Odżywiajmy się z przyjemnością – cykl zamieszczony w ubiegłym roku na łamach Polish News, Rozdział I

Stara prawda głosi w formie porzekadła, że Polak głodny to zły. Cóż, Polak to takie dziwne stworzenie, cokolwiek czyni, robi to dla przyjemności, w przeciwnym razie nic nie robi.

A jak wiadomo, gdy się robi to, co się lubi, robi się to doskonale. Dlatego między innymi nasza rodzima kuchnia nie ma sobie równych.

  Jeść należy. Gdy przestaniemy jeść, nasze życie po krótkiej chwili dobiegnie kresu. Zgodnie zresztą z pierwszą zasadą termodynamiki, czyli prawem zachowania energii. Energia nie powstaje z niczego ani nie zanika. (Specjalistów z zakresu atomistyki i teologii proszę o wstrzymanie się na razie od komentarzy).    Jedzenie ma zasadnicze znaczenie w procesie tworzenia podstaw kultury i utrzymania cywilizacji. Proszę zauważyć: Najświętsze dla nas wydarzenie odbyło się przy stole świątecznym, podczas i po posiłku. To jest istota egzystencji nas wszystkich jako ludzkości. A zaczęło się w związku z rytualnym obiadem.    Poza okresami postu, wstrzymywanie się od jedzenia jest grzechem przeciw samemu sobie, podobnie jak obżarstwo, pijaństwo czy inny sposób samookaleczania. I nic nie pomogą dramatyczne wysiłki liderów ludzkości, którzy zmierzają do tego, aby standartem stała się jednostka ludzka świadomie głodująca aż do osiągnięcia stanu anoreksji. Aby jedzenie stało sie tak wstydliwą czynnością fizjologiczną, jak na przykład wydalanie. Jedzmy, aby przeżyć. Ale odżywiajmy się z przyjemnością. Rozmawiajmy sobie swobodnie o jedzeniu, jak rozmawiamy np. o dziewczynach, czy pięknych samochodach, albo ciuchach. Nie o polityce, aby sobie apetytu nie odbierać. Naród, którego kultura dnia codziennego związana jest blisko z jedzeniem, to ludzie dobrzy, mądrzy, pogodni. Z nimi przyjemnie przebywać i rozmawiać. Ale miejmy otwarte oczy i inne receptory na niebezpieczeństwa związane ze złym odżywianiem. Wszystko można czynić dobrze, lub źle, ale błędy żywieniowe owocują bardzo niebezpiecznymi skutkami, często nieodwracalnymi. W sprawach żywnosci i żywienia nie ulegajmy więc mitom, demagogii, czy indoktrynacji. Zawsze sprawdźmy, skąd pochodzą głoszone wieści, zanim zaczniemy dawać im posłuch.    Na początek przykład: Fizjologia człowieka zaprojektowana została, aby organizm mógł przetwarzać 8000 do 12000 kalorii dziennie. Tak człowiek powinien odżywiać się w warunkach naturalnych. Oczywiście, w naturze homo sapiens zużytkowuje tyleż energii na aktywność fizyczną. Na długie mianowicie marszobiegi, polowanie na mamuta,  walkę z lwem szablistym dla obrony swojej rodziny i szczepu… Taką ilość energii zapewnia przyjmowanie wielkich mas pożywienia, np. pięciu kilo pieczystego, warzywek, korzonków, orzechów i miodu. Wraz z tym przybywa wystarcząjąca dawka mikroelementów, jak zwiazki nieorganiczne (mineralne) czy witaminy. Ale my niestety nie żyjemy w warunkach naturalnych i jesteśmy w stanie spalić w ciągu doby jedynie od 2000 do 4000 kalorii. Jasne więc, że cierpimy na poważny deficyt mikroelementów. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że nasza żywność jest o wiele uboższa w te substancje, niż żywność naturalna, jaką spożywał praczłowiek, ów niedobór wygląda jeszcze tragiczniej. Cóż więc nam biednym czynić? Ano, w tym „senk!” Tym pytaniem spróbujmy zająć się przez najbliższe kilka sesji. Przypatrzmy się z bliska, czym się żywimy, porównajmy to z dietą naszych przodków. Spójrzmy, czym się trujemy świadomie, czy nieświadomie, i czym każą nam się truć ci, którzy nami manipulują jako swoją własnością. Wyłuskajmy mity, nonsensy, absurdy. Czy nam to pomoże w prowadzeniu żywota bardziej świadomego, zdrowszego, dłuższego? Nie wiem. Ale choć umrzemy świadomi. Temat jest przepotężny. Od czego by tu zacząć? Z której strony to ugryźć? Gdy już zaczniemy, nasze dywagacje potoczą się wartko. Pani Joanna Chmielewska poszła na łatwiznę. Rutyniarzom uchodzi o wiele wiecej, niż nieliteratom, czyli analfabetom. Quod licet Iovi, non licet bovi. Otóż pani Chmielewska zastosowała klasyfikację alfabetyczną. Dzięki tej operacji główny nacisk został położony na lekki styl pisarki, a temat stał się czynnikiem niejako drugorzędnym. Zresztą nikt tego faktu ukrywać nawet nie zamierzał.

Zacznijmy zatem od podstaw. Od tego, co wszyscy wiedzą. Składniki pożywienia człowieka dzielimy na nastepujące kategorie: Białka, cukrowce, tłuszczowce i błonnik – to są makroskładniki. Do mikroelementów natomiast zaliczymy witaminy, czyli koenzymy, enzymy, związki mineralne, a także nowomodne substancje farmakologiczne, naturalnie wystepujace w żywności. Pewnie jest owych aktywnych części wiecej, ale nie wszystkie są niezbędne do funkcjonowania organizmu, powodując raczej pewne reakcje czy modyfikacje układu. Każda z tych kategorii charakteryzuje się innym sposobem przetwarzania substancji, czyli metabolizmem.

Zatrzymajmy się teraz na chwilę i powiedzmy coś niezupełnie na temat. Mam nadzieję, ze wyrażam się nie tylko klarownie, ale że również nie przynudzam. Ostatnią byłoby rzeczą, której bym oczekiwał, aby szanowne Czytelniczki zasnęły ze znużenia. Nie chciałbym bowiem prowadzić jakichś wykładów, ale raczej pogawędzic, podyskutować, poopowiadać branżowe ciekawostki…

Jakież mianowicie funkcje pełnią owe substancje żywnościowe, których nazwami szafujemy bez opamiętania w mowie potocznej oraz czytanej? Otóż na przykład białka, jak wiemy, to związki stanowiące podwalinę struktury fizycznej każdej komórki, powiedzmy w uproszczeniu – materiał budulcowy. Białka, które niektórzy nazywają eufemistycznie, acz całkiem właściwie proteinami, są również grupą składników substancji odpornościowych, enzymów, (a pamietajmy, że wszystkie życiowe procesy maja charakter enzymatyczny), antyciał i różnych innych najważniejszych elementów organicznych. Pamietajmy, że białka żywnościowe mogą być szkodliwe, dlatego chorzy na raka ograniczają spożycie tej grupy substancji odżywczych. Mimowolnie zespół Skaldów na festiwalu w Opolu wyśpiewał krótką frazę, która wyjaśnia relacje między życiem fizycznym i duchowym: „Życie jest formą istnienia białka, ale w kominie coś czasem załka”.

Czym w ogóle jest białko? Patrząc okiem chemika, jest to system aminokwasów połączonych ze sobą w mniej lub więcej skomplikowane łańcuchy i sieci. Kolejność i układ owych substancji zachowany jest według kodu genetycznego, który zawarty jest w spiralach kwasów dezoksyrybonukleinowych (DNA), przy czym każdej cząsteczce kwasu odpowiada określony aminokwas. Modyfikacje genetyczne GMO polegają na manipulowaniu różnymi czynnikami (biologicznymi, chemicznymi a nawet mechanicznymi) dla uzyskania pożądanej (przez naukowca) kolejności i układu przestrzennego owych kwasów, a w rezultacie, odpowiedniej struktury białek. Wskutek takich „machlojek” jesteśmy w stanie otrzymać osobnika dajmy na to z okiem na uchu albo z kukiem na muniu i o to właśnie chodzi. Z punktu widzenia ludzkości, ingerencja w prawa Natury jest wysoce niebezpieczna. Raz wprowadzona zmiana biologiczna może się powielać i dalej modyfikować w sposób niekontrolowany.

Białka są specjalnie ważne w diecie dzieci i ludzi młodych. Ale trzeba zdać sobie sprawę, że nie tylko istotna jest ilość spożywanych białek. Należy przyswajać kompletny system aminokwasów. Zgodnie z regułą niemieckiego chemika Justusa von Liebiega (tego samego, który wynalazł chłodnicę do odpędzania bimbru, a także kostkę bulionową), Justus_von_Liebigkorzyść z białka sięga jedynie do zawartości najmniej obecnego w diecie aminokwasu. Sytuację można porównać do beczki o klepkach nierównej długości. Naczynie będzie utrzymywać tylko tyle wody, ile zmieści się w niej do wysokości najkrótszej klepki. Parafrazując, zdrowia w człowieku zmieści się tylko do wysokości aminokwasu o najmniejszej zawartości w pożywieniu. Należy zatem spożywać białka roślinne i zwierzęce. A to dlatego, że organizm nie potrafi sobie stworzyć sam wszystkich aminokwasów. Te, które umiemy zsyntetyzować samemu nazywają sie endogennymi, a te, które musimy sobie zabrać z innego skonsumowanego zwierzęcia to egzogenne. Wegetarianom, a osobliwie weganom, serdecznie współczuję. Proszę zwrócić uwagę na ich wpadnięte i podkrążone oczy, ziemistą cerę, zgarbioną sylwetke i krótki oddech. Nie jesteśmy gorylami, żeby żyć na samych bananach. (Chyba). Najbardziej dla nas deficytowe aminokwasy egzogenne to lizyna i tryptofan. Pierwszy znajduje się w produktach zbożowych, drugi głównie w mlecznych. Profesor Berger twierdzi, że spożywając płatki kukurydziane z mlekiem, zaopatrujemy się w białko o najwyższym współczynniku kompletności (NPU), przy czym stuprocentowym standartem jest profil białka jaja kurzego. Produktem rozkładu białka jest amoniak (azot) i siarkowodór (siarka), oraz oczywiście dwutlenek węgla i woda. Dlatego fasolę spożywamy z wielką ostrożnością, aby nie było tak, jak w starym wierszyku („na kamieniu siedzi pies i wydziela ha dwa es”). Czasami białko może być spalane przez organizm w celu uzyskania energii, dzieje się to jednak jedynie w sytuacjach biologicznego kryzysu. Jak nas oszukują środki masowego przekazu pod wzgledem białek? Wystarczy spójrzeć na reklamę popularnego w USA zapychacza, który nazywa się peanut butter, czyli dosłownie masło z fistaszków. Najpierw wyjaśnijmy, co ono mianowicie jest, to masło fistaszkowe. Są to drobno zmielone orzeszki ziemne, tak drobno, że samoistnie wypływa z nich olej. Masa jest stabilizowana emulgatorami, często dodaje się tam oleju sojowego, soli i czasem cukru, a nierzadko hydrolizowanego kwasem kukurydzianego krochmalu. Z reklamy wynikało, że ten produkt z orzeszków  ma więcej białka, niż ryba czy też mleko. Poniekąd prawda. Generalnie powiedziawszy, orzechy uznawane są przez dietetyków za bombę odżywczą.  Możemy się zapchać  tym fistaszkowym białkiem, ale nam ono niewiele pomóc może, ponieważ owo białko jest  po prostu niekompletne. Nie umniejszajmy jednak wartości odżywczych orzeszków arachidowych i innych orzechów, ale wynikają one z zawartości zupełnie innych substancji dietetycznych, niż białka. Rzecz jasna, możemy stosować masło fistaszkowe w połaczeniu z innymi produktami spożywczymi zawierającymi tryptofan, na przykład z mleczarskimi, ale w USA masło fistaszkowe stosuje się do sporządzania  dzieciom kanapek do szkoły z marmoladą. Zapychacz to w postaci klasycznej.

Ciąg dalszy wkrótce.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantazje kulinarne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „Odżywiajmy się z przyjemnością – cykl zamieszczony w ubiegłym roku na łamach Polish News, Rozdział I

  1. Jolanta Król pisze:

    Ja lubię oglądać vlogi wegetarian, podpatruję ich przepisy, natomiast zawsze byłam odporna na ich natarczywą propagandę, iż nie należy jeść mięsa. Lubię wędliny, lubię też od czasu do czasu kupić sobie jakąś fajną uwędzoną, ciemną kiełbaskę, i tak sobie talarek po talarku położyć na chlebek i z wielką przyjemnością zjeść. Pan Pisze, że należy spożywać białka roślinne i zwierzęce. To ja się bardzo cieszę.
    Ważna uwaga o tym komplecie aminokwasów. Lubię jeść kawałki owoców polane jogurtem naturalnym. To ja teraz będę dosypywać niedużą porcję płatków kukurydzianych.

    Bardzo cieszę się na te Pana wykłady. Inni też niewątpliwie. Na pewno tu są i czytają. W ciszy. 🙂
    Nigdy nie jadłam masła fistaszkowego. Lubię masło od dziecka i kupuję to osełkowe. W sklepie lubię przyglądać się różnym masłom i czytać ich etykiety. Czasami nachodzi mnie taka chętka: rozkroić bułeczkę (świeżą, pszenną), posmarować masłem, położyć talarki rzodkiewki, posypać szczypiorkiem, ciut posolić. Przekąszam taką bułeczkę i głód zaspokojony na jakiś czas.
    Także ja Pana słucham pilnie. Można powiedzieć: cała zamieniam się w słuch. Jakby Pan nagrywał vlogi, to pewnie bym się całkowicie uzależniłam. Teraz mniej, ale kiedyś to chyba bym nie zmierzyła tego czasu, jaki „traciłam” na słuchanie moich ulubionych vlogerek na YT, tych niby specjalistek od żywienia. Ja tak pół serio je traktowałam. Ale to jest ogólnie dobrym nawyk te rozmowy o dobrym odżywianiu. Ścierają się różne punkty widzenia, ale człowiek nie podchodzi do tego faktu (jedzenia) bezrefleksyjnie, umie wtedy racjonalnie się odżywiać, nawet jak zrzuca wagę, to bez nadmiernego szaleństwa, tylko roztropnie. Ale Pan ma rację, trzeba wiedzieć, kogo się słucha i komu się ufa. Bo różnych szarlatanów, i to właśnie tutaj, w sieci, nie brakuje.

    Cyt.: Proszę zauważyć: Najświętsze dla nas wydarzenie odbyło się przy stole świątecznym, podczas i po posiłku. To jest istota egzystencji nas wszystkich jako ludzkości.
    Ładnie Pan to ujął.

    Czyli dziś białka. A ponieważ ja jestem gryzipiórek (gryzipiórzyca) i spędzam przy kompie statycznie 7-9 godzin dziennie, to pewnie moje zapotrzebowanie na kalorie jest małe, czyli najmniej z tego, co Pan podał: 2000.
    Rozumiem.

  2. bardzo pisze:

    Zależy od, jakby to ująć żeby było z kulturą, od całkowitej masy ciała. Od 2000 do 3000 kcal, jak powiada ciocia Kalorinka.

    Nie wiem, co to są vlogi, ale planuje otworzyć dział judupowy w tym forum. Musze sie nauczyc montować obraz i dzwiek i zdobyc jakis sprzęt, bo telefonem to by bylo troche śmiesznie nagrywac.

  3. Jolanta Król pisze:

    Vlog (i). Vlogerka. Vloger. Vlogowanie. To jakby prowadzenie dziennika, poprzez wypowiedzi do kamery. Nagrywają też telefonem. Ale dążą do coraz lepszego poziomu technicznego – fakt. Niektórzy mają wierną armię oglądaczy (odbiorców). Ja 2- 3 vlogerki też b. polubiłam. Ogólnie dobry trend, że ludzie się tak otwierają, dzielą swoimi pasjami. Niektórzy współpracując z You Tube’em nieźle na tym zarabiają, myślę. Oglądam tylko te vlogi, gdzie nie ma hejtu. Jak pogmerać w tym programiku YT, to chyba można coś tam prosto zmontować. Ale ja też tego nie robię. Zrzucam surówkę ( z aparatu fotograficznego lub telefonu). Ale też bardzo rzadko. Staram się chronić moją prywatność.
    W pracy zawodowej stykam się raczej z problemem anoreksji. Ale moje koleżanki szaleją na punkcie ciotki Kalorinki. Diety niskokaloryczne w obiegu. Tak na ogół – 1200 kalorii. Pod tę ilość tygodniowe zestawy posiłków.
    Ciężki dzień. Panie Piotrze, posłuchajmy Bacha. Inni może też. 🙂

  4. Jolanta Król pisze:

    Myślałam, że to będzie link. Ale tutaj na WordPressie to są jakieś hiperaktywne łącza. Jak przesadziłam – przepraszam.

  5. bardzo pisze:

    Dziekuje za Bacha.

    Podstawowa przemiana materii to w normanlych warunkach 1500 kcal na dobę, To znaczy że zwolenniczki 1200 głodzą się na szkodę i zanik masy organizmu, prawdopodobnie i mięśni. Każda ingerencja w prawa Natury mści sie prędzej czy później.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s