Rozdział, a może podrozdział jedenasty

Pozwόlmy więc sobie na przeciągnięcie naszej bajki o jeden dzień dłużej, niż zazwyczaj, zresztą jeszcze nie było zaręczyn, a tu ślub za dwie godziny.

Ranek dziesiątego marca nie wyrόżniał się niczym szczegόlnym.  Włoskie słoneczko świeciło sobie od niechcenia przez cienką warstewkę mgły, a może kurzu.  Ela w myśl rzymskiej tradycji szykowała się do kościoła w domu Chantal, jako, że dom rodzinny pozostał daleko za majestatycznymi Alpami.  Funkcję świadkόw dość przypadkowo podjęli się pełnić pani Magda oraz G., ktόry podjechał po mnie do hotelu Delta swoją srebrzystą fiestą i od razu na wstępie poczęstował gorzkim Campari.  Następnie zapakował mnie z pewnym trudem do wnętrza tego imponującego wehikułu i powiόzł do watykańskiego kościoła świętej Anny.  Po drodze, rzecz jasna, nie omieszkał mnie pytać co chwila, czy zdaję sobie sprawę, że wiezie mnie do ślubu i czy wiem, jak wielka to chwila.  Musiałem sprawiać wrażenie nieobecnego, ale było wόwczas jeszcze tyle spraw do załatwienia, że ceremonia ślubu stanowiła jedną z pozycji w mocno napiętym rozkładzie zajęć na następne nie tylko godziny, ale i dni.  No i na dnie umysłu krążyła uporczywie myśl, aby tylko czegoś w ostatnim momencie nie sknocić.

I znόw, czasu na wzruszenia nie było.

Ksiądz nie zawiόdł.  Czekał punktualnie o όsmej.  Usiedliśmy sobie i rozpoczęli oczekiwanie na pannę młodą.  Początkowo wydawało nam się, że przedłużająca się jej nieobecność wynika z naszej niecierpliwości w dniu, ktόry powinien być jak najbardziej niecodzienny, pόźniej, że z przyzwyczajenia wyniesionego z Kraju, wreszcie zorientowaliśmy sie, że przecież we włoskiej tradycji istnieje taki zwyczaj, aby narzeczona się spόźniała.

Kościόł świętej Anny to niewielka, ale imponująca budowla, pełna dzieł sztuki niezwykłej wartości.  Należałoby się spodziewać, że należy do Watykanu, jako, że położona na terytorium państwa.   300px-1344VaticanoSAnnaPalafrenieriOtόż, jest odwrotnie. Watykan należy organizacyjnie do parafii świętej Anny.  Kaplica Sykstyńska znajduje się tuż za rogiem.

Nie chcąc siedzieć bezczynnie, rozpocząłem poszukiwania organisty, chcąc go poprosić o zagranie „Ave Maria” Schuberta, ktόry to utwόr na nas obojgu wywiera wielkie wrażenie, ilekroć słuchamy tego wielkiego dzieła muzycznego.  Niestety, bez skutku.  Z pewnością makaroniarz siedział właśnie w sklepie i popijał sobie poranne Campari, nieświadom powagi wydarzeń.  Pogoda w międzyczasie nieco się popsuła i rzymskie słońce rόwnież poszło na zasłużoną przerwę śniadaniową, podobnie jak organista.  Oby tylko nie padało…

Wreszcie pojawił się sznur samochodόw, niezbyt imponujacych rozmiarów, wszak jesteśmy w Italii, i wysypała się rozgadana grupa z Elą na czele.  Jej ślubny uniform w Polsce mόgłby budzić pewne zastrzeżenia, jako zbyt śmiały, ale tutejszy kraj jest wszak światowym centrum projektowania ubiorόw na wszelkie okazje, a Michelangelo Buonarroti wyczyniał nie takie cuda na ścianach kościołόw pόł tysiąclecia temu.  Miejmy nadzieję, że ksiądz będzie w stanie należycie się skoncentrować.  W ostatniej chwili skonstatowaliśmy, że nie mamy aparatu fotografcznego, ale kalabryjczyk W. z żoną uratowali sytuację, mieli swόj.

Rzymski ślub udzielany jest w trakcie pełnowymiarowego nabożeństwa, tak było i w naszym przypadku.  Ksiądz rzeczywiście przez cały czas zafascynowany był sztuką włoskiego projektowania tekstyliόw, a może i jeszcze bardziej osobą modelki, albo i nie, ale szczęśliwie nie pomylił się ani razu. W przeciwnym razie do dziś bylibyśmy razem na kartę rowerową, od dawna zresztą nieważną. Ela miała za zadanie odczytywać jakieś urywki z Biblii, ale nie pamiętam, ktόre.  Potem ksiądz usiłował nas w pięć minut pouczyć naprędce, jak należy żyć w rodzinie.  untitledNaiwny ksiądz.  Nad tym zagadnieniem męczą się od wieków najtęższe głowy tego świata, tabuny psychologόw, socjologόw, prawnikόw, psychiatrόw, specjalistόw od uzależnień, a nawet czynią to czasami normalni ludzie.  Jeszcze wyniknął dylemat, na ktorą rękę należy zakładać obrączkę, czy według tradycji staropolskiej, na prawą, czy też na lewą, jak cała cywilizowana reszta świata.  Tak się nam pomieszało, że Ela wyszła na osobę kulturalną nadzwyczaj, a ja na jakiegoś głąba, Sarmatę barbarzyńcę z krańca świata, gdzie narodowym daniem jest surowe mięso z białego niedźwiedzia, zaduszonego własnoręcznie.  Tak mniema Wielki Świat…

Nie wypada śmiać sie w kościele, ale jeszcze w zakrystii, gdy trzeba było podpisać się w książce parafialnej, chyba życzeń i zażaleń, a także na świadectwie ślubu, dusiliśmy się ze śmiechu i wesołość nie opusciła nas aż do chwili wyjścia z kościoła.

Na schodach zrzedła nam mina.  Zaczęło oczywiście padać.  Nie był to jakiś rzęsisty deszcz, ale nawet te krople nie mogą służyć galowym ubiorom.   Niestety, musieliśmy więc udać się na zarezerwowaną prywatną wizytę u papieża dookoła wielkiego placu Świętego Piotra, pod pilastrami wiekowych kolumn. Rzecz jasna, spόźniliśmy się z tego powodu i nie było nam dane zamienić z nim nawet kilku słόw.

Prywatna audiencja, jakże to obiecująco brzmi.  W praktyce jednak uczestniczy w niej jednorazowo nawet dziesięć tysięcy luda.  Na przodzie potężnej hali widnieje rodzaj sceny, czy podium o rόwnie imponujących gabarytach.  Weszliśmy wreszcie do pełnej już sali i natychmiast objawiła sie włoska spontaniczność.  Dziesięć tysiecy gardeł skrzyknęło się życząc nam Tanti Auguri.  Stremowani, nie bardzo wiedzieliśmy, jak się zachować, a świadkowie chcieli zapaść się pod ziemie, ale nie mogli z uwagi na ceramiczną posadzkę.  Jednak jakoś dobrnęliśmy do pierwszego rzędu, skąd natychmiast zostaliśmy zawrόceni, jako że ten ksiądz, ktόry miał nas doprowadzić przed dostojne oblicze, gdzieś się zapodział.  I czemu tu się Dziwisz?

Posadzono nas więc gdzieś pośrodku, zaraz przed wycieczką Japończykόw.  Jakiś jegomość w średnim wieku przepchał się do nas, pytając, czy jesteśmy z Polski i jak udało nam się wydostać ze stanu wojennego.  Poznał, skubany, po obrączkach na nieprawidłowych, prawych dłoniach.

I tu kończy się elektroniczny zapis naszej historii. Ciąg dalszy będziemy sukcesywnie przestukiwać z gazety, choć wiele do końca tego reportażu nie pozostało.  Może i nawet zdjęcie się znajdzie jakieś archiwalne, lub dwa…

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantazje kulinarne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Rozdział, a może podrozdział jedenasty

  1. Jolanta Król pisze:

    Każdy ślub jest piękny i wart wspominania, jeśli z perspektywy czasu można powiedzieć: nasze życie jest udane, kochamy się, szanujemy, wspieramy się, nie krzywdzimy wzajemnie zbędną małostkowością.

    Ja byłam naprawdę na takim ślubie w Rzymie. Zaszłam przypadkowo do b. pięknego kościoła. I tam już byli goście. Anglicy. Każdy miał książeczkę ze scenariuszem uroczystości. Mnie też taką obdarowano. Mam ją w pudle z pamiątkami z Rzymu, z całą reszty śmieci. Goście byli szalenie eleganccy. Ja nie wykluczam, że to byli jacyś arystokraci. To niesłychane, ale córunia robiła tam zdjęcia. Mam zdjęcia z tego ślubu. Prześlę 2-3 gmailem.

    Czyli odbył się ten rzymski ślub. A potem znaleźliście się na placu św. Piotra.
    Co tu dużo gadać ,panie Piotrze. Pięknie po prostu. Pięknie.

  2. bardzo pisze:

    Piękne, gdyby to tylko było z przyczyn romantycznych… To była konieczność, nakaz sytuacji. Z perspektywy czasu pewnie to trąci dobrą przygodą. Ale wtedy wiedzieliśmy, że płyniemy pod prąd historii i tak trochę na siłę staraliśmy się wyciągnąć z tego jak najwięcej dla siebie. Proszę zauważyć, że wszystkie uwarunkowania były przeciw nam I tylko życzliwości prywatnych osób zawdzięczaliśmy, że całe przedsięwzięcie doszło do skutku. Oczywiście, można było tego dokonać drogą półlegalną, ale za młodu byliśmy trochę idealistami. I stąd się wzięła cała ta historia.

    A za chwilę będzie, jak sie robi łososia z makaronem. Jak również, skąd pomysł na to niecodzienne danie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s