Zupka cebulowa francuska, a także zupka z porów i kartofli

W sytuacji oczekiwania na posiadanie odrobiny czasu, energii, a także chęci przez naszą ulubioną Panią Ilustratorkę, która zadeklarowała swój udział w tworzeniu tej witryny, ugotujemy sobie może jeszcze jedną zupkę, lub dwie.  Do tego tematu rysunki można tymczasowo podwędzić z Sieci, żywiąc nadzieję cichą, iz nikt nie zauważy.

Zupy to zupełnie niedoceniany dział sztuki kulinarnej, przez naszych Rodaków uważany za grę przedwstępną do głównego dania.  A przeciez zupa może sama w sobie dawać potężny zastrzyk energii i stanowić jednodaniowy posiłek, co docenili Niemcy za czasów Trzeciej Rzeszy, kreując tak zwany Eintopf, w którym łyżka stoi, a także Amerykanie ze swoim chili, a i Polacy nie pozostali w tyle, wysuwając się na czoło z arcydziełem pod niezbyt apetyczną nazwą Flaki.

Nie rozgadując się zbytnio, sporządźmy najpierw zupę cebulową po francusku.  Danie jest proste i wręcz emanuje intensywnym smakiem.  Można je ugotować na wywarze mięsnym, kostnym, a nawet (wstyd przyznać) na kombinacji warzyw z dodatkiem vegety.

Zaczynamy jak zwykle od pokrojenia cebuli.  Na powiedzmy półtora litra zupy pokroimy w plastry cztery spore cebule.  I zaraz podeszklimy w rondlu na trzech łyżkach masła albo na oliwce z oliwek.  Zaleca się wymieszać olej z oliwek pół na pół z rzepakowym.

Przed wrzuceniem cebuli możemy na olej wrzucić duży ząbek czosnku, pokrojony grubo, żeby sie nie przypalił.  Gdy cebula jest już prawie gotowa, dodajemy trzy czwarte łyżeczki suszonej bazylii. Jeśli mamy jakieś inne pomysły, możemy je wprowadzić w czyn właśnie w tym momencie.  Możemy dorzucić nieco marchewki pokrojonej w cienkie plasterki, byle nie za dużo, możemy dodac słodkiego pieprzu zwanego w Polsce papryką, możemy dodac cokolwiek, co z cebulą dobrze idzie wespół.

Teraz dolejemy rosołku, albo wywaru z kości, albo gorącej wody z dodatkiem vegety do smaku tak, żeby wyszło nam około pół litra zupy, albo troche więcej.  Pogotujemy kilka minut i doprawiamy solą, pieprzem, a na koniec wlejemy kieliszek wina.  Francuzi twierdzą, że bezapelacyjnie musi ono byc białe i wytrawne, ale ja polemizuje z obydwiema tezami, albowiem osobiście najczęściej używam czerwone. jeszcze dodamy karmel, który sami sobie zrobiliśmy podgrzewając ostrożnie na jak najmniejszej patelence pół łyżeczki cukru.  Na sam koniec regulujemy moc przypraw za pomocą szczypty cukru albo lepiej paroma kroplami miodu.

Zupkę nalewamy do glinianych miseczek, a najlepiej kamionek, (przy czym, ponieważ moja znajomość mowy Maupassantów i Camusów jest zerowa, nie mam na myśli samochodów ciężarowych, tylko takie czarki z ciemnej gliny),  i na wierzch każdej wkładamy grzankę z bułki, a jakże, paryskiej.  Posypujemy tartym serem i zapiekamy w piekarniku, aż nam się ten ser roztopi i z lekka przyrumieni.

french_onion_soup_feature

Ot, to cała filozofia związana z zupą cebulową.

W ogóle należy stwierdzić (za prof, Bergerem), że na eleganckie okazje podaje sie zupy czyste, albo kremiste, co z mety dyskwalifikuje poczciwe flaki.  A szkoda.  Jeśli znajdziemy sie w towarzystwie i otrzymamy zupę w kokilce z jednym uszkiem, możemy spokojnie popijac płyn prosto z naczynia.  Jeśli miseczka nie posiada uszek, albo ma ich dwoje, niestety, musimy się męczyc łyżką i nie wolno nam przechylać naczynia w celu dokładniejszego wybrania resztek zupy, choćby nie wiem, jaka była smakowita.

Zrobimy teraz może zupkę z pora, z przepisu pani Uli.

ZUPA ZIEMNIACZANO-POROWA Z ŻÓŁTYM SEREM

Nie tak dawno Gajówkowa pani Ula upichciła doskonałą zupę, do czego ispiracji dostarczył jej miesięcznik „Dania za grosik”. Zupa jest w smaku łagodna, albowiem por przed dodaniem do garnka obgotowuje się w oddzielnym naczyniu. Pani Ula nie byłaby panią Ulą, gdyby oparła się pokusie zmodyfikowania nieco tego prasowego przepisu.

A zupkę sporządza sie w sposób następujący:

Bierze się pół skrzydła od indyka (tak powiada przepis, ale pani Ula użyła tu wieprzowe kostki w ilości 30 deko), zalewa dwoma litrami wody i gotuje w przeciągu pół godziny. To znaczy się, nie trzeba otwierać okien, żeby był przeciąg, ale po prostu owo gotowanie ma trwać trzydzieści minut. Potem obiera się pół kilo kartofli i kroi w drobne kostkie. Także ćwierćkilowy pęczek pora trzeba umyć i pokroic w dolarki. Mogą być ukośne. Oczyszczanie pora to jest rodzaj sztuki.   Otóż nie wystarczy opłukać pod bieżącą wodą, ponieważ ogrodnicza ziemia ma tendencję zbierania się w miejscu, gdzie liście przechodzą z zieleni w jasną żółć i stamtąd jest ją pierońsko ciężko usunąć.  Można wstępnie umyty por kroić w owe wyżej wymienione dolarki, a gdy dojdziemy do stefy krytycznej, to ją kroimy na sitko i nakrojone krążki płuczemy oddzielnie. Pokrojony por pogotujemy w oddzielnym garnku przez jakieś dwie minuty (niekoniecznie w przeciągu). Odcedzimy, wrzucimy do naczynia z kartoflami i niech się pichci.

Teraz na dwie łyżki rozgrzanego oleju wrzucimy pokrojony cienko wędzony boczek w ilości 15 deko, a gdy się trochę podsmaży, dodajemy taka sporą cebulę. O, teraz to zaczyna pachnąć dość interesująco. Muszę wtrącic swoje trzy kanadyjskie centy i zasugerować odrobinę czosnku dla spotęgowania wrażenia.potato-leek-soup-su-l[1] Gdy uznamy, że boczek z cebulą jest już zjadliwy, bezceremonialnie wrzucimy zawartość patelni do gara z zupą. Posolimy, popieprzymy, możemy dodac maleńka szczyptę bazylii. Gdy kartofle będą miękkie, co nastąpi po jakichś dziesięciu minutach, wyciągniemy mięso, czy kostki, posiekamy co tam nadaje sie do posiekania i wrzucimy z powrotem do zupy. Zaciągniemy śmietaną, ale nie musimy się martwić o niekoszerność gotowego dania, ponieważ jak pamiętamy, użyliśmy juz boczek, co i tak już dyskwalifikuje zupę jako potrawę politycznie poprawniacką. Dodamy ze cztery łyżki żółtego serka, który utarliśmy uprzednio na tarce o grubych oczkach (wtedy zupa sie będzie trochę ciągnąć) i przyprawimy cieniutkimi krążkami ostrego pieprzu, na ten przykład czili, albo jalapenho.

(Obrazek pochodzi z witryny „My recepes”)

No to może jeszcze zupka marchewkowa z imbirem. (przepis dziewiczy, bo taki udziwniony to już był)

Kilo marchwi smażymy na oleju z oliwek z dodatkiem czosnku, aż trochę zmięknie. Zalewamy dwoma litrami gorącego rosołku, albo wody z wegetą i przyprawiamy oregano, odrobiną bazylii, solą, pieprzem i dodajemy pół łyżki mielonego imbiru albo półtorej łyżki świeżego tartego.  Jeśli imbir, to i gałki muszkatołowej musimy sypnąć, ale bardzo, bardzo oszczędnie.  O takich szczegółach jak na ten przykład sól, czy pieprz, nie muszę chyba nadmieniać, nieprawdaż.  Znów dodamy kieliszek wina, tym razem wyraźnie białego i zabielimy zupę śmietaną z dodatkiem łyżeczki mąki.  Możemy dosmaczyć, dokładając łyżkę masła.

Ta zupka nieźle „idzie” z grzankami z bułki włoskiej.

 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantazje kulinarne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na „Zupka cebulowa francuska, a także zupka z porów i kartofli

  1. Jolanta Król pisze:

    Matko, jakie to jest dobre, ta zupa cebulowa, ja to dzisiaj robię!!! Zastosuję się ściśle do Pana uwag (o krojeniu czosnku, mieszaniu olejów, przyrządzaniu karmelu). Wywar zrobię na kurzych skrzydełkach. Przy okazji sprawdzę, czy krojenie cebuli wpłynie na mnie tak samo jak na Pana: czyli terapeutycznie. 😉
    Dziękuję Panu po wielokroć, pozwolę sobie wieczorem zajrzeć tutaj i napisać, jak mi ta zupa wyszła. Poza tym mam dla Pana pewną małą opowieść, to tak na marginesie jednego z Pana komentarzy. Obiecuję, że do maksimum powściągnę moje gadulstwo.
    Pozdrawiam. 🙂

  2. bardzo pisze:

    Nie trzeba powsciągnowywać. Po to sa fora, żeby sobie pogadać.

  3. Jolanta Król pisze:

    Uprzejmie informuję, że wszystko zakupiłam, każdy potrzebny do tej zupy drobiazg (nie trzeba tego wiele, ale bazylii np. nie miałam), a przy okazji też nowy garnek, bo się trafił taki fajny, dobrze się w ręku układający, niemniej czekam na powrót córuni z ważnego dla niej wyjazdu, więc dziś obiadek dość banalny, zupa cebulowa będzie jutro.
    Z moją historią muszę wrócić do poprzedniego wpisu. Pan pozwoli, że jednak zachowam umiar. Ja siebie znam. Rozgaduje się niemożebnie. 🙂

  4. bardzo pisze:

    Nie musi być bazylia. Moze byc kazde inne ziolko, ale zeby sie nie kłóciło z cebulą, jak np. mieta albo anyż. A jak nic nie bedzie, to tez dobrze, bo cebula i troche czosnku daje juz dosc intensywny smak. Tak jak malarzowi nie dyktujemy wyboru palety, tak i kucharzowi nie każmy malować swych kuchennych obrazów pod nasze dyktando, bo wtedy zaniknie sztuka.
    Gdy pani Ilustratorka znow nas odwiedzi, zapytamy ja o opinie względem tej palety.

  5. Ania pisze:

    Drodzy Państwo, bywam tu, bywam. Czytam wszystko z ogromną przyjemnością, również wpisy Pani Joli, ale czuję się bardzo niezręcznie wobec oczekiwania Pana Bardzo, bo brak ilustracji jest zupełnie ode mnie niezależny.

    Najbliżsi oczekują mojej pomocy, a ja muszę tak lawirować, żeby nikt nie poczuł się zawiedziony i żeby mi też czasu zostało na własne zajęcia. Nawet niedzielę zarwałam na dokończenie paprykowego leczo, które robię na zimę.
    Zostawiałam to na moment, kiedy będzie sucho i w związku z tym mniej grzybów , bo mąż niemalże codziennie je zbiera i nie mam kiedy robić innych przetworów.
    Ale może przyszły tydzień przyniesie więcej wolnego i będę mogła sprawić naszemu przesympatycznemu Panu Bardzo niespodziankę w postaci jakiegoś rysunku.
    A swoją drogą, jakiż z Niego jest uparciuch! Nie odpuści.

    Życzę wszystkim , którzy tu zaglądają, miłego niedzielnego popołudnia. Podobno ma padać, ale ja lubię deszcz.

  6. bardzo pisze:

    PPMDiT (Polska Partia Milosnikow Deszczów, Burz i Tornadów).

    Tez lubie deszcz, a burze oglądam przy otwartym oknie.

    Zdajemy sobie sprawe z tej tragedii dnia dzisiejszego, gdy nie ma czasu właściwie na nic Na wiosne uporządkowaliśmy teras z tyłu domu, ale w ciągu całego lata mogliśmy tam posiedziec może ze cztery razy po pare minut. Życie tak zostało zaprojektowane nie przez Najwyższego Demiurga, ale wykrzywione przez jakże niedoskonałych ludzi, w dodatku niedoskonałych wśród niedoskonałych… Cóż, uświadomienie sobie tej sytuacji to pierwszy stopień do wyzwolenia, przeto romaite szajsmedia staraja sie odwrócić naszą uwagę od spraw istotnych.

    Nie poganiam w sprawie rysunków, czekam cierpliwie. Cierpliwościa i praca ludzie się doprowadzaja do grobu, czy jakoś tam to porzekadło brzmiało…

    Pani Aniu, jeśli nie ma Pani czasu na rysunki, proszę choć skrobnąć czasem. Słyszałem na ten przykład, że Pani ma przepis na rewelacyjną mieszanke ziołową, przy której prowansalskie ziółka żabojadów smakują jak pęczek wodorostów.

  7. Ania pisze:

    Jaka tam ona rewelacyjna. Zwyczajna taka mieszanka, ze zdrowych, jędrnych liści selera, pietruszki i pora. Trochę wiórków marchewki i korzenia pietruszki. Pietruszki, a nie pasternaku, który często udaje , że nią jest.
    Suszę też razem, ale w mniejszej ilości cebulę, lubczyk i estragon, który doskonale zastępuje sól. Po wysuszeniu łatwo się wszystko rozdrabnia , miesza i zamyka razem z tym niewiarygodnie intensywnym, zniewalającym zapachem , w słoiku malowanym farbami… oj, sorry. Malowanie słoików to zupełnie inne forum. A więc zamyka się w szklanym, szczelnym naczyniu.

    Największą zaletą takiej domowej przyprawy jest to, że nie ma w niej sztucznych barwników, wzmacniaczy smaku i zapachu (glutaminian sodu rozwalający żołądek), soli, cukru, ziemniaków, ani skrobi, soi, czy mleka. Na duży garnek zupy wystarcza jedna pełna łyżka suszu i można już nie dodawać soli. Ja lubię romantycznie, a właściwie, aromatycznie (to przez ten lubczyk), więc dodaje łyżki dwie.

    Ale zupa cebulowa będzie ściśle według przepisu Pana Bardzo. Bez użycia mojego wynalazku.

  8. bardzo pisze:

    A w jakich proporcjach i jakie rozdrobnienie poszczególnych składników?

    Glutaminowy kwas przepisywany jest przez psychiatrow na polepszenie intelektu. Wiem, bo gdy udawałem świra żeby sie wykręcić od woja……..

    A malowane szkło w wykonaniu pani Ani nie jest żadna tajemnica, jako że siedzi na guglu od dawien dawna…

    O, tu:

    https://encrypted-tbn2.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcST-PREzbDTYlrLS5zsROv-YRU0v3QKGk4bgxe8foG51gufaxf8ng

  9. Jolanta Król pisze:

    A ja od razu, jak tylko Panią Anię poznałam, pomyślałam sobie, że ona jest artystką. Szkło malowane piękne. Ja nie zostałam obdarzona takimi talentami, ale muszę powiedzieć, jestem miłośniczką malarstwa. Jak planuję podróże to pod kątem galerii i muzeów. Może nawet już pewna mania, ale pocieszam się, że jeśli mania, to przecież nie sprawiam nią nikomu krzywdy.
    Deklaruję, że w kwestii glutaminianu sody coś doczytam. Naprawdę staram się i różne książeczki dot. żywienia kupuję. Taka np. pozycja Julity Bator: „Zamień chemię na jedzenie”.
    Pozdrawiam Państwa serdecznie. Proszę dbać o siebie. Przyszły jesienne chłody. Moje korzonki to niezawodny barometr, niestety.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s