Zakończmy wreszcie te opowiastkę! (cz.6).

Ze słów czarownicy wynikało, iż nakłania nas ni mniej ni więcej, jeno do szybkiego opuszczenia krainy Herodowej. „Wiesz, Eleuthero – zauważył Baltazar – że obietnicę królowi złożyliśmy odwiedzenia go w drodze powrotnej”. Niewiasta nalegała, by na owe przyrzeczenie nie bacząc, iść prosto do domu, najlepiej jak najprędzej znaleźć się poza granicami Cesarstwa. Obietnica, jak utrzymywała, została wymuszona w złej wierze i nie trzeba, a nawet nie można jej dotrzymywać.  Szczególne niebezpieczeństwo grozi Rodzinie Jusufa i mamy go o tym powiadomić. Niechaj takoż zabiera co może i ubieża.

Baltazar nawet niespecjalnie sie zdziwił, jako od początku podejrzewał przewrotnego Araba o podłość. I ja słyszałem, jak Rzymianie powiadali, że świniom żyje się w krainie Heroda lepiej niż jego własnym synom, których ukatrupił. „I tu mam do was, czcigodny Adrianosie, prośbę o poradę. Jak nam najlepiej i najrychlej znaleźć sie w Krainie?”

„Gdzież są te wasze strony?” – zapytałem, by zyskać czas do namysłu. „Ano, od rzeki Albis na wschód”.  Jąłem głośno mysleć.  Od wschodu mijając Pontus Euxinus najbezpieczniej od Herodowej pogoni, wspomaganej przez rzymskich pretorian. Słowianka orężnaDo Damaszku niecałe dwa tygodnie forsownej jazdy, a po drodze w Libanie jest się gdzie schować na popas w górskich lasach.  Ale dalej na północ znajduje sie kraj krwiożerczych Akh-Azarów, czyhających na jedwabnym szlaku na co mniejsze karawany.  Przez Alpy droga nie wchodzi w rachubę, za daleko i za ciężko jak na was trójkę. Morzem byłoby najspokojniej, ale podróż przez Słupy Heraklesa i ocean zabrać może wiele miesięcy. A jadąc prosto na północ będziecie za bardzo rzucać się w oczy.

„Wiem, wiem – rzekłem wreszcie – pojedziecie do Tyru, to tylko trzy dni drogi stąd. Tam zaokrętujecie się na statek dążący na północ, przez Hadriatyk i wyjdziecie na ląd w najdalej na północy położonym porcie Tergeste.  Tam żyją Wenedzi przybyli z północy, z którymi może się dogadacie własną waszą mową.”

„Wenedzi, bracia nasi – rzekła w zamyśleniu Eleuthera – stamtąd w niecały miesiąc być możemy doma, koni nawet nie forsując…”

„A nam, panie – rzekłem do Baltazara – najlepiej do Damaszku przez Liban, tam Syrią zarządza król sąsiedniej Nabatei, imieniem Aretas zwany z grecka Filopatrisem. Potem pójdziemy traktem na północny wschód i po dwóch dniach natrafimy na jedwabny szlak, którym dotrzemy do Persji, a nawet przez Kaszmir aż do samego Pięciorzecza.”

„Może tak, może i nie – rzekł Hindus zagadkowo – ale czy wam czegoś nie potrzeba na drogę?” zwrócił sie do czarownicy.

„Omnia mea, mecum porto” – ozwała sie zagadnięta słowami Diogenesa. „Co można było, spieniężyliśmy, reszta została, a co nam w drodze przydatnym być może, mamy w jukach” – wskazała na Rottweiler_portraitstadko koni szczypiących trawę nieopodal, wśród których wyróżniał się potężny gniadosz, zapewne przeznaczony pod siodło dla Artkosa. Zwierząt pilnował kilkunastoletni efeb, chyba niemowa, wraz z wielkim rzymskim mastyfem maści chyba czarnej, co jednak nocą trudno było określić. Takie psy towarzyszyły legionom w ich wędrówkach, samodzielnie przeganiając stada trzody rzeźnej.

W tym momencie błyskawica niebo rozdarła, choć na burzę sie nie zanosiło. Piorun ów również nie wyglądał na zjawisko pogodowe. Snop jasnobłękitnego światła uderzył w ziemię kilkadziesiąt kroków od nas i pozostał jako pionowa smuga jarząca sie delikatną poświatą. Gromowi nie towarzyszył obyczajny grzmot, ale dziwnie przeciągły, gwiżdżący dźwięk o obniżającym się tonie a zakończony jakby brzękiem cynowej misy do połowy wypełnionej wodą.

Przezornie przypadliśmy wszyscy do ziemi, a chłopak, widno bystrzejszy, niż na to wyglądał, wcisnął konie w gąszcze. Nagle uświadomiliśmy sobie, że wśród nas znalazł się ktoś jeszcze. Młody jasnowłosy człowiek odziany w białą togę stał pośrodku polany i usmiechał się dobrotliwie, co było dokładnie widać, jako że owa smuga rozświetlała całą okolicę łagodnym światłem. W jednej chwili znalazł sie przy nim olbrzymi Artkos i zamachnął się toporem chyba tak ogromnym, jak ten, który był w posiadaniu bykoluda Asteriusa z labiryntu w Knossosie. Ale nieznajomy spokojnie się uchylił i siekierzysko przecięło ze świstem powietrze.

„Pokój z wami, dobrzy ludzie” – pozdrowił nas obcy. Olbrzym chciał ucapić intruza i w śmiertelnym uścisku zgnieść na nędzną galaretę, ale niewiasta powstrzymała go gestem.

„I z tobą, przybyszu – odparła – Kim jesteś i czego tu szukasz?”

„Z daleka. Jestem tu, by was ostrzec i polecenie przekazać od Tego, który jest Kim jest. Nie czas na rozważania. Przed świtem zwijajcie obóz i ubieżajcie jak najdalej. Wy, panie – zwrócił sie do Baltazara – natychmiast wyprawicie Jusufa z rodzina precz.  Sami możecie tu Archanioł-Hanielpozostać jeszcze jakiś czas, a ktokolwiek zapyta was o króla narodu Izraela, rzekniecie mu, iż zaszła omyłka i że mowa była o tym drugim Beth Lechem, galilejskim Domu Chleba, które się znajduje kilkanaście mil na zachód od Nazaretu. I tam udacie się dla niepoznaki, a to wam wszak po drodze do domu. Dalej pójdziecie do Damaszku, jak radził czcigodny Adrianos biegły w kartach Ziemi”

„Skąd wiecie, panie, że taką dawałem radę?” – zdziwiłem się.

„Wiem wiele. Zbyt wiele. Może więcej, niżbym pragnął wiedzieć. Wiedza nie zawsze daje pokój ducha… Nieprawdaż, Baltazarze?”

Uczony pokiwał głową ze zrozumieniem.

„Nieładnie kłamać…” – zauwazył.

„Z tego kłamstwa ja was rozgrzeszam w imieniu Tego, Którego pełnię poselstwo. Kłamstwo w dobrej wierze i które nie wiedzie ku krzywdzie nie jest kłamstwem, a wybiegiem”.

„Czy możemy znać przyczynę, dla której mamy wszyscy znikać stąd tak nagle?” – odważyłem się zapytać.

„Możecie. Zapytajcie worożychy, ona wam wyjaśni. Ale nie zwlekajcie, zbierajcie się i niech was Dobre Siły do dom prowadzą”. To rzekłszy znikł, a z nim ów słup świetlisty i wszystko, co wydarzyło się w ciągu ostatnich kilku chwil, wydawało się być omamem.

„On praw jest – szepnęła Eleuthera – Herod szykuje się do straszliwej zbrodni przeciw własnemu ludowi, tu, w Beth Lechem, zbrodni, o której nie chcę mówic, albowiem mnie samą obrzydzenie nań bierze. Prędzej, czy później musimy dalej jechać, zbierajmy się więc skoro świt. Wy także, panie. Teraz wierzycie temu, co powiadałam wprzódy…”

Okazało się, iż cudzoziemiec zdołał jeszcze odwiedzić Kaspra z Melchiorem, a czasu wiele nie strwonił, ponieważ obydwaj właśnie prowadzili dyskurs z Jusufem, zatem zastał ich wszystkich trzech. Natychmiast przystąpiono do pakowania dobytku. Mienie Rodziny nie weszło na taczankę, którą ciągnąć miał Jusufowy osioł.  Melchior chciał więc podarować cieśli baktryjskiego dwugarbnego wielbłąda, bydlę zmyślne, silne, wytrzymałe i niewybredne, a umiejące obejść się bez wody nawet i trzy tygodnie. Ale Żydzi z wielbłądami obchodzić się nie umieją, zatem praktyczniejszym okazał się solidny wóz z parką dorodnych mułów.  Jusuf mógł teraz zapakować nie tylko narzędzia, zapasy żywności i paszy, czy podstawowe sprzęty, ale i co cenniejsze materiały stolarskie, głównie drogocenne kawałki drewna, w tym sandał. I rzecz jasna owe dary otrzymane od Trzech Mędrców, przy czym obawiał sie nieco o bezpieczeństwo swej maleńkiej karawany, więc do asysty otrzymał pięciu zbrojnych, którzy strzec go mieli w granicach Herodowego królestwa. Także uwolniona przez pana swego Salome pozostała z Rodziną do pomocy przy Dziecku.

Nic nas już nie trzymało w tej małej mieścinie, a i nie chcieliśmy ciężarem być dla poczciwych pasterzy, więc i my zaczęliśmy pomału zbierać się do wyjazdu. W kilka dni byliśmy już na drodze wiodącej z Jeruzalem do Nazaretu, wszyscy nas widzieli i z pewnością doniesiono na dwór królewski o naszej podróży, powiększając konfuzję.

W galilejskim Domu Chleba zabawiliśmy tylko jeden dzień, tam Baltazar rozpuścił ludzi z zapytaniem o Króla Izraela, a miejscowi dziwili sie wielce. Niektórzy nawet pukali palcem w czoło. Nieszczęśni, wiedzieć nie mogli, rok czy dwa później każdy niemal mógł się królem proklamować, co wielu uczyniło podczas judejskiego powstania po śmierci Heroda, a co spowodowało chaos i zniszczenie w całym kraju, z wyjątkiem może Samarii, która opowiedziała się po stronie cesarskiego generała Warusa.

Po dwóch tygodniach znaleźliśmy się w Damaszku, gdzie trzej przyjaciele rozdzielili się. Kasper z Melchiorem skierowali sie ku Persji, gdzie znajdowały sie ich domostwa, a my pozostaliśmy przez jakiś czas w mieście, gdzie Baltazara zatrzymał w przedłużonej gościnie sam król Aretas Filopatris, który nader często przybywał tu ze stolicy w Petrze, jako iż Syria pozostawała w zjednoczeniu z Nabateją.

Gdy wreszcie uzyskaliśmy królewskie błogosławieństwo na dalszą drogę, ruszyliśmy na północ, gdzie dotarłszy do Pontus Euxinus, zwrócili się na zachód i pozostawiając morze po prawej ręce, podróżowali przez wiele miesięcy przez miasta liczne, góry i puszcze nieprzebyte, aż do krainy Gallów, ale o tym jest w zmianka w odrębnej opowieści, zatytułownej „Słowianka”. Tamże opisane są perypetie Eleuthery i jej towarzyszy w powrotnej drodze do ich krainy surowej a dzikiej, gdzie mięso białych niedźwiedzi ludzie spożywają na surowo.

Jusuf z rodziną ubieżał do Petry, skąd szli dalej na południe i znaleźli schronienie na pustyni w obozowisku beduińskich koczowników, a do Nazaretu powrócili dopiero po śmierci Heroda i ustaniu zbrojnych zamieszek. Salome pomocą im służyła przez kilka lat, po czym zamieszkała na wybrzeżu niedaleko Cezarei wraz z mężem swym imieniem Zebedee, gdzie powiła dwójkę potomstwa, Jakubosa i Johanana.

Jam towarzyszył Baltazarowi przez kilka lat w wojażach jego niezwykłych, a los zaniósł mnie aż do Indii, przebywałem w Bitundzie, gdzie dom się znajdował Baltazarowy (w którym na rękach nosiłem jego małą siostrzenicę imieniem Mohanbir), odwiedzałem Heptanezję i inne miasta, jakże różne od tych, które położone są w świecie cywilizowanym, potem przez czas jakiś zajmowałem się kupnem i sprzedażą dóbr rozmaitych z takoż rozmaitym powodzeniem, by wreszcie spocząć w rodzinnym Milecie, gdzie właśnie piszę te słowa.

Jak potoczyły sie dalsze losy owego Juszuy, który królem Żydów miał zostać, nie wiem, wprawdzie dochodzą mnie niesprawdzone wieści o wielkich a przedziwnych rzeczach, jakich dokonuje i o jeszcze przedziwniejszych naukach, jakie głosi, ale nie chcę wprowadzać was w błąd powtarzając wyolbrzymione, czy tez poprzekręcane plotki. Z pewnością wkrótce znajdą się świadkowie naoczni, którzy rzetelnie opiszą Jego życie i działalność.

Ostańcie przeto w zdrowiu i powodzeniu, a bogowie, a może raczej sam Bóg Najwyższy niechaj was prowadzi i prostuje ścieżki wasze, jako i moje prostował…

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantazje kulinarne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „Zakończmy wreszcie te opowiastkę! (cz.6).

  1. Dzonyy pisze:

    Panie Bardzo, pozdrawiam wielce gorąco z deszczowej stolicy Warmii (takich deszczów nie pamiętam póki żyję, w grudniu, ulewy dosłownie) i życzę Panu i Pana Bliskim spokojnych Świąt Bożego Narodzenia, niech Pan i Pana Bliskich dobry Bóg prowadzi.

    Nie zagladałem tu jakis czas, od lata chyba, trochę na Gajówkę jedynie. Sprawy życiowe się pokomplikowały, poza tym Mama chora, nie wygląda to najlepiej. Ale cóż, takie życie.
    Pani Tralala obiecałem przepis na zupe czosnkową, podobno przepis hiszpański. Nie byłem nigdy w Hiszpanii, jak się wszystko poukłada po mojej myśli, to może latem w przyszłym roku…..co oczywiście nie oznacza, że przepis hiszpański będzie w Hiszpanii lub też będzie on takowy stamtąd :). Nie mniej, porozmawiać warto z miejscowymi, to tu, to tam, a nuż widelec człek dowie się czegoś, wszak podróże kształcą. A propos jeszcze Hiszpanii, w Polsce w Lidlu, sklepie przecież niemieckim, można było dostać jakis miesiąc temu jamon. Całą nogę, opakowana próżniowo, elegancko, za jedyne 99 zł, co się przekłada na ok 30 USD. Termin ważności daleki….
    Przepis na jakieś 3 litry zupy. Się obiera główke czosnku i się sieka na drobno. Się wlewa oliwy go garnka, dodaje czosnku i uważa aby się nie przypalił, bo nie ma nic gorszego, niż „zjarany” czosnek, wstyd i hańba. W tzw międzyczasie, suchy chleb, bułki, kroi sie na kawałki, i kruszy naokoło niemiłosiernie. Na taki garnek, to ze dwie bułki i dwie kromki chleba. Inne kombinacje można stosować, jak kto woli, np trzy bułki i kromka chleba, Razowego nie polecam, mi nie smakuje w tym składzie, ale jak kto chce. Pszenny mi najbardziej pasuje. Grunt, aby było ususzone. Wracamy do czosnku, podsmażony, nie przypalony, posypujemy sproszkowaną słodką papryką, do woli. Ja dodaję dwie łyżki stołowe. Mieszamy. Dodajemy pokrojone pieczywo i mieszamy tak, aby pieczywo było oblepione czosnkiem z papryką. Zalewamy to wszystko rosołem i gotujemy przez pół godziny. Jak się zagotuje, dobrze jest pomieszać energicznie w garnku, uważając, żeby nie wychlapać na kuchnie za dużo. Do miseczki wbijamy jajko, delikatnie solimy, tarkujemy na nie ser w typie parmezana, roztrzepujemy, i po pół godzinie gotowania zupy dodajemy do zupy, mieszamy, finito.
    Kiedy zupa w talerzu, do dekoracji paseczki takiego jamona, i do smaku sądzę, że by pasowały.
    pozdrawiam

    • bardzo pisze:

      O, na pewno zrobie, bo mam sentyment do czosnku (proszę bez żadnych domysłów) i właściwie u nas w rodzinie na stole prawie wszystko zeszczosnkiem, oprócz może herbaty. Jamona nie mam, ale za to prosciuto po tej stronie Kałuży robią prawie tak dobre jak w Toskanii.

      Przy okazji następnych zup pozwole soboe przepis wrzucic na główny nurt.

      Dziekuje za życzenia i niech szanowna Mama ma się jak najlepiej.

  2. Jolanta Król pisze:

    Opowiastka na czasie. Pięknie Pan ją kończy. Mnie zawsze intrygował ten mentalny przełom, od polegania na bogach po wiarę (u Adrianosa raczej intuicja) w Boga Najwyższego.
    Pisząc te słowa, spoglądam na „Słowiankę”, na okładkę tej powieści, opracowanej wg projektu plastycznego Pani Ani. I wszystko coraz lepiej rozumiem.
    Dziękuję za tę netową publikację.

  3. bardzo pisze:

    Bo wlasnie na tym polega istota wydarzeń w tamtych czasach.
    W Slowiance jest wiecej o tej transformacji.
    Slowianie bylo gotowi do monoteizmu jako ze utozsamiali swoich bogów w Jednego. Kraszewski kilka razy powiada: Nasi praojcowie wyznawali jedynego Boga a tych wszystkich bożków przyniósł zabobon. A Kraszewskiemu rzetelności odmówic nie można. I miał dostęp do źródeł sprzed politycznego poprawniactwa.

  4. Dzonyy pisze:

    Dziękuję pięknie.
    Ojoj, będę zaszczycony Panie Bardzo. Nawiasem mówiąc, nie doszukiwałem się podtekstów na temat czosnku, u mnie też prawie wszystko z czosnkiem, mało tego, Mama robi tzw nalewke babciną, mianowicie zalewa sie obraną w cząstki główkę czosnkku z dodatkiem soku z całej cytryny letnią wodą, ok szklanki wody, wkłada do lodówki i od nastepnego dnia po łyzce stołowej przed okresem przeziębieniowym, a jak juz kogoś trafi, to trzy razy dziennie łyżkę. Znakomita rzecz profilaktycznie i jako wspomaganie tzw leczenia przeziębienia, polecam.
    To może jeszcze jedna z ulubionych w domu zup, mianowicie cebulowa. Przepis prosty, a smaczne wychodzi, jak smakuje ludzkości, to trzeba sie dzielić, prawda? Dla siebie nie zostawiać, dobro musi byc wspólne. Należy pokroić okm 1,5 kilo cebuli w wiórki, obracć oczywiście wpierw ze skóry. Przepois na ok 3 litry rosołu, który uprzednio przygotować, musi być aromatyczny, esencjonalny, nie wiem, z dodatkami kurzych łapek wychodzi niezły, czy żołądków drobiowych, ponieważ cebula sama w sobie podduszona jest mdła. Jako się rzekło, w garnku rozgrzać oliwę i wrzucić cebulę, posolić i zeszklić, musi być miękka. Z praktyki wiem, im dłużej się „szkli” tym lepiej, ale uważąć aby nie przypalić. Jeśli uważamy, że już, to dodajemy szklankę białego wytrawnego wina. Musi odparować, trochę sosu może na dnie garnka zostać. Do tej „trochy” z cebulą, wrzucamy ze dwie, trzy łyżki świeżych ziół prowansalskich. Latem jest łatwo, o ile ktoś hoduje sobie rozmaryn tymianek w donicach, szałwię, co tam jeszcze wymyśli, zerwie człek ile ma ochoty listków czy igiełek (choć to też listki, tylko w formie igieł), posieka, wrzuci i jest mocno aromatycznie. A poza sezonem, na takiej Świętej Warmii, jak komuś zostało z lata, to pięknie, ale jak przyjdzie minus 10 a w domu nie ma gdzie tych doniczek trzymać, to musi mieć suszone. Nie mniej, wrzucamy, świeżych mniej , suszonych jak wyżej, mieszamy, czekamy chwile żeby się dusiło, i w tym momencie dobrze jest, jak mamy gorący rosół, poniewważ zwiększamy lekko gaz pod cebulą (na elektrycznych się nie znam, wię podkręcamy coś tam), wsypujemy 3 łyżki mąki, mieszamy energicznie, żeby nie przywarło i zalewamy rosołem. Gotujemy csałość ok pół godziny. W tzw międzyczasie do miseczek nakładamy grzanki, posypujemy startym serem, w zasadzie dwoma rodzajami, ostrym i łagodnym, zalewamy zupą i smacznego. Ja już niczym nie doprawiam zupy, ale jak komus przyjdzie do głowy cokolwiek, to niech feel free 🙂 Na mroźne dni, jak dziś w warmiński wieczór z półksiężycem nad głową, po spacerze, można przygasić światło, podwórko oświetlone powyższym księżycem, na stole świeczka i w takiej aurze, z kimś, na kogo czekało się całe życie, trwać do Nowego Roku……. pozdrawiam

  5. bardzo pisze:

    Toż to klasyczna zupa francuska. Bardzo, bardzo wykwintna i pełna smaku. Oj, znów zgłodniałem…Francuzi taką zupę zapiekaja przez chwilę w piekarniku już w kamionkach czy miseczkach, wtedy serek się tak fajnie topi i podrumienia na szczycie owej zupy.Na przekór żabojadom używam wina czerwonego, daje to interesujący kolor. A ziół prowansalskich nie mam, więc sypię cokolwiek tam mam w domu.

    Warmii brak mi prawie tak jak mojej Warszawy Ten region ma urok o każdej porze roku. Potężne patriotyczne tradycje, Właściwie mniejszość polska zdominowała kulturalnie Warmię, w której Niemców ci z rajchu sami nazywali Ochspreussen. Potem trzy kultury zgodnie współżyły, katolicka, ortodoksyjna i protestancka. A potem wszyscy wyjechali do Magden Burga pociągiem wahadłowym co w jedną stronę woził przesiedleńców, a w drugą powietrze.

    Panie Dżonyy, czy Pan pomógłby mi odnaleźć kogoś w Olsztynie? Osoba powszechnie znana i lubiana. Mój adres związany z tym portalem nie jest tajemnicą, a brzmi on: p.bardzo@gmail.com

    pozdr.

  6. Dzonyy pisze:

    Wyjechali, a teraz wzdychają. Ale cóż takie były czasy, nie wszyscy wyjechali dobrowolnie, prawda? Ma Pan maila ode mnie w sprawie poszukiwań „kogoś”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s