Addendum

Zanim wylądujemy (a juz krążymy nad luksemburskim lotniskiem – krótkie międzylądowanie samolotu linii Islandic Air w Rejkjawiku pominiemy na razie) uczynimy mały dopisek. Tego rzecz jasna w oryginale nie było, ale z perspektywy czasu, można ten wątek uwolnić z klatki niewiedzy.

Otóż Ela wreszcie wylądowała w stolicy ludu morderców i pożeraczy ładniutkich zielonych żabek, które tak pięknie śpiewają wieczorami, umilając spotkania zapatrzonym w siebie parom, które zapomniały o Bożym świecie. Pamiętamy, że czasy bezpośrednio poprzedzające tzw. stan wojenny były wielce niestabilne i kto mógł, a nie był zaangażowany w działalność społeczną, zwaną przez oficjalne czynniki działalnościa antyspołeczną, oglądał się ku Odrze, Nysie i rozmaitym schroniskom położonym za owymi limitorami. Zamieszkała chwilowo u koleżanki, a gdy ta wyjechała do Hiszpanii,  w polskim pensjonacie.  Gdzie mógł byc położony polski pensjonat, by zminimalizować koszta utrzymania?  Rzecz jasna, w dzielnicy arabskiej, gdzie w dzień drażnią ucho przeciągłe tony orientalnej muzyki na gęślach, fletach i bębenkach, a w nocy idą w ruch noże.  Był tam telefon, ale tylko na portierni, dokąd Elę wołano z pokoju, gdy udało mi sie połączyć przez ocean.  Oczywiście, w tym celu trzeba było zamawiać rozmowę „person to person”, by nie płacić za połączenie niewykorzystane.

Oczywiście, niezadługo personel jakimś sposobem wywęszył, że Ela rozmawia z Hamerykom. Rozeszło się, jakoby miała narzeczonego za Wielka Wodą. I tak pewnego pięknego sobotniego poranka powiedziano mi na recepcji, „nie, ona już tu nie mieszka, wyjechała”.  Dokąd miała wyjechać, jesli mi nic o tym wcześniej nie napomknęła.

Było w moim miasteczku biuro podróży Kenosha Travel, gdzie właścicielami była para sympatycznych Włochów z Toskanii.  Zdaje się, że to oni mi odnaleźli numery telefonów do wszystkich polskich pensjonatów w całym Paryżu, które niezwłocznie obdzwoniłem, person to person, rzecz jasna.  Bez rezultatu.

Wreszcie coś mnie tkło i przyrżnąwszy pawiana, dzwonię tam, gdzie zawsze. do tego oryginalnego hotelu przy Arabusach.  Odebrała jakas pani, widac nieświadoma intrygi.  Pani Ela, ależ oczywiście, już proszę.

Polak Polakowi polakiem.  Nie przepuści okazji, żeby rodakowi utrudnić życie, a najlepiej żeby zaszkodzić.  Umówiliśmy się w Luksemburgu na godzinę i miejsce, zarezerwowałem dwa hotele, jeden naprzeciwko stacji kolejowej, na wypadek, gdybym w jakis sposób sie spóźnił, a drugi na zapas i jeszcze dowiedziawszy się o strajku operatorów lotów udało mi się szybko skontaktować z Elą, która już stała z walizkami w drzwiach polskiego przybytku na arabowie w Paryżu, informując ja o sytuacji, żeby nie spanikowała.  A gdyby mnie szlag trafił, był jeszcze plan C, miała jechać do Rzymu, gdzie z uwagi na znajomość mowy Mussoliniego i układy, czuła się jak frutti di mare w wodzie Adriatyku.

I tak, czekając na opóźniający się wylot (o cztery godziny), przy lotniskowym drinku (bloody mary with rabbit food), narodził się pomysł spisywania na gorąco tych przygód.  Tak to jest, że bidny polaczek zostaje turystą zwiedzającym piękny świat z przymusu.  Niech choć potomstwo ma tę korzyść z tej koszto- i czasochłonnej eskapady.  A nie możnaby to żyć tak jak normalny człowiek w tej sytuacji, 123wystawić wniosek, kupić bilet, przylecieć do Chicago i tu dopiero zastanowić się, co robić dalej?  Ale nie, wizy do bram tego przewątpliwego raju do dziś są w mocy dla Polaków, jako chyba jedynej nacji w całej Europie. Tylko ten jeden czynnik definiuje do samej kości nasz status społeczny we świecie, a jest tych precedensów multum.  A wydaje nam się, że jesteśmy czymś lub kimś.  Prawdą bowiem jest nie odzwierciedlenie obiektywnej rzeczywistości, ale to, co jest zakodowane w świadomości ogółu, podatnego wszak na słowo wartkie, głośne i mnogie.  To się nazywa fachowo stereotyp…

Wróćmy zatem do naszej opowieści.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantazje kulinarne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Addendum

  1. Jolanta Król pisze:

    To już Pan leciał, kołował nad lotniskiem, racząc się koniakiem, kawką, a teraz jest Pan znowu w Ameryce? Pomocy! Tu są potrzebni inni czytelnicy tej opowieści, tak jak ja komentujący, żebyśmy mogli połapać się w meandrach tej narracji.
    Gdzie jest Pani Ania? Pan Nick? Pani Tekla? Pan Dzonnyy?
    A Ela dopiero pojedzie do Rzymu? A na razie w Paryżu, w polskim pensjonacie, jednak w arabskiej dzielnicy. No dziś to byłoby tam chyba b. niebezpiecznie. Tak myślę. Chociaż córunia w Jerozolimie też zatrzymała się w hostelu prowadzonym przez Arabów. Oczywiście ceną się kierowała. Oj, Panie Piotrze, jakie ona stamtąd zdjęcia poprzywoziła, coś jej powinnam z laptopa ukraść, ale to tak na marginesie.
    Ja uważam, że wy obydwoje wyruszyliście w świat dobrze wyposażeni, bo obydwoje znaliście języki obce. Ela – włoski? Pan – niemiecki? Obydwoje – angielski? Mam rację?
    Nie wiem, co to jest ból zdobywania wizy do USA. Ja osobiście nie dam im tej satysfakcji. Ale Panie Piotrze, ja rozumiem, że różnorako prowadzą nas trasy naszych życiowych peregrynacji.
    Ci w tym hotelu, to nie Polak Polakowi polakiem. Raczej takie męskie zachowanie, byli zazdrośni o Elkę. Tak to trzeba sobie tłumaczyć.

  2. bardzo pisze:

    Moe i tak.

    Aktualnie, Ela czeka w Luksemburgu, dokąd dojechala pociagiem, a samolot za chwile bedzie lądowaC.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s