Rozdział V i pół, kilka przepisów na domowe kiszonki

Teraz zróbmy sobie taką małą przerwę w teoretyzowaniu („ty docent nie teoretyzuj!”) i zajmijmy sie przyziemna praktyką.  Prześledźmy mianowicie kilka tradycyjnych sposobów, w jaki Słowianie kisili swoje warzywa i owoce, a także warzywa przybyłe z kontynentu zwanego przez tysiąclecia Terrą Inkognitą.

Na początek możemy pokusić się o sporządzenie ogórków kiszonych.  Mam przed sobą unikalny podręcznik wydany w roku 1959 przez Państwowe Wydawnictwa Techniczne.  Tytuł tej pracy zbiorowej brzmi: „Chemia praktyczna dla wszystkich”. Książka ta była na wagę złota (sprzedającego) w czasach tak zwanego stanu wojennego i w latach następnych. Aktualnie taka publikacja byłaby z pewnością zablokowana przez cenzurę z uwagi na jej polityczne niepoprawniactwo i wywrotowość.

Do rzeczy.  Do kiszenia bierze sie ogórki twarde, świeże, zdrowe, o gładkiej powierzchni, proste (najwyżej lekko skrzywione) – uprzedzałem o politycznym niepoprawniactwie tego wstrętnego czerwonokomunistycznegio wydawnictwa – zielone lub troche białawe…  Czy mam ciągnąć dalej te wszeteczne dywagacje rodem z czasów najciemniejszych?

Dobrze, jedziemy dalej. Po wymyciu ogórki układa sie w beczce jak najściślej.  Tak powiada podręcznik, ale można użyc słoja, albo kamionki. Najwięcej ich wchodzi, gdy sa ułożone na warstwach skośnie (pozycja półleżąca) – no nie, to już graniczy z pornografią. Zmniejsza się wówczas ilość zalewy i stopień rozcieńczenia soku ogórkowego, a co za tym idzie, uzyskuje sie większy stopień ukwaszenia.Na dno beczki, w środek i na wierzch kładzie się przyprawy.  Chrzan i pietruszkę kroi sie na paski, czosnek (ujjj…!) rozciera na ściankach naczynia. Następnie wlewa się ostrożnie do beczki zalewę, która zajmie nam od 30 do 40 procent objętości. Na wierzch ogórków kładzie się denko drewnianne i przyciska je kamieniem (umytym i wyparzonym – uwaga moja).  Przez czas frementacji beczkę trzyma sie w temperaturze 16 – 20oC, następnie przechowuje w piwnicy w 10 stopniach lub niższej (albo pod lodem w jeziorze).Czas fermentacji zależy od temperatury i wynosi 3 do 6 tygodni.  Gdy zależy nam na szybszym ukiszeniu, podnosimy temperaturę do 22oC.

Na zalewę na ogół zaleca się brać wodę przegotowaną.  Jednak książka powiada, że nieprzegotowana twarda woda zapobiega mięknieniu ogórków.  Na każdy litr wody używa się 4 -7 deko soli (zależnie od wielkości ogórków i zamierzonego czasu ich przechowywania) i 1 – 2 dkg cukru.

Teraz przepis: 10 kg ogórków, 55 deko soli, 10 deko cukru, 20 deko kopru zielonego (nie koperku do zupy), 10 deko liści chrzanu, 2 deko korzenia chrzanu.

Albo inaczej: 10 kilo ogórków, 10 deko nasion kopru, po 10 deko liści i korzenia chrzanu, jedno deko czosnku, 10 deko liści czarnej porzeczki, czyli smarodiny, 1/3 deko gorczycy w trzech woreczkach.

Gdy nasze ogórki są pokrzywione i koślawe, to znaczy że uległy propagandzie tego gada Putina.  Wtedy możemy zakisić sam miąższ z ogórków.  10 kilo miąższu powstałego z pokrojenia obranych ogórków we wzdłużne kliny układa sie w naczyniu, przekładając cebulką (10 deko), przesypując solą (pół kilo). Po upływie doby sok się zlewa, miąższ zlekka wyciska i przenosi do weków, zalewając przegotowana wodą o składzie na jeden litr 2 deko soli, 4 deko cukru, 30 ml sześcioprocentowego octu, 5 ziarenek gorczycy, 5 ziarenek czarnego pieprzu, 5 ziarenek ziela angielskiego i i deko liści bobkowych, których to cesarz August Oktawian nie chciał nosic na głowie, albowiem nie lubił ich zapachu.  Potem się pasteryzuje w temperaturze wrzenia przez 10 minut.

Jak widać jest to marynata z kiszonych ogórkowych środków.

Podobnie kisimy krzywe (antyeuropejskie) ogórki i nawet te miękkie, krojąc na plasterki bez obierania.  Z własnego doświadczenia powiem, iż dodatek kilku liści dębu albo wiśni polepsza jędrność ogórków.

Teraz kolej na pomidory (właśnie to miałem na myśli mówiąc o amerykańskich intruzach w słowiańska tradycję).  Na kilo pomidorów (książka powiada, że mają być świeżo zebrane i umyte), bierze się wodę przegotowaną zawierającą 7 g soli na litr. Przyciska się talerzem i przechowuje w chłodnym miejscu.  Przepis zapomniał podać ile mianowicie tej zalewy przypada na wspomniany na początku kilogram pomidorów.  Powiedzmy tyle, żeby zalewa przykryła pomidory.  W innym miejscu dowiadujemy się, że najlepsze do kiszenia są podłużne i mięsiste pomidory odmiany Roma.

Buraki kiszone to sprawa delikatna, bo nigdy nie udało mi się ich prawidłowo zakisić.  Ale przepis (spoza cytowanego podręcznika) powiada, by umyte buraki pokroić na cienkie plasterki, wrzucić do słoja i zalać ciepłą wodą, dorzucając przyprawy.  A proporcie są następujące:

1 kg czerwonych buraków • 3 ząbki czosnku • 1 listek laurowy • 2 ziarenka pieprzu • 3 szklanki wody przegotowanej i ostudzonej • 1 łyżka soli i skórka czerstwego razowego chleba dla zapoczątkowania fermentacji.

Sok z kiszonych buraków można pić, ponoć zdrowy jest na wszystko, (np. na katar, łamigłówkę, złamanie nogi, lumbago, wypadanie włosów, etc), albo wraz z buraczkami używać do barszczów.  Same buraczki można ugotować i zrobić z nich sałatkę.

Wreszcie kapusta.  Kapustę na kiszenie najlepiej nabyć mniej więcej o tej porze roku, czyli późną jesienią.  Wtedy ma najwięcej cukru.  Wybieramy główki twarde (znów ta polityczna poprawność sie kłania), zwarte. Usuwa się brzykie liście i główki przekrawa na połówki.  Otrzymane półgłowki szatkuje sie i umieszcza w naczyniu, jak kamionka, beczka, albo słój, przekladając przyprawami, solą, drobno pokrojonymi lub grubo utartymi marchewkami i jabłkami, cebulą, czosnkiem, liśćmi bobkowymi, kminkiem. Uszatkowaną kapustę wrzuca sie warstwami do naczynia i ubija, aby wypuściła sok i aby usunąć powietrze.  Osoba, której w udziale przypadło uszatkowanie kapusty, nosi ewidentnie miano uszatka.

Umyte i wymoczone beczki należy wyparzyć, umieszczając na dnie rozpalony kamień, który polewa sie wodą i beczkę zamyka.

Na wierzch kapusty kładzie się denko i obciąża, aby sok zawsze przykrywał faze stałą.  Jeśli pojawi się pleśń, należy ją usuwać.

Naczynie z kapustą przechowuje się przez kilka dni w temperaturze pokojowej, a po trzech dniach rozpoczyna się widoczna fermentacja.  Wtedy przeniesiemy je do piwnicy, gdzie idealną temperaturą jest 8 – 10oC, by kapusta pomału i umiarkowanie się kisiła.

Jeśli poziom zalewy spadnie poniżej poziomu kapusty, dolewamy solankę sporządzoną w proporcji 3 deko soli i 1 g kwasu mlekowego na litr wody.  Jeśli kapusta ma mało cukru, dodajemy cukier w ilości 1 procenta ogólnej masy kapusty.

A oto kilka modyfikacji kapusty kiszonej:  Na kapustę do gotowania bierze się 10 kilo kapusty uszatkowanej, ćwierc kilo soli, 2,5 dkg nasion kopru, albo kminku, 0.3 dkg liści bobkowych.

Na kapustę surówkową proporcje są następujące:  10 kilo kapusty, 20 dkg soli, 20 dkg marchewki, 30 dkg jabłek, 15 dkg cebuli, 2,5 dkg zielonego kopru, 0.3 dkg aromatycznego pieprzu (najlepiej świeżo zmielonego), 0,2 dkg pieprzu gorzkiego i 0,3 dkg liści bobkowych.

Na kapustę sałatkową parzoną bierze się 1 kg kapusty, 2 dkg soli, 2 marchewki, 1 jabłko, 1 cebulę, 2 g kopru, 5 ziarenek pieprzu i 2 listki bobkowe. Uszatkowaną kapustę umieszcza się w misce i polewa wrzątkiem, zeby się równomiernie sparzyła.  Po kilku minutach wodę się zlewa, odciska zlekka i kapustę miesza z przyprawami.  Jako mieszalnik dobrze się sprawdza wanienka do kąpania niemowląt, rzecz jasna dobrze umyta (wtręt mój).  Teraz wkłada się mieszaninę do kamionki i uciska, żeby wypuściła sok, po czym przykrywa i obciąża.  Kapusta w ten sposób przygotowana  się kisi, jest delikatna, przy czym można, a nawet należy jeść ją na surowo.

Sok z kiszonej kapusty konkuruje zdrowotnie z sokiem buraczannym, zresztą świetnie smakuje i pracuje w połączeniu z nim.

I jeszcze jeden przepis książkowy na kapustę, tym razem z ogórkami i cebulą.

Proporcje:  Kilo kapusty, 2 dkg soli, 15 dkg cebuli, 25 dkg kiszonych ogórków, 5 ziarenek pieprzu, gorczyca i listek bobkowy.

Główki kapusty kroi sie na półgłówki, albo ćwiartki i podpieka w piekarniku.  Dalej jak w powyższych przepisach, ale bez szatkowania.  Układa sie w kamionce, przekłada dodatkami iogórkami, dociska, przykrywa i zakisza.

Jeszcze kiszone jabłka po rusku (na złość Putinowi).

Na 5 kilo jabłek bierze się łyżkę soli, cukru i żytniej mąki. Składniki rozprowadza się w gorącej wodzie w ilości około 5 litrów, przestudza i zalewa ułożone w kamionce jabłka, przekładane liśćmi porzeczki, dębu albo wiśni.  Są gotowe po dwóch tygodniach kiszenia.

Kisimy też grzyby, na przykład borowiki albo rydze.

Kilo grzybów czyścimy, osuszamy ścierka i układamy w słoju kapeluszami do góry. Przesypujemy sola w ilości pięciu deko. Resztę soli sypiemy na wierzch, przykrywamy lniana ściereczka i przyciskamy talerzem. Wydzilajacy sie sok powinien pokryc warstwe grzybów, jeśli nie, dolewamy 5% roztworem soli.

Przed użyciem grzyby moczy sie w wodzie lub mleku, podobnie jak czynimy to ze śledziami.

Nierozumny świat utrzymuje, jakobyśmy odżywiali się zepsutymi warzywami. Przy czym ichnia cywilizowana sterylizowana żywność powoduje nowoczesne choroby, o których nasze babcie i dziadkowie nie słyszeli, a także tworzy sylwetkę cielesną współczesnego człowieka cywilizacji, jak poniżej:

imagesVOPNCYRA

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantazje kulinarne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

16 odpowiedzi na „Rozdział V i pół, kilka przepisów na domowe kiszonki

  1. NICK pisze:

    BARDZO serdecznie witam!
    Czasami zaglądam do Pana. Świetne przepisy a sposób przekazania – poezja. Gratulacje i podziękowania.
    Pozwolę sobie na drobiazgi, niuanse. Co do IV, V, V i pół.
    -Ostatnio zacząłem suszyć mięsa i ich przetwory, wcześniej, praktycznie wszystko. Czyli – mało termicznie. To na temat dłuższego przechowywania – po ususzeniu na wiór, zapasteryzować. Liofilizowana żywność jest droga a czasy, w Polsce, są nieciekawe.
    -kiszę czosnek, na różne sposoby, z różnymi dodatkami. FANTAZYJNYMI. Zachowuje on swe właściwości a dochodzą kolejne. Kiszę podobnie jak kiszone ogórki, do których, zresztą też daję dużo czosnku ale we ząbkach. Jeszcze się nie zdarzyło aby te „czosnkowe”, kiszone ogórki komuś nie smakowały.
    -do ogórków małosolnych i kiszonych nie dodaję sacharozy. Inne wymienione?TAK! Zawsze dąb i wiśnia. Bywa winorośl.
    -nie lubię pomidorów Roma.
    -do kiszonej kapuchy, wszelkiej, poza wymienionymi, dodaję nieco gorczycy, kminku i cząbru.
    Z jabłek pozostał tylko Boskop. Gdzie są Renety?
    BARDZO pozdrawiam.

    • bardzo. pisze:

      Witam po przerwie.

      Niech Pan mi nie robi apetytu, bo mam nadwagę. Kiszonki kapuscianno ogórkowe wzmagaja apetyt.

      Pewnie, że czosnek i to dużo. Czosnek wszędzie pasuje, a w miejscowosci Gilroy w stolicy czosnku na festiwalu robia ciastka truskawkowe z czosnkiem. Byłem w Gilroy kilka razy, ale nigdy na festiwalu. Do kapuchy jednak moze nie za dużo tego czosnku…

      Ale parzoną kapuche to chyba zrobie przed Swiętami.Szybko pracuje.
      Także zastanawiam sie nad zakiszeniem czerwonej kapusty.
      Zza Oceanu trudno mi zlokalizować renety, ale zapytam kuzyna, ktory prowdzi latyfundiumjabłkowe na południu Kraju.

      • NICK pisze:

        Na 10 kg poszatkowanej kapusty dodaję 5, drobno posiekanych ‚zębów’ czosnku. Ledwo go wyczuwam a smak poprawia. Chyba… .:).
        Co to jest parzona kapucha? „Parzybroda”?
        Ledwo napisałem o Renetach, których przez lat wiele w Polsce nie widziałem a tu, dziś w ‚Biedronce’ – SĄ. W odmianie ‚Szarej’. Niestety delikates. Cena 5x innych odmian. Bez przesady, myślę i do surówki z pora dodałem jabłko Boskop.

  2. Jolanta Król pisze:

    Piękne przepisy, ale wyszło szydło z worka. Nie mam instynktu gospodarskiego. Nie kiszę. A zresztą, tyle kilogramów wszystkiego, trzeba by trzymać w piwniczce chłodnej (a nie mam), i kto u mnie by to wszystko jadł; ja mam taką malutka rodzinę.
    Ogórki kiszone bardzo lubię. Kupuję w osiedlowym sklepiku, średnio dużym. Po pracy ( to już b. późne popołudnie) kupuje kilka sztuk. Z beczki przekładam do torebki foliowej jako drobny konsument. Pan pewnie powie: barbarzyństwo. Wiem. 🙂
    Sałatkę ze świeżych pomidorów, z pokrojonym kiszonym ogórkiem i plastrami cebuli, ciut posolone, ze świeżym pieprzem, skropione oliwką, wcinam codziennie. To jest z kromką chleba moja kolacja.
    Zakwas buraczany nigdy mi wyszedł. Choć z tą skórką chlebka razowego próbowałam. W chłodne miejsce wynosiłam. Nie wyszedł. Kupuję esencję buraczaną na bazarku. Tam jest trochę chemii. Niestety, wiem. Ach, pyszne, świeżo wyciskane soki, właśnie z buraków, są w takiej sieci barów Green Way. Czasami tak fajnie nie pędzić od razu do metra, tylko właśnie zajść z koleżanką do Green Waya na jakiś bukiet surówek, pierożki wegetariańskie i ten sok właśnie.

    A jeżeli chodzi o stan wojenny, który Pan wspomniał, to cóż – ja mam swoje określone wspomnienia. Ciężko wzdycham. I raczej nie będę się nimi dzielić.
    Skończyła się w każdym razie ta wolność nabywania literatury drugoobiegowej pod bramą uniwersytetu. A ja wcześniej sobie sporo różnych rzeczy nakupiłam. Wtedy właśnie pokochałam prozę Tadeusza Konwickego. No tak, w stanie wojennym był czas na czytanie. Pewien paradoks.

    Z przyjemnością czytam wpis Pana NICK. Podziwiam umiejętności, wiedzę, gospodarność.

    • NICK pisze:

      Dziękuję, Pani Jolu.
      Od kilku lat jestem szczęśliwym posiadaczem chłodnej piwniczki, tzw. ziemianki acz murowanej. Sprawuje się bez zarzutu. Ileż tam wiktuałów… .
      Kwas buraczany udał mi się przy drugim podejściu. Niestety nie do końca. Nie to, że niesmaczny, przeciwnie – wspaniały. Tylko, że dopiero z drugiej butelki. Mianowicie przywiozłem z działki, z rzeczonej ziemianki, trzy butelki, tzw. oranżadówki [wiecie, te co za Gierka]. Lato. No to na dwie godziny do chłodziarki.
      Wołam żonę – chodź, spróbujemy tego zdrowego, orzeźwiającego i smacznego specjału. Wyjąłem z chłodziarki, stawiam na stół, przewróciła się, zabąbelkowała. No to ja, mądry „inaczej” – otwieram.
      Pewnie wiecie co dalej… .
      Kwas na sufit!!! No to ja zatykam kciukiem. Kolejny błąd. Bo teraz kwas był wszędzie. Jak szampan u kierowców Formuły 1!
      A co było potem? Tego nie opiszę.

      • Jolanta Król pisze:

        A oranżadówki nie były jeszcze za Gomułki? Może końcowego, ale chyba były. Przyzwoite (zdrowe) szklane opakowania. Ma porcelanowe zamknięcie z gumowym brzeżkiem. Prawda? I taką butelkę tak fajnie się zamykało i otwierało. Gdzie Pan dziś takie butelki kupuje, jeśli mogę dopytać?
        Ja wyobrażam sobie minę Pana żony, jak to wszystko wymusowało. Dear God.
        Wie Pan, jest też fatalnie, jak stłucze się w kuchni jakieś naczynie duraleksowe. Duraleks rozpada się na drobne igiełki, które znajduje się w kuchni jeszcze dobre pół roku i które dość boleśnie wbijają się palce.
        A przewrócił Pan kielich czerwonego wina na stół przykrytym białym obrusem? Bo ja nie. Ale moja teściowa – tak. Jak drugi raz wychodziła za mąż. Było takie małe przyjęcie domowe. Śmialiśmy się, że to na szczęście. Ja muszę powiedzieć, tego mojego nowego przyszywanego teścia bardzo polubiłam, a młodzi kilka dni po ślubie udali się w wymarzoną podróż – do Egiptu. To wylane wino to był dobra wróżba. 🙂

  3. Jolanta Król pisze:

    Ach ta pani: good office job. By mi umknęło. Cóż. Tu dieta potrzebna. Rygory pewne. Może nawet asceza.
    Po biurze – konieczne ćwiczenia. Inaczej klops. I bez chemicznego jedzenia też. A przy okazji kręgosłup odpoczywa, wszystko się ładnie rozciąga, a umysł odstresowuje. Ja bez maty i co najmniej 30 półgodzinnych ćwiczeń wieczornych nie umiałabym już żyć, powiem szczerze.

  4. Jolanta Król pisze:

    To 30 – niepotrzebne. 🙂

  5. bardzo. pisze:

    Jakie 30?

    Do kiszenia przydatny jest kalkulatorek albo zwykły abakus (kto to jeszcze pamięta…) Proporcje dzieli się na mniejsze ilości i mozna kisic w plastikowym wiaderku albo czterolitrowym sloju. Jak co, to służe miniprogramikiem, który sam sobie, samiutki napisałem w excellu. A służył mi ten programik do szybkiego przekalkulowywania formułek domowopiwowarskich z balona na beczke i na pełnej skali fermentor 220 litrów. Do kalkulacyj w dół słuzy specjalna strona zatytułowana :any amount”.

    W USA nagminnie kisi sie w polietylenie, wiec nie trzeba miec wyrzutów sumienia jeśli trzeba czasem przełożyć ogórek z beczki do torebki.

    • Jolanta Król pisze:

      No to 30. Co stoi wyżej w moim komentarzu. Pan roztargnienie jest urocze. 🙂

      Poproszę o tę formułę w Excelu.
      Prowadzi Pan budżet domowy w Excelu? Warto, moim zdaniem.
      Te ogórki kiszone, które kupuję na bazarku, są w plastikowym wiaderku. To ja je będę przekładać do słoja. Ma Pan rację. Jak zawsze.

  6. bardzo pisze:

    W takim razie czemu niepotrzebne?

    Zaraz sprobuje wygrzebac te formułę, byc może zostawilem w robocie, a jak nie znajde, to napiszemy od nowa, bo to proste jak zyciorys milicjanta.

    Nie prowadze budzetu domowego na Excelu, bo nie mamy na starosc wlasciwie wydatkow. Ponadto, nie chcialbym, zeby mi ktos sie wlamal do prywatnych danych. Z wielkim ociaganiem dokonuje kilku oplat przez Siec, a karty kredytowe pociąłem na kostki do gitary dwadzieścia lat temu.

    O, tak sloik to dobry wynalazek, o czym przekonal sie ten w czerwonych portkach od taplania sie w blocie.

    pozdr.

  7. NICK pisze:

    ‚Oranżadówki’ są aktualnie dostępne w wielu sklepach, choćby z artykułami winiarskimi. A w internecie – najprościej. Mój dalszy sąsiad regularnie spożywa pewne piwo, które kupuje w takich buteleczkach. To moje źródło.
    Różne rzeczy zdarzało mi się rozlewać, upuszczać i t.d..
    Wymienię jeszcze jedną, nie mniej tragiczną niż kwas buraczany. Były to 3 litry topionej słoniny w swej najwyższej temperaturze, wylane na szafki okołozlewowe. To zdarzenie było, chyba jednak, gorsze i trzy szafki do wymiany. Dobrze, że się nikt nie poparzył.
    Pozdrowienia.

  8. bardzo pisze:

    U nas za Kałużą też są takie flaszki, tyle że zatyczka co wyglada jak porcelana jest w istocie z plastiku. Raz gdy wyparzałem flaszki w piekarniku, wstawilem tam właśnie taka jedna i po tej operacji ten kabzelek wyglądał nadre żałośnie. Dobrze, ze tylko jedną. Ale nagrzałem znów kabłączek, wyprofilowałem przy użyciu kompinerek, założyłem podwójna gumke i jakos trzyma.

    Łatwiej 9i chyba taniej) wymienić kabłączek niż szafki. Gdy będzie trochę miejsca, zamieszczę kawałek o wymianie szafek w ubiegłe lato…

  9. Tekla pisze:

    A czy moge podac przepis na gulasz węgierski? Pan Bardzo sie zgadzi?

    Pozdrawiam Bardzo ,czekam na wpuszczenie do Fanstazji kulinarnych!

  10. bardzo pisze:

    Alez oczywiście, bardzo proszę, będzie mi miło. Proszę wstawic jako komentarz, a ja wytne i wkleję na główna stronę, jako że inaczej nie umiem.

  11. Tekla pisze:

    Dziękuję !!Obiecałam Panu Dzonny..juz jakiś czas temu..ale wie Pan jak to jest ,Świeta za pasem..
    Otoz przepis na dobry gulasz jest dość prosty..

    Mięso wołowe ,badz wieprzowe
    Olej albo smalec
    cebula,papryka czerwona sproszkowana ,pomidor, papryka zielona,ziemniaki.
    Mięso najlepsze takie z tłuszczykiem.
    Prawde mówiąc zawsze gotuję na oko..ale na kg mięsa potrzebne nam będa 3 albo 4 cebule w zalezności od wielkosci,no i koniecznie dobra sproszkowana papryka czerwona te trzy składniki to podstawa ,ja lubię robic na smalcu,ale może byc olej.
    Można dodac jako przyprawy sproszkowany kminek,czosnek i papryczke ostrą czereśniową.

    No zabieramy się do roboty,kroimy w kostkę cebule ,wsypujemy na gorący tłuszcz dajemy i lekko podsmażamy tak aby się tylko zeszkliła..odstawiamy na chwilkę i dopiero dosypujemy 2 łyżki papryki .Nigdy nie można sypać papryki na wrzący tłuszcz z cebulą ,bo wówczas zrobi sie gorzka i czarna!!

    Jak juz papryka z cebulą jest to dajemy w kostkę pokrojone mięso ,mieszamy razem i gotujemy ,na początku na dużym ogniu,a póżniej na małym a i solimy według smaku.
    Stopniowo dodajemy pomidor ,paprykę pokrojoną ,papryczkę czeresniową na samym końcu ziemniaki.
    Jeszcze powróce do tematu,bo faktycznie jest to temat morze..ale to juz chyba po Nowym Roku!

    Panu Bardzo gratuluje wiedzy i pieknego blogu!

    Musze sie pochwalić ,że mnie kiszony barszcz wychodzi zawsze!!!
    Teraz tez stoi sobie w 5 litrowy słoju i czeka na Wigilię..

    Panu Bardzo z Rodziną zyczę dużo zdrowia i spokojnych Świat Bożego Narodzenia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s