 20 do 25 cm, przenosi się je na wałku do miejsca, gdzie sią je dziurkuje radełkiem z kolcami, albo takim specjalnym wałkiem. Jeśli czynimy to widelcem, nakłuwamy co najmniej 25 razy z każdej strony. To nie jest wymóg ani religijny, ani obyczajowy, ale rada kucharza. Ciasto musi mieć paski i perforacje.

Piecze się w piecu podgrzewanym co najmniej przez dwie godziny do temp. 315 – 350 stopni C. Czas pieczenia macy wynosi dwie do trzech minut.

Jeśli konieczne jest czyszczenie stołu i utensyliów pomiędzy porcjami w czasie wyrabiania, należy to czynić szmerglem, czyli papierem lub płótnem ściernym, bez udziału wody.

Na samym końcu, oddziela się małą porcję ciasta i odmawia modlitwę, taką samą jak w przypadku chały i spala się ten kawałek kompletnie.

Modlitwa brzmi następująco: „Barukh attah Adonai, Eloheinu, Melekh ha-Olam” (Błogosławiony jesteś, o Panie, Królu Wszechświata). Przed wypelnieniem nakazu dodaje się: „…asher kiddishanu b’mitzvotav vitzivanu” (…Który uświęciłeś nas Swoimi przykazaniami i nakazałeś nam… – tu wymienia sie nakaz)

AMIDAH, recytowany trzy razy dziennie, składa się z dziewiętnastu błogosławieństw. Wedlug Talmudu, każdy żyd powinien wypowiedzieć sto błogosławieństw każdego dnia.

Na nasz użytek, podczas sporządzania macy nie muszą obowiązywać tak ścisłe limity czasowe, a macę możemy piec na blasze aż będzie dobra i nawet dopiekać, jesli z jakichś powodów nam na początku nie wyjdzie.

images

Teraz sprawa nieco mniej poważna.  Kaloryczność macy.  Zastanówmy sie, czy zwykły chleb, jakiego uzywamy na codzień dostarcza więcej, czy mniej kalorii, niż maca, uznana przez ogół za pieczywo dietetyczne.

Porównajmy sto gramów macy i sto gramów chleba mękkiego.  Chleb zawiera od 30 do 40 procent wilgoci, dlatego jest miękki.  Maca ma wilgoci od zera do pięciu procent, a jak postoi, to moze z dziesięć.

Mądrej głowie dość dwie słowie.

Reklamy
Obrazek | Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantazje kulinarne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „Wieczerza paschalna, cz. druga

  1. Jolanta Król pisze:

    To właściwie zjadłabym taki kawałek macy. Też nigdzie nie doczytałam, czy była krucha, łamliwa, czy raczej miękka. Ale podoba mi się polska nazwa dla macy: ‚przaśnik’.
    Czyli ciasto pszenne, niekwaszone, rwane małe kulki, wałkowane, pieczone krótko, w wysokiej temperaturze.
    Mnie to wszystko przypomina wyrabianie ciasta na makaron do rosołu przez moją babcię. Ja nigdy jako dziecko nie mogłam zrozumieć, skąd taka zręczność w jej rękach. Ta umiejętność wyrobienia kuli ciasta, potem wałkowanie naprawdę cieniutkiego placka, potem zwijanie go w rulonik i najważniejsza czynność: krojenie tego rulonika ostrym nożem na bardzo wąskie paseczki. Trach, trach, trach. Taki makaron był naprawdę z niczym nieporównywalny.
    Ale oczywiście wracamy do macy/przaśnika. Czy kaloryczna? Oj, nie, na pewno nie. Bo Pana sam tu pisał, że wraz z wilgotnością ciasta, placka, chleba – rośnie ich kaloryczność. Tak pamiętam. A maca przecież sucha.

  2. wagner pisze:

    Opowieść sarmackiego setnika
    Cóż, moi drodzy, dochodzimy do końca naszej opowieści, zwieńczonej powrotem do naszej przepięknej sarmackiej krainy. Dajcie jeszcze nieco wody z winem, bo mi krtań znów zaschła. Od iluż to już wieczorów snujemy ową historię dziejów naszych na obczyźnie. A staramy się opowiadać jedynie o rzeczach najważniejszych, szczegóły i drobniejsze epizody pozostawiając na kiedy indziej. Ale pewne przedziwne wydarzenie tkwi mi w szczególnie pamięci, jako iż zaszło w miarę niedawno.
    Otóż ostatni okres służby naszej przypadł na daleką, wschodnią prowincję Cesarstwa, zwaną Judeą. Jest to niezbyt gościnna ziemia będąca częścią kraju Izraela. Praca tam była niezbyt wdzięczna, acz płatna nienajgorzej. Żołnierz w czas pokoju otrzymywał tam bowiem niemal denara dziennie, a i mnie przypadło wynagrodzenie przysługujące setnikowi regularnego rzymskiego wojska. Ramię w ramię z oddziałem regularnej pretorii, staliśmy jako ochrona i asysta cesarskiego przedstawiciela, który strzegł porządku i spokoju w tym kraju wiecznych powstań i ruchawek. Udało nam się uprosić Pilatusa, bo tak brzmiało imię owego namiestnika, by nie było nam dane uczestniczyć w egzekucjach, które niesmakiem napełniają sumienia nasze, wyrosłe wszak w zgodzie z Naturą. Co innego bowiem jest ubić wielu wrogów w bitwie na otwartym polu, zwłaszcza gdy przeciwników jest przytłaczająca większość, co zresztą najczęściej bywało udziałem naszym, a co innego partycypowac w rzezi bezbronnego skazańca, nader często zresztą osądzonego niesłusznie.
    Otóż był to miesiąc wiosny, a dzień w miejscowym kalendarzu oznaczony był jako 14 Nissana. Był to czas jakiegos wielkiego festynu miejscowego ludu, podczas którego wszyscy raczyli się baraniną, przygotowaną i pieczoną na ognisku w jakiś specjalny, rytualny sposób. Namiestnik Pilatus wraz z żoną Klaudią Prokulą przybył ze swej rezydencji w Cezarei do stolicy w Jerozolimie, aby oglądać obchody świąt, a w miarę możności wizytę złożyć judejskiemu królowi Herodowi, którego jak dotychczas nie było mu dane poznać. Stanęliśmy kwaterą w pretorium, rozbiwszy namioty i objąwszy wartę, co było powinnością naszą. Wieczór był jeszcze dość chłodny, a bezchmurne niebo lśniło gwiazdami nieprzeliczonymi, które w tamtej części swiata świecą o wiele jaśniej, niż tu.
    Wczesnym rankiem, tumult sie wszczął u wrót posesji i tłum zbrojny w kije i widły przywiódł jakiegoś nieszczęśnika, domagając się natychmiast widzenia z Pilatusem, który dopiero co się był obudził i właśnie dokonywał porannych ablucji. Urzędnik nakazał otworzyć wrota i wprowadzić owego człowieka. Jednak nikt z tłumu wejść nie śmiał w obręb ogrodzenia, ponieważ, jak sie później dowiedzieliśmy, nie chciano się zbrudzić przebywaniem w miejscu ich zdaniem nieczystym, bo pogańskim.
    Toteż Pilatus sam raczył wyjść na zewnątrz, a my otoczyliśmy go ściśle, albowiem naszą było pracą chronić go, jako iż nigdy nie wiadomo, co może naczelnikowi prowincji grozić ze strony nieprzewidywalnego motłochu.
    „Czemu przywiedliście do mnie tego człowieka?” – zapytał Rzymianin. „Gdyby winnym nie był, nie zajmowalibyśmy ci czasu”, – rzekł którys z bliżej stojących. „Zatem sądźcie go wedle waszych praw, wszak przybywacie od arcykapłana Annasza, nieprawdaż?” „Ale nam nie wolno nikogo zabić” – krzyknął tłum.
    ”Ach, pojmuję. Wy chcecie, abym to ja skalał sobie dłonie krwią skazańca waszego, cobyście dokonać mieli zabójstwa rękami moimi. Znam ja was, znam”. I już pewnie wówczas podjął się obrony Nazaretańczyka. Polecił mu iść za sobą do pretorium. Zasiadłszy na stolcu, rozpoczął przesłuchanie.
    Rozmowa trwała jakiś czas. W jej wyniku Pilatus nabrał przeświadczenia, że Juszua nie jest winny niczemu, o co go oskarża motłoch, ani żadnego innego wykroczenia. Kilkakrotnie też dostojnik wychodził na zewnątrz muru okalającego pretorium i kilkakrotnie usiłował przekonać Żydów, by dali nieszczęśnikowi spokój, na koniec w myśl świątecznego obyczaju, dał im do wyboru uwolnienie jednego z więźniów. Tłum zadziwiająco jednogłośnie wybrał wolność dla przywódcy tajnego ruchu sykariuszy, sztyletników, którego bojownicy parali się skrytobójstwem głównie swoich wlasnych współplemieńców, podejrzewanych o sympatię dla rzymskiego okupanta. A imię jego brzmiało Bar Abbas, czyli Syn Ojca.
    Jeszcze jedną podjął namiestnik próbę ocalenia życia Juszuy. Kazał go mianowicie wychłostać flagellusem, batogiem zbrojnym w żelazne zadziory, jako że zgodnie z rzymskim zwyczajem ubiczowanych na krzyżu nie wieszano. Skatowanego wyprowadził na zewnątrz i rzecze, że wedle rzymskiego prawa, jest on niewinny i wolny.
    Podniosły sie głosy, jakoby Juszua proklamowac się miał nie tylko władcą Żydów, ale i samym Synem Bożym, przeto zasługuje na śmierć. Teraz Rzymianin skrzywił twarz w pogardzie bezgranicznej i postawił sprawę jasno: „Ostawcie Go w spokoju!”. Na to zagrożono mu, że ktokolwiek czyni sie królem, staje się wrogiem Cesarza, tak samo, jak ten kto staje po stronie jego.
    Teraz było juz jasne, że ciemna przecie tłuszcza sama z siebie nie potrafi rezonować tak składnie, a perfidnie i musiała być kierowana za sprawą wmieszanych w tłum samozwańczych jakichś prowodyrów.
    „Czy króla waszego mam wam ukrzyżować?” – rzucił Piłat. „Tak – krzyknęli zgodnym chórem, poza cezarem nie masz u nas króla żadnego!”. I to powiadali ci sami, którzy zaledwie trzydzieści lat wstecz ginęli tysiącami walcząc w powstaniu przeciwko Cesarstwu…
    Potem grecka żona moja, Agata, którą zwiemy u nas Gune Perako, jako żem sam Perakos, dowiedziała się na dworze namiestnikowej, iż Kajfasz, zięć arcykapłana, poradził Żydom, że dobrze byłoby dokonać w Paschę ofiary z człowieka, za cały naród. I to oni to nazywaja cywilizacją, a nas barbarzyńcami…
    Kazał Piłat podać misę cynową z wodą, a umywszy dłonie swoje, rzekł: „Jam nie winien zguby tego zacnego człeka.” I tłum wrzasnął coś, czego do dziś pojąć nie potrafię. „Krew jego na nasze głowy i nasze potomstwo!”
    Łamiąc zasady swoje nieuczestniczenia w kaźniach, zawołałem z mojej sotni wiernej czwórkę chłopa na schwał i zbrojni po zęby udaliśmy sie samopiąt w ślad za Jezusem, jak z łacińska zwał Juszuę Piłat i ludzie jego. Pojęliśmy bowiem, wraz z panem naszym, iz Jezus jest człowiekiem nadzwyczajnym, a być może nawet Tym Kim Się mieni. Liczyliśmy na okazję porwania Go i ocalenia, przy odwróceniu uwagi pospólstwa, a całkowitej niewiedzy naszego zwierzchnika.
    Jezus doszczętnie był wymęczony i jeszcze flagellusem pocięty do kości. Prowadzili Go a raczej wlekli niosącego poprzeczną belkę krzyża, a On kilkakrotnie upadał pod jej wagą. Przebiliśmy sie do Niego, chcąc przejąć ciężar i biedakowi ulżyć nieco, ale dowódca Rzymian rzekł, że to nie uchodzi. Zatem wyszukaliśmy najsilniej wyglądającego mężczyznę ze szpaleru gapiów, a był to Cyrenejczyk imieniem Szymon, przybyły do stolicy prowincji z ładunkiem drogocennego zboża siphium i szafranu, jako iż była to pora wiosennego zbioru krokusów. Człek ten, dobrego widać serca, bez oporów zgodził się pomóc skazanemu i lekko zarzucił zobie na plecy dość przecie poważne brzemię. Nasz pomysł porwania Jezusa zdawał się być coraz bardziej realnym, jako że stąpał wolny od obciążenia.
    Niemal przy wyjściu na zewnątrz miejskich fortyfikacji, natknęliśmy się na konny oddziałek znajomo wyglądających wąsatych postaci. Z obnażonymi mieczami szli jak burza przez stłoczoną ludzką mierzwę, która rozstępowała sie przed nimi z przerażeniem. Widno żywili taki zam zamiar jak i my. Jednak Jezus podniósł głowę i jednym gestem, a kilkoma cicho wypowiedzianymi słowami w szeleszczącej a śpiewnej mowie, zatrzymał nacierającą szarżę. Konni, pozdrowiwszy Go gestem należnym bogom i słońcu, zawrócili w miejscu wierzchowce swoje i odeszli w pośpiechu. Powstrzymał także i nas spojrzeniem Swym stanowczym.
    Już na Wzgórzu Czaszek, gdy Rzymianin z młotkiem gotów był dokonac ukrzyżowania, okazało się, ze bretnale gdzieś się zapodziały. Albo ktoś je po prostu ukradł by sprzedać, albo schował gdzieś tak, by odwlec śmierć nieszczęśnika. Korzystając z opóźnienia, podbiegłem do skazańca, chcąc podać mu miksturę sporządzona z wina z żółcią bydlęcą i ziołowego dekoktu, coby nie czuł bólu. Ale On, wiedząc zapewnie o przeznaczeniu leku, odmówił jego przyjęcia.
    Już wijąc sie w konwulsjach na narzędziu kaźni, mówił coś półgłosem, czegom nie pojął, ponieważ mowa Żydów obcą mi jest i nieznaną. Zagadnąłem więc obok stojącego miejscowego, który wyglądał poczciwiej nieco niz reszta zbiegowiska, zapytując, co On prawi. Ten mi odparł po aramejsku, sam takoż zadziwiony wielce: „Ojcze, przebacz im, nieświadomym…”
    „Ojcze”? Miast miotać klątwy najcięższe na oprawców swoich (co obyczajny człowiek w takiej chwili niechybnie by czynił), On im przebacza i prosi Ojca swego, widno możnego karać i darować, by od nich też Swój gniew odwrócił? Tu jakby mnie ktoś maczugą zdzielił po łbie i przerażająca jasność rozum mój ogarnęła. On właśnie teraz stał Sie zwycięzcą. Pokonał swoją człowieczą naturę, pokonał, katów, sędziów, kapłanów, cały ten lud plugawy i przez to wszelką niegodziwość na tym świecie. Natychmiast zwróciłem sie do moich czterech i powiadam im: „Zdejmijcie hełmy z łbów waszych i skłoniwszy głowy przyklęknijcie przed tym Dobrym i Sprawiedliwym, ponieważ nie jest On istotą ze świata tego, a my świadkami jesteśmy niebywale zwyrodniałego wydarzenia, jakim jest bogobójstwo.” I straszliwe mnie obrzydzenie zdjęło wobec tego chyba najpodlejszego ludu na całej ziemi.
    Po krótkim czasie Jezus polecił matkę swoją imieniem Miriam opiece młodego człowieka który stał u krzyża, widac bliskiemu Mu wielce, po czym skonał. W tej samej chwili niebo zasnuło sie ołowiem w ciągu czasu niewiele dłuższego, jaki potrzebny jest by zliczyć do dwudziestu. Zerwał sie potężny orkan i grad wielkości oliwki bezlitośnie tłukł po łbach i grzbietach chałastrę, która sie rozpierzchła, jak stado kuropatw. Pozostali jeno nieliczni, włączając Rzymian, naszą piątkę i może ze dwa tuziny ludzi. Pioruny biły w matke ziemię tak, że wydawało się, iż mimo czarno-sinych chmur, niemal głów naszych dotykających, nad światem zapanowała jasność nieustająca. W dodatku nastąpiło trzęsienie ziemi, zjawisko tu nie spotykane, które nas wszystkich zwaliło z nóg.
    Powstawszy, rozejrzałem sie wokół i rzekłem z mocą: „Zaprawdę, On jest tym, kim prawił, że jest. To nie tylko król wasz judejski, ale ktoś nieskończenie większy. To w istocie sam Syn Boga, współistotny Ojcu. Zamordowaliście waszego Boga”.
    Młody Joannus spojrzał na mnie zdziwiony, ale moi przyboczni mimowolnie dawali już świadectwo słowom moim, uderzając głowami w ziemię zwyczajem wschodnim, a podpatrzonym u Arabów w Nabatei. Ja równiez chciałem to uczynić, ale trzeba mi było biec by cucić Miriam, Jezusową Matke, która bezwładnie osunęła się na ziemię.
    Może to i dobrze sie stało w tym nieszczęściu, bo skutkiem tego Bożej Matce zaoszczędzony został widok odrażającego czynu. Otóż Kasjusz, dziesiętnik Piłatowej gwardii, podszedł i wraził włócznię w bok zmarłego, by jak na igrzyskach cyrkowych upewnić się co do Jego zgonu. Zaraz chyba zasromał się straszliwie, bo drzewce wypadło mu z dłoni a sam, chwyciwszy się za kędzierzawy łeb, odszedł w pośpiechu wielkim. Odeszliśmy i my, nie mając tu już nic do roboty, a wszak służby zaniedbać nie wolno nam było.
    I wy pewnie myślicie, że to koniec tej najprzedziwniejszej, acz najprawdziwszej historii? Otóż wcale nie, to być może dopiero początek. Dajcie jeszcze łyk wina i nieco wody.
    W czas mojego wieczornego obchodu straży, przybył jeden Jusuf z kamratem swym Nikodemem, który z obawy przed prześladowaniami poruszał sie po mieście jedynie nocą. Ten Nikodem nie zalatywał czosnkiem, jak wszyscy, ale pachniał ziołami balsamicznymi i mirrą. Okazało się, iż dostarczył on owe wonności drogocenne w olbrzymiej ilości prawie stu rzymskich libr, a więc równej wagi talentu. Chcieli z uwagi na ich sobotnie święto dokonać tego wieczoru pośpiesznego pogrzebu Jezusa, a resztę obrządków pochówkowych dopełnić po tym ich świętym dniu. Powiadali, że prosili Rzymian o udostępnienie im brechy do wyjmowania gwoździ, ale ci w odpowiedzi tylko rechotali. Zatem pchnąłem człowieka do tego dziesiętnika Kasjusza, aby im wypożyczył owo narzędzie, przez co mogli ciało Bożego Syna złożyć w czasowym grobie.
    Zaraz wezwano mnie do Pilatusa. „Perakosie” – rzekł namiestnik z widoczną troską – „Tubylcy nie dają mi spokojnie wypocząć. Chcą teraz, bym obstawił strażą grób tego poczciwego Juszuy, bo żołnierzom ich, podobnie jak im wszystkim, religia zabrania w sobotę wykonywania żadnej pracy, a faryzejskie prawo drobiazgowo wylicza nawet liczbę kroków, jaka mogą wykonać w tym dniu. Swoich Rzymian nie chce wyznaczyć, bo wiem, że zaraz sprofanują mogiłę, a i germańscy najemnicy to brudne prymitywy. Wam ufam. Weż kilku swoich i idźcie pełnić wartę przez noc i przez dzień, a osobliwie z mojego polecenia uczyńcie ją honorową, choć kapłani po prostu chcą tylko zapobiec wykradzeniu ciała.”
    Obudziłem zatem tych swoich czterech, nakazawszy iść do łaźni, oporządzić się paradnie. Każdy przywdział lśniącą zbroję, zabrał pawęż, dorycką włócznię, krzywy pałasz indyjski wypolerowany do połysku, a także gorytos z sarmackim łukiem i tuzinem strzał. Krokiem równym, z chrzęstem rynsztunku, osobiście zawiodłem straż swoją do ogrodu nieopodal miejsca kaźni. W świetle pochodni ujrzeliśmy pieczęcie na ogromnym głazie przykrywającym nagrobek a ważyć on musiał chyba kilkanaście cetnarów. Gdyśmy się bliżej przyjrzeli, okazało się , że założone zostały przez urząd kapłanów ze Świątyni. Czemu przedsięwzięli tak dalece idące środki ostrożności? Mogliśmy się jeno domyślać. Ale wedle rozkazu, musieliśmy wartę pełnić i to jak najgodniej.
    W ciągu tej doby zmieniałem straż trzykrotnie. W pierwszy dzień po szabacie, wczesnym rankiem dokonaliśmy ostatniej zmiany, i ja takoż miałem zamiar pozostać z moimi do świtu. Wiedziony ostrożnością, sam obszedłem teren, by upewnić się, że nikt nie skrada się w jakichś zamiarach niecnych, a na myśli miałem owych sykariuszy. Jednak nic nie wskazywało na obecność nikogo w okolicy, a rozbrzmiewające swobodnie głosy Natury upewniły mnie w moim przekonaniu.
    Zdjąwszy hełm, przetarłem nieco czoło i postanowiłem napoić swoich gorącym naparem z szałwii, jak to czynią Grecy. Pozostawałem w tej chwili w pewnym oddaleniu od Grobu.
    W tej chwili oślepiająco jasna smuga światła strzeliła w sam obiekt naszego dozoru. Odwróciłem wzrok z obawy przed oślepieniem, ale coś mi nakazało otworzyć oczy i spojrzeć. Z grobu wyszedł zupełnie żywy Jezus i spokojnie usiadł na owym odwalonym głazie, który przedtem jedną ręką przysunął sobie dla wygody. Widziałem, ze składał starannie kawałek lnianej tkaniny. W pewnym momencie podniósł głowę i pogodnie uśmiechnął sie do mnie. Dziwne mi się to zdało, poniewaz powiadano, iż On śmieje się nader nieczęsto. Zaraz wrzucił złożoną chustę do jamy i wyprostowawszy się, odszedł.
    Opowiadali mi świadkowie naoczni, iż zarówno w Judeji, jak i w ojczyźnie swej Galilei rozmawiał później z ponad pięcioma tysiącami ludzi, jadł z nimi rybę, coby pokazać, iż nie ze zjawą mają do czynienia, a przyjaciele jego i uczniowie utworzyli rodzaj modlitewnej grupy, która szybko rosła w liczbę. Rzymianie zwali ich pogardliwie chrystianami, od Jezusowego przydomku. Co się z Nim potem stało, i dokąd się udał, nie wiem.
    A moich czterech chłopa powiadało, że w chwili Zmartwychwstania, bo tak, to ponad wszelką wątpliwość było Zmartychwstanie, oślepli na długie godziny i zatracili całkowicie władzę w rękach i nogach, choć żaden z nich nie czuł bólu. Pilatus wierzył naszym relacjom bez zastrzeżeń, a żona jego Claudia wynagrodziła nas sporą ilościa złota w cesarskich aureusach.
    Co widziałem i usłyszałem, opowiedziałem wam szczerze. Czego nie widziałem lub nie słyszałem, nie mówiłem, by zamętu wam nie czynić. Jakby do tych wydarzeń nie podchodzić, faktem jest , iż Bóg sam Siebie wskrzesił do człowieczej postaci, w tylko Sobie znanym celu.
    A jutro opowiem wam o naszych dalszych losach i w jaki sposób całą sotnią znaleźliśmy się w Ojczyźnie naszej, Sarmacji.

  3. Jolanta Król pisze:

    Dziękuję za tę opowieść.
    Zaciekawiły mnie szczegóły żydowskich obrządków pochówkowych. W to biedne sponiewierane ciało wtarto wonności. To jednak znaleźli się sprawiedliwi, nawet szczodrzy. Został zachowany szacunek dla śmierci.
    Rozumiem, że schłostanie flagellusem wykluczało ukrzyżowanie, bo skazany i tak umierał, od ran, upływu krwi, zakażeń.
    Myślę o malarstwie z tymi motywami. Zajrzę w tygodniu do katalogów.
    Przejmująco Pan to wszystko odtworzył. Szkoda że wcześniej nie przeczytałam. Modlitwa przed adorowanym Krzyżem jest dla mnie zawsze taka ważna. W katedrze w Delfcie widziałam krzyże jako dwie skrzyżowane listewki, pomalowane czerwonym lakierem – a nie jako rzeźba ukrzyżowanej postaci. Powiem szczerze, nie widziałam sensu takiego krzyża. No, a gdzie stópki, żeby ucałować. Biedni są ci protestanci.
    Jeszcze wie Pan, interesuje mnie ta mikstura, która miała łagodzić ból. Nie przyjął jej. Męka Pańska w tyle obrasta znaczeń, bo ja np. myślę o medycynie paliatywnej teraz. Że ona oszczędza ludziom cierpienia. ON wziął przecież na siebie całe cierpienie świata. Syn Boży, współistotny Ojcu.

    Że miał Pan w tym okropnym zabieganiu czas i siły dokończyć tę opowieść i tutaj ją umieścić. Jeszcze raz dziękuję. Czule dziękuję.

  4. wagner pisze:

    Nie chodziło tylko o to, że ubiczowany mógł umrzec. Ale ukrzyżowany ubiczowany umierał na krzyżu zbyt szybko, przez co niezdrowa sensacja dla tłuszczy trwała zbyt krótko. On miał się tam ęczyc dwie albo trzy doby. Dlatego żydowscy rabini i kapłani żadali, żeby skazańcom połamac nogi, żeby sie udusili, nie mogąc podnieść się dla zaczerpnięcia oddechu. Chrystus i tak już umarł, co stwierdził Kasjusz. Właśnie dlatego, że był torturowany przed egzekucją. I tak wiele przetrzymał, ale zdajmy sobie sprawę, że z racji profesji, z pewnością był silnym i mocnym człowiekiem (jako człowiek – „Ecce Homo”). Bestialstwo tej podłej nacji chyba porównywalne jest z charakterem podobnego ludku na północ od Turcji, zwanego Akch-Azarami, o których pierwsza wzmianka pisana pojawiła sie czterdzieści lat później. Zresztą po kilku stuleciach nastąpił jaby mariaż tych dwóch narodów. Ale odbiegamy od tematu.

    Otóż zasada nie łamania kości w jagnięcej pieczeni ofiarnej nasuwa analogię do tego Nowotestamentowego szczegółu, podkreślając ofiarny charakter zamordowania Pana Chrystusa przez tłum, oczywiście jak zwykle cudzymi rękami. Dziwić może akceptacja krawych ofiar przez Najwyższego, jako być może sprzeciwiające się naturze, ale my jesteśmy za mali, żeby wszystko rozumieć.

    Motyw nieprzyjęcia preparatu niwelującego cierpienia pojawił sie też w filmie Braveheart. Moim zdaniem jest to zbyt śmiała analogia ze strony reżysera i autora scenariusza. Ale znowu, „kim ja jestem, żeby osądzać?”

    Te wonności, czy balsamy ważyły 30 kilo, a kosztowały fortunę. Jusuf z Nikodemem musieli być bardzo zamożni. Najwidoczniej wielu już wtedy uwierzyć musiało w boskość Nauczyciela. Nie było czasu, żeby wetrzeć, bo….. Dotarła Pani juz do epilogu Słowianki? Jan pisze, że zawinięto Ciało razem z tymi wonnościami i złożono w grobie, w którym nikt jeszcze nie leżał. To także oznacza, ze praktyka tymczasowego pogrzebu przed szabatem musiała byc dość powszechna. I zatoczyło kamień czterech ludzi, jak powiada inny ewangelista, a kapłani tylko przyszli na gotowe i założyli pieczęcie. A potem On wstał, jedną ręką odsunął sobie kamień, usiadł na nim, złożył chustę i poszedł się przejść, a kobiety myślały, ze to ogrodnik.

    Wystarczy zamknąć oczy, a przede wszystkim wyłączyć telewizor, a wszystko staje przed oczami jak żywe.

  5. Jolanta Król pisze:

    Znowu mi się rozregulowały dni. W pracy – jedna b. trudna sprawa. Biegam z nią jak kot z pęcherzem.
    To zawsze tak po świętach.
    Wszystko to Pan przemyślał, objął, połączył, uspójnił.
    Nie widziałam tej analogii w tych ofiarach. Teraz rozumiem sens tej frazy: „Krew jego na nasze głowy i nasze potomstwo!”
    Telewizor tylko włączany wieczorem, na czas programów informacyjnych. Czasami jakiś cykl filmowy. Filmy oglądam na dvd, bo kino stało się drogie, może z wyjątkiem seansów w kinie na Muranowie, ale to jest repertuar dla koneserów.
    Cyt.: A potem On wstał, jedną ręką odsunął sobie kamień, usiadł na nim, złożył chustę i poszedł się przejść, a kobiety myślały, że to ogrodnik.
    Piękne. Zamykam oczy i widzę to.

  6. wagner pisze:

    Programów informacyjnych… Smutna refleksja,

    Ale dziekuje za mile slowo…

  7. Jolanta Król pisze:

    Przeciwnie Panie Pawle, lubię być doinformowana. Lubię żywy przekaz. Jeśli jest jakaś tendencja, niespójności – wyczuwam to. Lubię czerpać informacje z wielu źródeł. W istocie oglądam dzienniki na 3 kanałach. Tutaj w sieci też szperam.
    Dla Pana zawsze miłe słowo. Choć przesilenie wiosenne i mało już tu bywam.

  8. bardzo pisze:

    Jeśli kto wierzy intuicji, to i z żywego przekazu moze skorzystać. Starożytni Hindusi całą naukę opierali zarówno na empirii, jak na intuicji. A zaszli w tym daleko, jeśli wierzyć Ramajanie.
    Do rzeczy. Jak mógł wyglądać dalszy przebieg wydarzeń, opisane jest w epilogu Słowianki.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s