Coś dla ducha

ObrazekW mądrej kuchni zawsze jest miejsce na pewną ilość produktów zawierających etanol, w skrócie nazywany alkoholem.  Niektóre z nich zaliczamy do odżywek, jak piwa, pewne rodzaje win, czy specyficzne likiery, pozostałe wina i większość wódek należy do grupy używek, a wybrane i bardzo oryginalne produkty możemy obdarzyć nowoczesną jakże modną obecnie nazwą nutraceutics, co oznacza środki zywnościowe pełniace funkcje lecznicze.

Rozprawmy się teraz krótko i zdecydowanie, jednym zdaniem, z powszechnym mitem, pielęgnowanym w nas przez tych, którzy chcą w nas zarżnąć resztkę rozsadku.  Alkohol jest szkodliwy tylko wtedy, gdy używany jest nieprawidłowo.  Na przykład w nadmiarze.  Dokładnie tak samo, jak inne produkty, które spożywamy.  Nie dajmy się zwariować.

Popiszę trochę, na złość tym, którzy nie lubią długich i nudnych felietonopostingów.  Popiszę o tym, o czym pisać lubię i na czym trochę się znam.  Popiszę o napojach, które zwykle spożywamy z przyjemnością.  Niech sobie chociaż trochę popiszę…

Zacznijmy od wódek.

Nie przepadam za wysokoprocentowymi napojami, ani za slow drinkami, w których dominuje słodkość. Wolę osobiście dobrej jakości wino, zwłaszcza czerwone i zwłaszcza ze słonecznej Toskanii.

Ostatnimi czasy każdego roku na amerykańskim rynku pojawia się trzydzieści nowych wódek.  Od małych marek do luksusowych flaszek z importu, rynek gorzelniczy eksploduje niczym koktajl Mołotowa.  Aktualnie, co czwarta butelka kupowana w USA okazuje się być butelką wódki.

Tutejsi znawcy twierdzą, że do Martini, uchodzącego tu za najpopularniejszy napitek barowy, należy teraz używać czystej wódki Grey Goose albo Skyy.  Te marki znakomicie moim zdaniem nadają się do spożywania w formie czystej (oby tylko w umiarze).

Najbardziej unikalna wódka to Ciroc.  Jest to produkt klarowny, bez dodatków smakowych czy barwników.  A oryginalność Ciroca polega na tym, ze odpędzany jest z trzech odmian białych winogron, które zbierane są dopiero po nadejściu pierwszych mrozów, która to procedura bardzo ciekawie wpływa na smak tego trunku.

W tym miejscu chciałbym nadmienić, iż jarzębina na nasz krajski jarzębiak i inne przetwory, również zbierana jest po pierwszych przymrozkach.  Także najnowszy calvados kanadyjski sporządzany jest z przemarzniętych jabłek.

Innym szlachetnym wysokoprocentowym produktem jest Fris.  Podczas destylacji fuzle sa w nim wymrażane, co daje produkt bardzo łagodny w smaku, mimo standartowej mocy.

I tu pozwólmy sobie na dygresję.  Dość popularnym sposobem uzyskiwania mocy w domowych alkoholach jest wymrażanie zwane fachowo eutektycznym.  Proces ten jest tak samo nielegalny, jak i tradycyjny odpęd przez destylację.

Doskonała wódka, o wiele czystsza w smaku niż niegdyś, to Smirnoff, ktory przebojem powrócił na rynek.  Zupełnie nowe warianty Smirnoffa to odmiana o smaku zielonego jabłuszka i malin.

Polskie wódki, szczegolnie te, ktore pędzone są z kartofli, to trochę inna kategoria, raczej dla amatorów.  Są one zazwyczaj dość specyficznie ostre w smaku, choć do mieszanych drinków nadają się doskonale.  Niektóre rozlewane są we flaszki o bardzo wykwintnym zaprojektowaniu.  Znana i ceniona niegdys Wyborowa ustępuje nieco pola takim wódkom, jak Belweder, czy Szopen.  Dawną Starkę zastępuje na rynku nieco perwersyjna Dębowa.  Rzecz jasna, oryginalne i niepowtarzalne produkty jak Jarzebiak, czy Żytnia nie czują się niczym zagrożone.  Tak samo nalewki ziolowe, jak słodkawa Żołądkówka nazywana nie wiadomo czemu gorzką, czy Żubrówka, albo rozmaite Sobieskie.

Rzecz oczywista, ziemniaczanny spirytus produkcji polskiej nie ma sobie we świecie równych.   Sama nazwa spirytusu to skrót od starodawnego określenia Spiritus Vini, czyli duch wina, co uzasadnia tytuł niniejszego wpisu.

Wódkę po polsku pić należy jak najbardziej zmrożoną, aż do konsystencji nieco oleistej.  Trzeba bardzo uważać, ponieważ przechodząc przez gardło, zimna wódka nie sprawia wrażenia zimnej i bardzo łatwo się przeziębić.  Radziłbym popijać napojem gazowanym, jako że dwutlenek węgla działa jako izolator, nie dopuszczając do gwałtownej wymiany ciepła między wódką a gardłem.  Aby nie zamaskować smaku wodki, osobiście stosuję do tego celu zwykłą wodę sodową.  Popularne pop sody są nadzwyczaj szkodliwe, albo nawet trujące, szczególnie te, które zwane noszą na etykietce nazwę dietetycznych.  Także bardzo ważny jest odpowiedni dobór przegryzek.  Nie mogą one byc ostre czy pieprzne, aby nie zwiększac intensywności przyswajania, ale muszą być treściwe, choć niewielkie.  Śledż w oleju (dużo cebuli – moja prywatna preferencja), albo tatar (ditto) to chyba idealne zagrychy.  Z ciepłych polecam bigos, flaki, kaszankę z cebulą, czy kielbasę z ogniska (znad żaru, nie z płomienia!).  Perwersyjni smakosze wysoko w tej roli cenią smażone bycze jądra z cebulą, krajane w cienkie talarki.

Prosze unikać kwaśnych zagryzek w połączeniu z napitkami sporządzanymi na pestkach, jak śliwówka, śłiwowica, czy wiśniówka.  Śladowe ilości cyjanków pochodzących ze środków pestek (jąder, ale to słowo już było, a repetycje w tekście nie świadczą dobrze o autorze) mogą uwalniać kwas pruski – HCN, albo cyjan (CN)2, co grozić może co najmniej niezbyt pozytywnym samopoczuciem, a w przypadkach drastycznych, wizyta w przychodni.

Gościom możemy zaoferować drinki mieszane, zwłaszcza gdy chcemy zorganizować niewielką  recepcję w atmosferce bułki przez bibułkę.  Do mieszanych drinków nie są potrzebne żadne przegryzki.

Do dzieła zatem.

Sprobujmy może najpierw zrobić klasyczne martini (sam za tym nie przepadam, ale niech już będzie).

Bierzemy kieliszek w kształcie szerokiego lejka i zamrażamy w lodówce.  Tymczasem wlewamy do szklanki na lód wodkę czystą w ilości 100 ml – na przykład jedną z wymienionych na początku albo Smirnoff, lub jeśli dżin, to najlepiej Tanqueray albo Beefather z głową dzika oraz bardzo mało wytrawnego Wermachtu.  Amerykanie polecaja wermut francuskiego chowu.  Teraz zawartość szklanki mieszamy bagietką w jedną stronę (nie wytrząsamy, jak powiada agent 007 James Bond) 30 razy gdy kostki lodu są duże, a 50 razy gdy małe, po czym odcedzamy do kieliszka, który właśnie zamroziliśmy.  Lewicowcy mieszają w prawo, a konserwatyści w lewo.  Na wykałaczce (określenie: „szpadka” śmierdzi mi strasznym eufemizmem) wkładamy oliwkę bez pestki i pozbawioną czerwonego pieprzu pimiento.

Teraz dla odmiany coś prostego.  Studencki harcerzyk, ktory tu zwany jest Screwdriver.  To wcale nie oznacza pierdzielnietego kierowcę, ale zwykły śrubokręt.  Albo jako metafora, „prowadzący do pokręcenia”.  Bardzo, bardzo zacny napitek.

Do wysokiej szklanki nalewa się na lód najpierw Smirnoffa albo Wyborowej w ilości 100 ml, a potem 150 ml soku pomarańczowego.  Tak się to robi tutaj na miejscu.  Za czasów studenckich stosowaliśmy proporcję prawie pół na pół.

Ciekawa mieszanka nosi nazwę Mudslide, czyli lawina błota.  Do barowego wytrząsacza nalewa się po 30 ml wódki, Baleya, kawowej Kahluy i słodkiej śmietanki.  Wytrząsa się zgodnie z zawołaniem owego utensylium i nalewa na lód do szklanki.  Prywatnie radziłbym do wytrząsacza także włożyć kawałek lodu, aby zapobiec zwarzeniu się śmietanki.

Byłbym zapomniał, a od tego przecież należało się nam zacząć.  Martini dla naszych Najpiękniejszych Pań po raz pierwszy.

Weźmiemy sto gram Ciroca i 60 gramów soku z białych winogron.  Wytrząśniemy z lodem i wlejemy do dużego kieliszka, którego krawędź zwilżyliśmy sokiem i udekorowali grubym cukrem.  Do środka wrzucimy zamrożone białe winogronko. Albo dla hecy sułtański rodzynek. To wychodzi tak samo doskonałe ze Smirnoffem, albo inną neutralną wódką.

Emeryci lubią Gimlet (ja nie).  Do 60 ml dobrej czystej wódki (zalecana jest Grey Goose, ale Smirnoff albo Wyborowa pracuje tu równie dobrze) dolewamy 15 – 20 ml soku z zielonej cytrynki zwanej lime.  Wciskamy też kilka kropel soku ze swieżej lime i wytrząsamy z lodem, po czym odcedzamy do kieliszka od wina.

Dla odmiany krwawa Mańka, czyli Bloody Mary.  Amerykanie robia ją tak:  Biorą 45 ml wódki, dwie chlupki sosu Worcestershire, troche Tabasco, sól, pieprz do smaku, parę kropel soku z cytryny i 120 ml soku pomidorowego.  Polewaja to na lod i dekorują zielonym selerem i surowa marchewką krojoną „we słomkie”.

Sobie  robię trochę inaczej.  Na kilka kostek lodu w szklance polewam wódkę, albo Kentucky Bourbon na wysokość jakiejś ćwierci szklanki.  Potem dodaję troche soli i pieprzu, czasem odrobinę czerwonego pieprzu pepperoncino, albo cayenne.  Także kroplę oleju, najlepiej z oliwek.  I dopiero teraz sok pomidorowy, prawie do pełna.  Seler i marchewka.  Zamiast worcestershire stosuję koncentrat maggi, bardzo niedużo, najwięcej ze dwie krople.

W warunkach polowo-ogniskowych pocieszaliśmy się nastepujacą wersją Krwawej Mańki:

Do szkalneczki literatki (jak mieliśmy, a jak nie, to do musztardówki) wlewaliśmy do połowy zimny sok pomidorowy.  Na to szła kropla oliwki, a potem ostrożnie podwarstwiało się, czy raczej nawarstwiało czysty spirytus.  Nie wolno było tego mieszać, bo zawartość naczynka natychmiast się ścinała i trzeba ją było wydłubywać łyżką.  Należało wziąć głęboki oddech i wypić jednym haustem, po czym głośno i dobitnie wypowiedzieć bardzo nieprzyzwoite słowo w języku polskim, a zapożyczone z ruszczyzny, a zaczynające się na literę ha (w Polsce południowej pisane przez ce-ha).  Najpierw nastepowalo ukąszenie spirytusu w krtań, nastepnie aaaach – chłodzenie przełyku sokiem pomidorowym.  Zamiast owego słowa na ha, można było po prostu po tym gwizdnąć, a to żeby się nie zatchnąć oparami spirytusu.  Nie było nigdy po tym kaca.  Spirytus nie zawiera wszak prawie wcale fuzli, a sok pomidorowy przecież jest znanym i lubianym lekarstwem na pochmiel.

Problem był w tym, że gdy rozsmakowalismy sie w takiej zaimprowizowanej Krwawej Mańce, to potem nie mogliśmy tolerować zwykłej wódki, która nas literalnie rzucała o ścianę z obrzydzenia.

No to może przerwijmy na dziś nasze rozważania, ciąg dalszy pewnie i nastapi.

Reklamy
Notatka na marginesie | Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantazje kulinarne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s