Świąteczny cykl, cz. II, Indyk na poważniej i konkretniej

Teraz na poważniej i konkretniej.  Pogadajmy pokrótce, w jaki sposób Amerykanki przygotowuja indyka na świąteczny obiad.

Oczywiście najważniejszym elementem całej procedury jest precyzja organizacji w czasie.  Indyka rozmraża się od trzech do czterech dni przed czwartkiem, koniecznie w lodówce.  Czemu w lodówce, a nie w temperaturze pokojowej (kuchennej?)?
Otóż z dwóch zasadniczych względów.  Po pierwsze, pozostawiając tuszkę na zewnątrz, nie mamy żadnej kontroli nad różnicą temperatur w środku indyka i w jego wierzchnich warstwach.  Nawet umieszczając go w chłodniejszym miejscu, jak w garażu, albo przedsionku, zdani jesteśmy na łaskę Natury, która o tej porze roku bywa kapryśna.  Po drugie, ptak rozmrażany na  powietrzu może się zepsuć w warstwach podskórnych, przy czym we środku będzie wciąż zamrożony.  Po trzecie, pozostawione bez nadzoru mięso może stac się łupem sprytniejszych od nas istot, jak dzikie koty, szopy, czy nawet nasz rodzinny Pies.  A trudno od nas wymagać, byśmy przez cały czas mieli oko nad pożywieniem, tkwiąc nieruchomo w jednym miejscu z dubeltówką w garści.

Zakładamy zatem, iż we środę indyk już jest miękki. Rozmrożony, albo nabyty już w stanie świeżym.  Pierwszą rzeczą sięgamy w czeluść jamy brzusznej (indyka oczywiście) i wyciągamy zawinięte w pergamin podroby.  Serduszko możemy podsmażyć z lekka i oddać domowemu zwierzątku, które będzie nam zań bezgranicznie wdzięczne, a wątróbkę sobie później zutylizujemy.  Szyjkę możemy upiec obok właściwego indyka i jeśli ktoś lubi dłubaninę, to „be my guest”.  Umyjemy tuszkę pod bieżąca ciepłą wodą i osuszymy papierowymi ręcznikami z zewnątrz i we środku.  Tamże natrzemy ja czosnkiem rozgniecionym z solą, posypiemy lekko oregano (Polonusi nierzadko uzywaja do tego celu majeranku), pieprzem czarnym, jakże aromatycznym, po czym odstawimy, żeby sie przegryzł.  Możemy skropić bourbonem, czyli góralskim kukurydzianym bimbrem z Dymnych Gór w Kentucky i Tennessee.  Albo każda inną brandy.

W międzyczasie zrobimy nadzienie.  Amerykanka wysypie do miski zakupione w sklepie specjalne grzanki, to są takie chlebowe kostki lekko podprażone i podprawione ziołami, namoczy nieco, doda trochę soli i pieprzu i ma nadzienie, nawet nie powiem, dość smaczne.  Nadmiar owej substancji piecze się obok indyka, nierzadko na osobnej foremce, lub blasze i stawia na stole jako oddzielny dodatek.

A u nas, jak pamiętamy, nadzienie robiło sie w wątróbek drobiowych, wieprzowych, albo mieszanki tychże.  Przepuszczało sie je przez maszynkę, doprawiało pieprzem, solą, dodawało jajko, rozmoczone kajzerki i dużo, dużo siekanej zielonej pietruszki.  Wersja z majerankiem jakos mnie osobiście nie rajcuje. Podsmażana cebulka była bardzo wdzięcznym dodatkiem.

Spróbujmy w przybliżeniu podać jakieś proporcje na ten farsz.  Dwadzieścia deko wątróbek, i tu możemy dodać tę wyciągnięta z indyka, dwa jajka, przy czym oddzielnie dodajemy żółtka, a oddzielnie białka w postaci ubitej piany, rozmoczone i odciśnięte pieczywo w ilości mniej więcej odpowiadającej dwóm kajzerkom, (może byc troche więcej lub mniej) i pietruchy tak ze cztery łyżki czubate.

Inną wersją nadzienia byłoby napchać ptaka kaszą, ryżem, albo kartofelkami.  Albo też na sposób niemiecki, wszystkim, co mamy w domu, oprócz zmywaka do naczyń.  Zgrabnym składnikiem nadzienia jest pomarańcza ze skórką, przecięta na pół.

W każdym przypadku pamiętajmy wypełniać indyka nadzieniem do nie większej objętości niż dwie trzecie.

Nafaszerowanego indora możemy zaszyć igłą i grubą bawełnianą nitką, albo spiąć wykałaczkami i zasznurować bawełnianą nicia dentystyczną.  Posmarujemy olejem i przystąpimy do pieczenia.

Mamy następujące szkoły pieczenia indyka:

  1. Metoda klasyczna. Blachę wstawiamy do rozgrzanej dochówki i pieczemy w temperaturze 177oC, przy czym na każde kilo indyka dedykujemy około 45 minut pieczenia. Często polewamy pieczeń wydzielającym sie sosem, a przedwcześnie przyrumienione części zasłaniamy położonymi listkami grubej folii aluminiowej. Pod koniec pieczenia smarujemy ptaka śmietaną, wtedy skórka będzie chrupiąca. Moglibyśmy pieczeń przekręcić, ale wymaga to wielkiej zręczności i siły z uwagi na jej gabaryty, więc darujemy sobie ten stopień.
  2. Metoda torebkowa. Indyka umieszcza sie w specjalnej torbie do pieczenia, zakręca drutem albo zapinką i umieszcza w brytfance bez przykrywki Teraz nie trzeba polewać, a nawet nie trzeba smarować śmietaną, choc można po rozerwaniu torby. Także nie ma potrzeby używania folii aluminiowej.
  3. Metoda amerykańskich gospodyń wiejskich. Indyka wraz z blachą umieszcza się w torbie z grubego papieru i piecze w niskiej temperaturze przez cały dzień. W stu dziesięciu stopniach na przykład. Na koniec można zdjąć torbę i dorumienić jak w metodzie klasycznej.
  4. Smażenie w głębokim oleju. Tu nie ryzykowałbym nadzienia, które należałoby raczej upiec oddzielnie, co zajmuje o wiele mniej czasu niż gdyby znajdowało się w indyczych czeluściach. Nie przepadam za tym sposobem, bo daje on produkt ciężej strawny i marnuje duże ilości oleju nawet gdy użyjemy specjalnego elektrycznego kociołka.
  5. I wreszcie sposób najciekawszy, choć również nie pozwalający na faszerunek. Ale w tym przypadku musimy mieć albo nieco mniejszego indyka, albo nieco większą dochówkę. Indyka stawia się pionowo na rusztowaniu z grubego drutu, a w odwłok wsadza się otwartą puszkę z kokakolą, albo lepiej z piwem.

Jak się indyka podaje, już opowiadaliśmy, ale na to nie ma reguły, ani przesądów.  Można popuścic wodze fantazji i nawet zaprezentować go z jabłkiem w ryju, jeśli to tylko możliwe. Teraz to byłoby nawet w modzie, jako że się na nas Rosja w temacie jabłek wypięła.

Mamy zatem amerykańska wersję pieczeni z indyka, czyli z chlebowym wypełnieniem, a także nieco ucywilizowaną, mianowicie z farszem wątróbkowym.  W następnym rozdziale sporządzimy gravy czyli gęsty sos-polewę, oraz ugotujemy kartofelki na farmerską modłę.

thanksgiving-turkey-dinner-2

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantazje kulinarne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Świąteczny cykl, cz. II, Indyk na poważniej i konkretniej

  1. Jolanta Król pisze:

    Jak Pan pisze: kartofelki, to tak od razu ciepło robi się koło serca. Swoją drogą Ameryka szczęśliwy kraj – krząta się koło indyka. U nas Święto Niepodległości. 11 listopada. Znowu zderzą się polityczne fronty, bo to już od wielu lat nie jest święto ogólnej radości, ale takiej radości jakby rozparcelowanej. Ja nikomu nie zabraniam artykułować swoich racji, ale to jakieś przykre, że w tym dniu nie potrafimy być zjednoczoną wspólnotą. Przy Pana kartofelkach, to może byśmy się opamiętali, pobratali, i tak Polak byłby przychylny Polakowi.
    Ja sama też nie bez winy, i nawet może bym uśmiechała się do moich „ulubionych” eselduszków, niektórych, at least. 😉
    Ale odbiegam od tematu. Pan mnie zawsze tak nastraja. Dzisiejszy indyk jest skrojony na moje możliwości kulinarne, raczej skromne, ale przecież zapał zawsze jest, i umiłowanie – UMIŁOWANIE – języka kulinariów i Pana gawędy.
    Pewne zasady są uniwersalne (to stopniowe rozmrażanie w lodówce), i dotyczą różnych tuszek, jak sądzę. To samo z pieczeniem. Ale Pan wycyrklował tę temperaturę: 177 stopni Celsjusza!!! Z moją prymitywną gazową Amicą osiągnięcie takiej precyzji jest niemożliwe, niemniej będę zmierzać do ideału.
    A serio. To nacieranie ptaka czosnkiem, solą, majerankiem, jest proste, przyjemne, i łapki (gospodyni) same się o takie czynności proszą. Co prawda moja przyjaciółka preferuje zanurzenie w solance, ale ja bym miała wątpliwości. Solanka rewelacyjnie sprawdza mi się z kulką cielęciny (baba z cielęciną po biurach chodzi, jak drzewiej bywało, w komunizmie, nic się nie zmieniło).
    A metoda nr 5? To na serio? Bo ja się czasami gubię się w meandrach Pana poczucia humoru.
    Farsz wybieram „niemiecki”, z dominantą pomarańczy.
    Proszę Pana, ale dziś jedzonkowa rozpusta, bardzo dziękuję. 🙂

  2. bardzo pisze:

    Na serio. Zwykle stosuje sie ja na przykrytym BBQ, czyli po polsku grillu, albo w przypadku dochowki, to na mniejsze jakies ptactwo, jak kaczka albo nawet kura. Sam sie troche boje tak piec, bo kto wie, co farba na puszce moze zrobic w podwyższonej temperaturze. Ale jako ciekawostkie zawsze mozna przytoczyć.

    Do sprawy demonstracji niepodleglosciowej mam pewne obamy, bo teraz jest „doskonała” okazja, zeby prowokacjami skompromitować idee manifestacji. Wystarczy jeden Ukrainiec z portretem zwyrodnialca, widelcem i chakenkrojcem i już nie potrzeba gości zza Odry zeby polska jednote rozpirzyc na wsie swieta storony. Niedobre czasy.

    Oglądam ruskie program i imprezy. Jeszcze nam wolno. Jak tam pięknie akcentuje się i hołubi patriotyzm. U nas patriota to synonim zapyziałej dulszczyzny i jakiegos tam anty juz nie wiem czego. To jest chore.

    Powinienem sie starać jak ognia pod garnkiem unikać politycznych wtrętów na kuchni, ale co ja poradzę na to, że sztuka kulinarna pełna jest niepoprawniackich politycznie akcentów. Gdyby wordpresy umiały po polsku, juz by dawno zamknęły tę witrynę. No bo tak: Było o bigosie po polsku, był tatar, był barszcz ukraiński, indyk po niemiecku, francuska zupa, ryba po żydowsku, jeszcze chyba nie było mazurka po cygańsku i ruskich pierogów. Sam szowinizm lokalny, zwany współcześnie f…zmem. Kuchnia faszystowska. Bo zara zdechne ze śmiechu pełnego goryczy.

    Od dziś każde danie będzie sze nazywacz potrawa po brukselsku. Wprawdzie Apicjusz odradzał jakiemuś szwagroszczakowi wielkiego Oktawiana Druscillowi spożywanie brukselki, jako że jak utrzymywał, jest to potrawa dla pospólstwa, ale czasy sie zmieniaja i wszystko płynie, jak powiadał pan Tarej.

    Róbmy więc swoje. Mam nadzieję, że zwabimy do rozmowy grono nieco szersze niż osób trzy.

  3. Jolanta Król pisze:

    Istotą kultury europejskiej jest jej lokalność i różnorodność. Rodzinna Europa, pisał Cz. Miłosz. Także ja b. lubię Pana niepoprawniackie politycznie wtręty.
    Na pewno wiele głodnych mordek się tu zejdzie. Albo i już się schodzą cichaczem. Mordki rumieńcami się oblewają z emocji – tyle wrażeń, taka feeria smaków.
    Czytają, porywają i drukują myślę. Nota bene jest to intelektualne złodziejstwo (sic!).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s