Świąteczny cykl, cz.V, Słodkości

Zbliżamy się do końca naszych świątecznych przygotowań. Zatrudnijmy zatem nasze Pociechy do krojenia surowych warzywek (powód tego przedsięwzięcia zostanie wyjaśniony w następnym rozdziale), a w międzyczasie zrobimy kilka amerykańskich deserów.

Jak już powiadaliśmy kilkakrotnie, amerykańskie słodycze sa straszliwie słodkie i aby spoza tej słodyczy mogła przebić się jakaś oryginalniejsza nutka, potrzeba jej, owej nutki wsypać potężniejszą dawkę niż w ciastach pochodzenia rodzimego, o których miejscowi rzeczą: „Polskie ciasto – słodkie, ale niesłodkie”.

Wśród deserów pierwsze miejsce na stole thanksgivingowym zajmuje pumpkin pie, czyli placek z wypełnieniem dyniowym. Spróbujmy sie na tym przykładzie przez chwilę zatrzymać, by wyjaśnić pokrótce, to to za zwierzę ten pie (wym: paj).

Po przybyciu do tego pięknego kraju, a było to lat temu hohoho, a może jeszcze więcej, niemal pierwsze, co mi się rzuciło w oczy, był napis na jadłodajni: Pies. Co jest, myśle sobie, czy to jest restauracja dla psów, czy podają tu psa w potrawce.  A pies to jest po prostu liczba mnoga od pie.  Wymawia się: pajs. Są zatem paje słodkie i pieprzne.  Najpopularniejszym, typowym dla Ameryki słodkim pajem jest apple pie, czyli paj z wypełnieniem jabłkowo cynamonowym.  Nawet nienajgorszy w smaku, ale wymaga sporej ilości kawy do popicia.  Także cherry pie, pecan pie, czy wreszcie ów honorowy dzis gość, pumpkin pie.

Kiedyś chciałem sam, samiutki wykonać ów dyniowy specjał, kupiłem dynię i poszedłem do sąsiadki amerykanki po instrukcje.  Jak sie ten pumpkin pie, pytam, sporządza.  A ona mi na to:  Idź do sklepu, jeszcze będzie otwarty przez półtorej godziny, kup puszkę dyniowego wypełniacza i tam na puszce stoi jak byk, jak sie robi pumpkin pie. Jak będziesz postępować zgodnie z instrukcją to nie może ci nie wyjść.

O, kuchnia olek, sobie myślę i zamiast paja zrobiłem zupe z dyni, a placek nabyłem gotowy w sklepie.  Też był dobry.

Do rzeczy.  Wszystkie paje bazuja na skorupie, zwanej crust (wym: krast).  Skorupę kupuje się za psie pieniądze w sklepie, razem z aluminiowa foremką, do niej sie wkłada wypełnienie i zapieka.  Ale jeśli w Starym Kraju chcemy sobie zrobić amerykański deser (nie wiem, po co, poniewaz polskie wypieki nie mają sobie równych w żadnej ze światowych kuchni), to bardzo prostym sposobem możemy sobie taką skorupę sami przygotować.

Przepis na taki crust brzmi jak 3-2-1, co oznacza, że bierze się mąkę, tłuszcz i wodę w proporcji 1-2-3.

Weźmiemy półtorej szklanki pszennej mąki, połówkę kostki masła (125 g), które musi być zmiękczone i rozdrobnione na grudki, szczyptę soli i ewentualnie łyżeczkę cukru.  Wszystko oprócz cukru wymieszamy w misce ubijaczem albo mechanicznym mieszadłem, aż masło rozdrobni sie do bryłek wielkości ziarenek grochu, co w normalnej temperaturze trwa około trzech minut.  Nie wolno nam przemiesić ciasta na masę zwartą, bo wtedy skorupa wyjdzie nam pancerna, a ma być krucha. Teraz dolejemy cztery łyżki lodowato zimnej wody i wymieszamy, az sie zrobi masa, którą możemy już formować.  Wykładamy tą masą wytłuszczony głęboki talerz, a klasycznie to aluminiową foremke w kształcie talerza, zawijamy w plastikową folie i chowamy do lodówki na co najmniej pół godziny.

Jeśli chcemy robić paje słodkie, do ciasta domieszamy cukier, jeśli warzywne, kurczakowe albo (uwaga!) z resztek poświątecznego indyka, to oprócz soli  nic nie dodajemy.

A wypełnienie robi się równie prosto.

Najpierw formujemy krawędź naszego ciasta w takie karbowane faliste śliczności.  Im bardziej kiczowato to wygląda, tym będzie smaczniejsze. Do środka wkładamy arkusz folii aluminiowej i obciskamy, by dobrze przylegał.  W to sypiemy wysuszone ziarenka fasoli i pieczemy przez dziesięć minut.  Potem odsypujemy fasolę, odstawiamy na następny raz, zdejmujemy folię i dopiekamy przez następne dziesięć minut.  Następnie wyjmujemy z piekarnika i wypełniamy wypełniaczem, sporządzonym w sposób następujący:

Sto osiemdziesiąt gramów kremowego serka miesza sie z dwiema szklankami dyni z puszki i miesza się w misce za pomoca elektrycznego mieszalnika. Dodaje sie szklankę cukru i ćwierć łyżeczki soli, a następnie jedno całe jajko roztrzepane z dwoma żółtkami. Potem idzie szklanka śmietanki 18% , wanilia, cynamon, ćwierć łyżeczki imbiru i szczypta mielonej gałki muszkatołowej, wreszcie ze dwa tłuczone goździki.

Wypełnioną foremkę zapieka się w temperaturze 250oC, aż się zestali.  Po wyjęciu i przestudzeniu kroi sie na sześć do ośmiu ćwiartek (sic!) i podaje na ciepło, a na wierzch każdej porcji kładzie się kupkę bitej śmietanki, ewentualnie posypuje tartą czekoladą.

Zaraz obok paja stawia sie amerykański sernik, ale dajmy sobie spokój z przepisem, albowiem bazuje on także na kremowym serku, co owocuje produktem straszliwie ciężkim, tłustym i niezbyt dobrze strawnym.  Polski sernik na twarożku jest tu o wiele lepszy.

Natomiast pecan pie ze wszech miar wart jest zaprezentowania, choć przesadnie słodki i na bazie kukurydziannego syropu, z którym wszak walczymy na śmierć i życie.  Ale tradycyjny przepis nie zawiera tego składnika, ponieważ ten lichy substytut cukru jest wynalazkiem dekad ostatnich.

Stopimy nieco mniej niż pół kostki masła w rondelku, dodamy szklankę i ćwierć brązowego cukru i wytrzepiemy aż do otrzymania jednolitej masy.  I teraz, zdjąwszy rondelek z płyty, zamiast syropu kukurydziannego dodamy melasy w ilości trochę więcej jak pół szklanki. Przyprawimy wanilią, skórką pomarańczową  i dodamy trzy rozbełtane całe jajka.

Do wyjętego z lodówki „crusta” nakładziemy połówek orzechów (pecan albo włoskich) i zalejemy tą masą z rondelka, po czym upieczemy w temperaturze 270 stopni przed trzy kwadranse do godziny.  Ten paj podawany jest na zimno.  Można nawet przygotować go na dzień naprzód i przechowywać w lodówce.

Wreszcie nieśmiertelne amerykańskie cookies. Mogą byc kruche, a mogą być miękkie.  Przyłączam się do większości amerykańskich konsumentów, preferując jednak miękkie.

Cookies to są okrągłe ciasteczka, a mamy tego kilka rodzajów: czekoladowe, z kawałkami czekolady zapieczonymi we środku, rodzynkowo cynamonowe, owsiane, kruche, maślankowe, a przy Świętach Bożego Narodzenia dochodzi owych ciasteczek jeszcze sto pięćdziesiąt milionów gatunków.

Dla przykładu poniżej chocolate chip cookies z posmakiem karmelowo maślannym:

W skład ciasta wchodzą: dwie szklanki mąki, pół łyżeczki proszku do pieczenia, cynamon, pół łyżeczki soli (wszak jesteśmy w Ameryce, nieprawdaż, i wszystko musi zawierać mieszankę cukru z solą), trzy czwarte polskiej kostki masła, rozdrobnionego na grudki, ¾ szklanki brązowego cukru, pół szklanki zwykłego cukru, wanilia, dwa jajka, 120 g połamanej na drobne kawałeczki gorzkiej czekolady, szklanka orzechów, lekko uprażonych na suchej żeliwnej patelni (oryginalny przepis woła o orzechy pecan, ale włoskie też moga być).

Mąkę zmieszamy z solą, cynamonem i proszkiem do pieczenia i odstawiamy na bok. W rondelku o grubym denku stopimy masło i lekko przyrumienimy. To nam zabrać może do czterech minut. Wymieszamy i wylejemy do większej miski, gdzie nieco przestygnie.  Dodamy wanilię, cukier biały i brązowy. Wymieszamy jeszcze raz i wbijemy jajka, dobrze mieszając, a następnie stopniowo dosypiemy mieszankę mąki, soli i proszku.  Schłodzimy ciasto w lodówce, albo w garażu (uwaga na naszych czworonożnych przyjaciół z lasu i pola).

Teraz łączymy czekoladę i orzechy z naszym ciastem i za pomoca łyżki kładziemy kupki na nienatłuszczoną blachę w odstępach co 5 cm.

Pieczemy przez 10 do 12 minut w temperaturze 385oC, az do złocistobrunatnej barwy. Wystudzimy i wkładamy do specjalnego słoja, skąd nasze Dzieciaki będą je ukradkiem podbierać.

Wreszcie śródziemnomorski akcent, czasem obecny na świątecznej wyżerce.  Gruszki w miodzie.  Nie, nie podamy przepisu na oryginalne kandyzowane gruszki z miodem, cynamonem, winem i gorgondzollą.  To juz byłaby rozpusta (może innym razem).  Po prostu gruszki w miodzie. Poniżej nieco zmodyfikowany przepis z www. Polki.pl

Weźmiemy cztery twardawe nieco gruszki, cytrynę, wino, lepiej czerwone niż białe.  Troche miodu, 10 deko cukru, cynamon, goździki i wanilię.

Umytą i wyparzoną cytrynę obieramy.  Umyte gruszki obieramy fikuśnie, żeby był jakiś wzorek z pozostałej na nich skórki.  Zaraz oblewamy sokiem cytrynowym, żeby nie ściemniały.  Znów uciekamy sie do pomocy naszego niestrudzonego dziś rondelka i zagotowujemy szklankę wody z miodem i cukrem, cynamonem, wanilią, goździkami, a także skórką cytrynowa i całą reszta cytryny.  04_gruszkiwwinieWkładamy do syropu gruszki, wlewamy wino i na bardzo wolnym ogniu gotujemy przez pięć minut pod przykryciem.  Potem wyjmujemy skórkę od cytryny, ażeby gruszki nie zgorzkniały i gotujemy jeszcze jakieś 10 do 15 minut. Studzimy, możemy dodać jeszcze trochę wina i podajemy wraz z polewą ciepłe lub zimne.

O, zrobiło nam sie miejsce w piekarniku. Wstawmy więc szynkę z ananasem, niech sie piecze.  W USA jest to alternatywa dla indyka, aczkolwiek niezbyt często aplikowana.

Wędzoną szynką z kością, westfalkę, wkładamy do plastikowego worka do pieczenia, na wierzch kładziemy plasterki ananasa i pieczemy w temperaturze 250 stopni C przez czas równy liczbie funtów wagi szynki razy 20 minut.  Oczywiście, nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie spróbowali ucywilizować tej metody, spolszczając ją nieco. Otóż przed pieczeniem, wymieszamy musztardę z miodem w równych proporcjach, aby otrzymać pół szklanki mieszanki i smarujemy tym szynkę ze wszystkich stron za pomocą zwykłego pędzelka do malowania detali ścian, oczywiście nie używanego poprzednio zgodnie z przeznaczeniem. Albo może być pędzelek do „grillowania”.  I dopiero teraz kładziemy ananasa i pieczemy.  Po wyjęciu z piekarnika i lekkim przestudzeniu, kroimy na plastry, albo spiralnie.

W następnym odcinku przyszykujemy stół i okaże się, czemu nasze dzieciaki kroiły surowe warzywka.

(Obrazek pochodzi z kuchniaplus.pl)

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantazje kulinarne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Świąteczny cykl, cz.V, Słodkości

  1. Jolanta Król pisze:

    Wszystko pięknie wyjaśnione, ale szczególnie dziękuję za gruszkę w miodzie. Na pewno przepis wykorzystam.
    Narobił mi Pan ochoty na te amerykańskie cookies. Nie wiem, czy się odważę sama piec, ale jadam (choć pewna przerwa) w Starbucksie. Znajoma lekarka mi mówiła, że od czasu do czasu nie zaszkodzi nieco się zasilić glukozą, i do tego małą gorzką kawką, bo rzeczywiście te amerykańskie ciasta są b. słodkie.
    Starbucks najbliższy na Nowym Świecie. Kusi bardzo. 🙂
    http://www.starbucks.pl/menu-list/food-list

  2. bardzo pisze:

    Mnie interesuje tylko, co daja w Warszawie w amerykanskiej kanapkarni Subway. Bo tu sie chwala, ze same zdrowe rzeczy.

    Starbucks slynie z drogiej kawy, choc rzeczywiscie troche lepsza niz zwykla. A czym moga zaimponowac w Polsce, gdzie normalna kawa jest o niebo lepsza niż ta dobra w USA?

    Polecam herbaciarnie na Chmielnej, nie pamietam nazwy, ale latwo poznac, bo na wystawie przepiekna bimbrownia, stylizowana na laboratorium chemiczne, a różnokolorowo podświetlana wieczorami. Znajduje sie naprzeciwko wyjscia z kina, okolo stu metrów na wschód od sciany wschodniej, po polnocnej stronie ulicy. Tam podaja herbaty smakowe z okrągłymi glutami.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s