Gulasz pani Tekli

W ferworze snucia opowieści sprzed dwóch tysięcy lat umknęło naszej pamięci, że to przecież jest blog poświęcony zacnym sprawom, a to przygotowywania i spożywania jedzenia.  Podobnie jak niedawno jedna posłanka zademonstrowała, że knajpiane maniery wielu sejmitów nadają temu przybytkowi charakter baru mlecznego i jęła demonstracyjnie  (excuse le mot) wpieprzać kluski na ciepło.  Ciekaw jestem czy przeżegnała się przed posiłkiem, wszak w Sejmie wisi krzyż…

Tak, jedzenie jest niezwykle ważnym aspektem życia człowieka, a Słowianina w szczególności.  Zrobimy krótka przerwę w projekcji naszego filmu, przerwę, że tak się wyrażę, obiadową.

Oto więc gulasz pani Tekli.  Pachnie smakowicie i z pewnością smakuje jeszcze lepiej.  Już się robię głodnym…

Dziękuję !!Obiecałam Panu Dzonny już jakiś czas temu..ale wie Pan jak to jest ,Świeta za pasem..
Otoz przepis na dobry gulasz, jest dość prosty..

Mięso wołowe, badź wieprzowe
Olej albo smalec
cebula,papryka czerwona sproszkowana ,pomidor, papryka zielona,ziemniaki.
Mięso najlepsze takie z tłuszczykiem.
Prawdę mówiąc zawsze gotuję na oko..ale na kg mięsa potrzebne nam będa 3 albo 4 cebule w zalezności od wielkości,no i koniecznie dobra sproszkowana papryka czerwona te trzy składniki to podstawa, ja lubię robic na smalcu, ale może być olej.
Można dodać jako przyprawy sproszkowany kminek,czosnek i papryczkę ostrą czereśniową.

No, zabieramy się do roboty, kroimy w kostkę cebule, wsypujemy na gorący tłuszcz, dajemy i lekko podsmażamy tak aby się tylko zeszkliła..odstawiamy na chwilkę i dopiero dosypujemy 2 łyżki papryki .Nigdy nie można sypać papryki na wrzący tłuszcz z cebulą ,bo wówczas zrobi sie gorzka i czarna!!IMG_1878

Jak już papryka z cebulą jest to dajemy w kostkę pokrojone mięso, mieszamy razem i gotujemy, na początku na dużym ogniu, a póżniej na małym a i solimy według smaku.
Stopniowo dodajemy pomidor,  paprykę pokrojoną, papryczkę czereśniową, a na samym końcu ziemniaki.
Jeszcze powrócę do tematu,bo faktycznie jest to temat morze, ale to już chyba po Nowym Roku!

Panu Bardzo gratuluję wiedzy i pięknego blogu!

Muszę się pochwalić, że mnie kiszony barszcz wychodzi zawsze!!!
Teraz też stoi sobie w 5 litrowym słoju i czeka na Wigilię.

Zazdroszczę tego czerwonego… Mi nigdy nie wyszedł. Może pani Tekla zechce kiedyś tak krok po kroku opisać, jak to robi, ale bez niedomówień, tak kawę na ławę, jak sie należy blondynkowi.  Spróbuję jeszcze raz.

Dziękuję za miłe słowo. Graficzna oprawa blogu nie jest dziełem moim, a pana Gajowego Maruchy.  Doniosłych i dobrych Świąt życzę. (Bardzo)

Obrazek podwędzony z Sieci.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantazje kulinarne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

18 odpowiedzi na „Gulasz pani Tekli

  1. Jolanta Król pisze:

    Gulasz to gulasz. Zawsze to konkretny obiadek. Pani Tekla ma pragmatyczne podejście, niczego nadmiernie nie komplikuje, nie liczy każdego deka, bo jest pewnie pracującą kobietą, to na gotowanie nie ma za wiele czasu.
    Głodna jestem.
    Chociaż w domu grzybki czekają na zamoczenie. Za 12 złotych kupione, duża foliowa torebka. Torebkę nożem podziabałam. Ale pachną! Już się cieszę na myśl o wigilijnej zupie grzybowej.
    A dzień taki deszczowy w Warszawie. Wcale nie świąteczny.
    Zawsze miły moment do Pana wrócić, na Pana blog. 🙂

  2. bardzo pisze:

    Lubie deszcz, byle ciepły.
    Choinka w deszcz pachnie swieżej niż na mrozie.
    Też mam do coś zamoczenia. Śledzie. Tylko z czasem krucho…

  3. NICK pisze:

    A ja na myśl o kapuście z grzybami.
    A, co tam, zadrośćcie. Kapucha własna, ukiszona. Grzyby własne. Będzie mieszanka z dominantą prawdziwków i maślaków. Zawsze więcej niż ‚ustawa’ przewiduje. A! I, tradycyjnie, piernik upiekłem.
    Pozdrawiam Panie i Panów, znaczy P. Bardzo!
    „Bóg się rodzi…”.

    • Jolanta Król pisze:

      No jak to możliwe, że wszystko własne. Własne, własne. Na bazarku nie kupione, albo od baby z cielęciną?
      Też tego piernika ciekawa. Jak Pan Bardzo. Panie Nick, bardzo proszę. 🙂

      Kolędy to najpiękniejsze barokowe, bo operują kontrastem, i ta zwięzłość stylu.

      Bóg się rodzi, moc truchleje,
      Pan niebiosów obnażony;
      Ogień krzepnie, blask ciemnieje,
      Ma granice nieskończony.
      Wzgardzony okryty chwałą,
      Śmiertelny Król nad wiekami;

      Radosnych Świąt życzę Autorowi Fantazji i jego Czytelnikom. 🙂

  4. bardzo pisze:

    Jaka tajemnica mieszanki pierniczej? Znaczy sie zestaw korzeni (nie mylic z korzonkami).

    Wesolych Świąt.

  5. Dzonyy pisze:

    Dziękuję Pani Teklo 🙂 Życzę spokojnych Świąt. Przepis na poWigilię, boć to przecież post, ale czyta się smakowicie 🙂
    Kontrapunkt, to jest taki właśnie kontrast w muzyce, mistrz Jochann Sebastian był w tym niesamowity, takie smaczki muzyczne można wyławiać bez końca. Ale nie tylko on. Niesamowite dzieło, wskazówka dla muzyki XVII i XVIII wiecznej Polihymnia Caducaetrix et Panegyrica Preatoriusa. Po co to wszystko było psuć? Sie narodziła taka, no nie wiem, nie chcę nikogo obrażać, Górniak, co to hymnu nie potrafi zaśpiewać? Jazz sie trzyma jedynie. Klasycznej muzyki współczesnej nie rozumiem. Nie trafia do mnie, jak współczesne malarstwo.
    Gotowanie i celebracja jedzenia także jakaś taka mało współczesna, w dobie McDonaldów. Chciaż w stolicy Świętej Warmii obrodziło barami tzw mlecznymi, w których to można dostac normalne jedzenie po taniości. Smaczne i takie, jak kiedyś. Mięso to mięso, ziemniak to ziemniak a nie frytki, sałatka do wyboru, w tym stara zapomniana z ogórków i z cebuli z olejem, kompot do tego…..

  6. bardzo pisze:

    Jak robilem zepsół do grania w kościele (tylko proszę o tym nie mówić Gajowemu), to mnie ksiądz zapytał, czy Msza Bacha nadaje się do liturh=gii mszalnej? Oczywiście odpowiedzieliśmy zgodnym chórem: Ależ oczywiście, że tak!!!.. Na to ksiądz: Ależ oczywiście, że nie, bo trwa dwie i pół godziny, a Msza tylko godzinę, najwięcej godzinę i kwadrans. A były to czasy, gdy zepsół Czerwono Czarni wypuścił płytę z Mszą gitarową, bardzo dojrzałą jak na tamte czasy. A inny zepsół, u Michała na Mokotowie (Pulawska i Dolna) tłukł doskonałego rocka na Mszy w dolnym kościele. Biegały tam tłumy młodych z całej Stolycy.

    Na zaprzyjaźnionym a macierzystym portalu naskakuje się na szarpane instrumenty w kościele, a jak kilkakrotnie nadmieniałem nieśmiało, ze przedsoborowa klasyczna liturgia powiada „Będe Cię wysławiał na cytrze”, to się to puszcza mimo klawiatury.

    Coraz więcej nowoczesnych kolęd mnie po prostu wku. Albo starzeję się szybciej niżbym chciał, albo dyrechtory muzyczne robią coraz większą fuszerkę, wiedząc, że gusta populacji na siłe sprowadza się do poziomu juz nie chce mówić jakiego. Coraz więcej „celebrytów” (fuj, jak ja nie cierpię tego słowa), sili się na śpiewanie kolęd, a jak doda zacznie kolędować, to przepraszam, ale chyba odejde do sedewakantów, a kto wie czy nie do ortodoksów.

    Strasznie lubię Golcową co w łorkiestrze robi za skrzypaczkę i wokalistkę, przy czym pokazuje niesamowicie ciekawą interpretacje i silny, czysty głos z zacięciem góralskim. Ale w „Nie było miejsca dla Ciebie” jej nie wyszło.

    Pamiętam warmińskie bary studenckie i cywilne, Wracając z browaru w Biskupcu zawsze wstępowałem do takiego baru na tym placu koło dworca, gdzie jedna ulica naprzeciwko idzie na Zatorze i na stary Browar olsztyński, gdzie z inspiracji mojego Ojca gotowali przez chwiłe piwo marcowe,a przez jeszcze krótszą chwile piwo jałowcowe. W tym barze dawali kaszankę z cebulą, moje ulubione danie. A niedaleko była Warmińska, gdzie specjalnością była kisza warmińska z kartofli i świetna golonka po warmińsku spod lekko podgotowanej kapuchy kiszonej. To były czasy…

  7. Dzonyy pisze:

    Prosze sobie wyobrazić, że browaru w Biskupcu już nie ma. Browaru w Olsztynie też nie ma, znaczy się tego na Zatorku. Tego baru tez nie ma, sklep spożywczy jest. Bar Rondo się nazywał, Była kaszanka z cebulą, potem zmienili nazwę na…….nie pamietam, jakaś niemiecka kraina na pograniczu z Austrią, w Bawarii, gdzie robia piwo i sery (hahaha, ale nowość 🙂 ), aaaa wiem Allgauer Bier, jakos tak, bo Bar Rondo był panstwowy, i nie wytrzymał, właściciel miał podobno konszachty z krainą Allgau (a umlaut powinno chyba być), też długo nie pobył, ale piwo mniemieckie byyyło.
    Na miejscu browaru jest osiedle blokowe, część budynków zachowano, jako zabytki, a władze chciały zburzyć. Tow. Przyjaciół Olsztyna zawalczyło i ludzkość miejscowa.

  8. Dzonyy pisze:

    Jeszcze, Warmińska jest, jako Hotel Warmiński i jedzenie ma paskudne. Golonkę z grochem i kapustą, taką lekko podgotowaną, to można dostać w Gietrzwałdzie pod nazwą Golonka Żniwiarza. Całkiem słuszne porcje podają. A wczoraj w jednej z knajpek jadłem golonkę w sosie musztardowym. Gotowana, opieczona i do tego sos musztardowy gotowane ziemniaki. Całkiem smaczna choc porcja jak dla córki żniwiarza.

  9. Tekla pisze:

    Fajne wspomnienia ..ja mam bardzo dobre wpomnienia po kuchni wegierskiej nawet tej barowej..
    los mnie tam posłałn studia..a były to lata 70te,wszystko było inne..prawie..no i te rózne gatunki alkoholi..A ja wyrosłam w domu gdzie nigdy nie piło sie nic procentowego..a to przez śp.Dziadka,który po wojnie sie rozpił.
    No a jak przyjechałam do Budapesztu to zatkało mnie ile moze byc róznych alkoholi,win,piw no i palinki..ale trzymałam sie zasad i nie tykałam zadnego z tych trunków..
    Potem były konkretne studia ciężkie ,po 5latch doliczyłam sie 52 egzaminów,a tam koledzy ,których byla wiekszośc z rodzin ,,winiarskich”przywoziła winko z domu swojskie..pyszne../nie ma wina nad Węgrzyna/
    cdn.
    P.S
    Do gulaszu wrócę ,do muzyki tez..
    W Nowyn Roku opieki Boskiej zyczę..

  10. NICK pisze:

    A więc (dwója – bęc) Kochani!
    Sorki, że szybciej nie odpisałem. Serdecznie witam kolegę Dzonyy’ego!
    OTO PIERNIK.
    Składniki [na jedną ‚blaszkę’- tą keksową, zawsze robię min. trzy]:
    -500g mąki pszennej typ 650 (najlepiej pół na pół z żytnią, typ 2000);
    -250g miodu (najlepiej gryczanego);
    -200g cukru;
    -50g masła;
    -5 dużych jajek;
    -150ml piwa typu strong (ew. Porter);
    -150g łuskanych orzechów włoskich, średnio rozdrobnionych;
    -30g łuskanych migdałów;
    -70g drobno pokrojonych śliwek suszonych;
    -30g ‚przyprawy do pierNICKa;
    -15g proszku do pieczenia(lub 10g sody oczyszczonej);
    -skórka starta z jednej dużej cytryny;
    -20g kakao;
    -5g cynamonu;
    -3g imbiru.
    Wykonanie:
    1) Przygotować karmel: zrumienić na patelni 2 łyżki cukru, zalać piwem, dodać miód, resztę cukru i gotować 5 minut, mieszając.
    2) Do piwa z cukrem i miodem dodać przyprawy, wymieszać, ostudzić do 20 st. C i połączyć z rozpuszczonym masłem, żółtkami, połową mąki, proszkiem do pieczenia i wymieszać.
    3) Do ciasta dodać resztę mąki, posiekane i [ważne] otoczone w mące bakalie i wymieszać razem z ubitą na sztywno pianą; z białek jaj.
    4) Włożyć ciasto do dużej formy keksowej, najlepiej wyłożonej papierem do pieczenia. Piec w nagrzanym do ok. 190 stopni C piekarniku, przez ok. 50 minut. Dzielić się z najbliższymi. Przez wiele tygodni. Można dać polewy, wg gustu.

    P.S.
    Tak, Pani Jolu. Wszystko własne. Tymi rękoma, wyhodowane i uprawione.
    Na wiosnę? Mała pasieka – 5 „ulów”.
    Dzisiaj jedliśmy odmrożone kotlety mielone, nadziewane jajkiem i pieczarką, odsmażone we swojskiej, wytopionej słonince [te skwaruszki…], ziemniaczki gotowane z odrobiną gałki muszkatołowej i kurkumy, utłuczone i posypane mrożonym koperkiem oraz marchew z groszkiem [też własne], na kostce rosołowej, lekko zagęszczone sosem pod beszamelem z dodatkiem śmietanki prawdziwej. I, jak zawsze, przynajmniej odrobina surówki. Dziś była z pora.

  11. bardzo pisze:

    -30g ‚przyprawy do pierNICKa;

    Nie bawię się.

    pozdr.

    p.

    • Jolanta Król pisze:

      Oj tam przyprawy, Panie Piotrze. Ja się bawię. Ale proszę zwrócić uwagę na te ule, na tę pasiekę. Proszę zwrócić uwagę na obiadek z czułością przygotowany męską ręką dla całej rodziny. To dlatego mi mowę odjęło.
      Mam przepis na dobry pasztet. Dziś M. przyniosła do pracy dwa kawałki. Potem siedziała, tłumaczyła, ja spisywałam.
      Niby taki zwykły ten pasztecik, a taki pyszny. 🙂

  12. bardzo pisze:

    Co wchodzi w skład przyprawy do wypiernika?

  13. bardzo pisze:

    Będę wdzięczny, bo żem sam piernik…

    pozdr.

  14. Dzonyy pisze:

    Pozdrawiam Pana NICKa, wszystkim zyczę wszystkiego najlepszego w nowym roku, dużo szczęścia, zdrowia, pieniążków, kto co sobie zamarzy. Trzymajmy się Tradycji, trzymajmy się bliskich, sami siebie również, bo ludzie tak niespodziewanie odchodzą….

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s