Obwarzanki alias bejgiele

Ostatnimi czasy spotykam sie z nawpółżartobliwymi zarzutami, jakobym pisząc o kuchni starszych braci, wykazywał postawę, jakby tu rzec, antypatriotyczną.  Cóż, polemikę w tej materii pozostawię na forach i blogach zainteresowanych tą tematyką, a w tym miejscu koncentrujemy się na się opisywaniu rozmaitych potraw, mniej lub więcej codziennych.

Za czasów mojej młodości (czy kiedykolwiek takie czasy istniały?), kupowało sie pieczywo w zasadzie codziennie i nie ma się czemu dziwić, skoro każdy lubi świeże.  Ten zapach piekarni unoszący się na odległość kilku przecznic, ta chrupiąca, gruba skórka, ten gorący miękisz, nie za twardy i nie za miękki, a wcale nie gliniasty i ten ból żołądka po spożyciu świeżego, ciepłego drożdżowego chleba.  Wszak pamiętamy ten epizod z Piotrusia Pana, gdy to kapitan Hak wraz ze swą załogą  postanowił uśmiercić dzieciaki przy użyciu świeżego tortu z drożdżowego ciasta.  Jednak Wendy, pełniąca rolę opiekunki całej tej czeredy, kategorycznie zabroniła dotykania owego podrzuconego wypieku, przez co ten klasycznie się zestarzał, sczerstwiał, wreszcie stwardniał i któregos dnia sam kapitan Hak potknął się o ten zdradliwy prezent, wykopyrtnął się i stłukł tam sobie nie pomnę nawet co.

W wyborze artykułów piekarniczych rodzime piekarnie nie miały sobie równych chyba na całym świecie, no, może z wyjątkiem rzymskich, czy w ogóle włoskich.  Był chlebek zwyczajny, wiejski, koszykowy, baltonowski, praski, może ktoś pamięta komiśniak?  Były chleby razowe, graham z pełnej pszennej mąki, był chlebek turecki zwany świętojańskim, były chrupiące bułeczki zwyczajne, znane popularnie jako dupki, solanki, kajzerki, nazywane warszawiankami wszędzie poza Warszawą, lekko słodkawe maślanki, rogale i nie ma miejsca, ani czasu, żeby to wszystko wymienić.

I była chała.  Żydowski wynalazek, ale niezwykle popularny i lubiany przez gojska społeczność.  I były bejgiele, choć w okresie powojennym niezwykle rzadko, a trudno dostępne.  Niestety, wszechobecne niegdyś placki cybuloki teraz samemu trzeba było sobie sporządzać. Czasem bajgiełkami nazywano takie drobne  obwarzaneczki nanizane na sznurek, a sprzedawane w Krakowie na rynku, ale to nazewnictwo jest nieprawidłowe.  Co to są bajgiełki, opowiemy za chwilę.

Otóż bajgiełki to takie sporej wielkości obwarzanki, pieczone z pszennej mąki twardej.  W dzisiejszych czasach troche nie śmiem owej mąki zwać wysokoglutenową, albowiem ponoć większość mąk zawiera jakimś niepojętym sposobem więcej gluten, niż kiedyś.  Nie wiem, czy to prawda, ponieważ w USA wszystkie ciasta wychodzą o wiele bardziej miękkie niż w Starej Krainie, a dotyczy to również klusek i domowych makaronów.  A gluten przecież ciasto utwardza.  Ażeby zbliżyć się nieco do naszych tradycyjnych preferencji, należy do amerykańskiej mąki domieszać nieco mąki makaronowej, zwanej tak bardzo mądrze durum, a popularniej semolina.  Semolina to jest po prostu kaszka manna, tylko nieco drobniej zmielona.  Na bajgiełki najlepiej wykorzystać samą semolinę.

Istnieje tyle rodzajów bajgiełków, ile pomysłów może urodzić się w głowie zarówno żydowskiej, jak i gojskiej.  Podstawowa forma to zwyczajne, zwane w USA plain.  Wymawia się jak samolot, tylko inaczej pisze. Wymieńmy także kilka najpopularniejszych wariacji, a więc jajeczne, sezamowe, cebulowe, czosnkowe, cebulowo-czosnkowe, kminkowe, czarnuszkowe, papryczne i takie ze wszystkim razem.  Osobna kategoria to te na słodko, jak rodzynkowo-cynamonowe, albo czekoladowe. Bajgiełki słodkie charakteryzują się polskim profilem słodyczy, które narody wżdy postronne zwą polskim ciastem – słodkim, ale niesłodkim.

Cóż, nie traćmy czasu.  Spróbujmy upiec kilka obwarzanków, bo tak będziemy odtąd nazywać owe sympatyczne bułeczki, a to coby wykazać dbałość o wartość i czystość pięknej i precyzyjnej mowy polskiej, póki nam w ogóle wolno jeszcze posługiwać się nią publicznie.

Najsampierw sprawdzimy, czy mamy w domu mąki semoliny jakieś pół kilo i jeszcze trochę. Jeśli nie mamy, to nie ma tragedii, użyć możemy zwykłą pszenną mąkę chlebową, w najgorszym razie obwarzanki wyjdą nam nieco bardziej miękkie.  Potrzebujemy trochę soli i odrobinę cukru.  Odrobinę, ponieważ nie chcemy, by obwarzanki były zbyt słodkie wewnątrz.  W razie co, to zawsze możemy sobie posmarować je miodem, albo marmoladą.

Najlepsze obwarzanki wypieka sie w Nowym Jorku.  Są tak wyśmienite, że częstokroć mieszkańcy Zachodniego Wybrzeża sprowadzają je do siebie, płacąc astronomiczną cenę dolarów siedmiu i pół za sztukę.  Zatem upieczmy sobie osiem nowojorskich obwarzanków.

Weźmijmy dwie łyżeczki suszonych drożdży i zalejmy ciepłą (nie gorącą!) wodą w ilości około pół szklanki. Świeże drożdze moim zdaniem lepsze, ale gdzie je teraz znaleźć. Dodajmy półtorej łyżeczki cukru i pozostawmy na chwilę.  Potem pomieszajmy i poczekajmy cierpliwie.  Jeśli za kilka minut drożdże nie ruszą, nie ma sensu nic dalej robić, tylko idziemy do sklepu i opieprzamy tego skurczybyka sprzedawcę, że wcisnął nam zdechłe drożdże.

Jeżeli natomiast drożdże wystartuja z kopyta, oddychamy z ulgą, bierzemy mąkę w ilości pół kilo i robimy kupę.  Niech mi wolno będzie sprecyzować tę może niezbyt fortunną, choć trafną ekspresję.  Otóż z przesianej mąki wymieszanej z półtorej łyżeczki soli, formujemy na stolnicy taka stożkowatą kupę, na której szczycie wydrążymy studzienkę.  Do niej wlewamy buzujące radośnie drożdże i jeszcze z pół szklanki ciepłej wody.  Teraz wyrabiamy ciasto, dodając małymi porcjami następne pół szklanki wody.  Ciasto powinno być dość wilgotne, ale zwarte.  Posypujemy więc stolnicę mąką i je wyrabiamy, starając się wbić do środka tyle mąki, ile możemy.  Zwykle ta czynność zabiera do dziesięciu minut.

Bryłę urobionego ciasta formujemy w kulę i wkładamy do naoliwionej miski.  Przekręcamy je kilkakrotnie, przykrywamy wilgotną lnianą ściereczką i pozostawiamy w cieple.  Niech rośnie.  W ciągu godziny powinno podwoić objętość.  Gdy to się stanie, zbijamy ciasto kułakiem i pozostawiamy na dalszy kwadrans.

Teraz formujemy osiem mniej więcej jednakowych kulek, które lekko spłaszczamy i umączonym kciukiem wyciskamy w każdej z nich dziurę o średnicy jednej trzeciej obwarzanka.  To jest jedna szkoła obwarzankologii.  Inna polega na rolowaniu wałeczka i sklejaniu z niego takiego kółka jak do gry w ringo.  Kładziemy na posmarowanej tłuszczem blasze i przykrywamy ściereczką dla drugiej fazy wzrostu.  Czekamy dziesięć minut.

Obwarzanki zawdzięczaja swą nazwę procesowi obwarzania, czyli obgotowywania przed pieczeniem.  Dlatego gdy ktoś powiada o nich „obarzanki”, uznajemy za właściwe wyprowadzić go z błędu.  To sa obwarzanki, a obarzanki mogą się kojarzyć z zaoceaniczna prezydenturą, niezbyt zreszta fortunna.

Zatem wkładamy je delikatnie łyżką cedzakową do wrzątku i gdy wypłyną, obwarzamy przez minute.  Potem przekręcamy i gotujemy przez jeszcze jedną minute.  Jeśli chcemy otrzymać obwarzanki takie bardzo, ale to bardzo w stylu nowojorskim, czas ten podwajamy, będą wilgotniejsze.  Po co obwarza się obwarzanki, poza rzecz jasna uzasadnieniem ich nazwy?  Jak by to oględnie wyjaśnić…  Otóż, żeby dziura nie zarosła.  Podczas pieczenia znaczy się.

Po wyjęciu z wrzątku możemy je pokryć czym tam sobie życzymy, jak solą, suszem cebulowym, czosnkowym, siekaną ostrą papryczką i czym tam jeszcze chcemy.  Pieczemy w temeraturze 220 stopni C albo inaczej 425 stopni F, aż staną się złocistobrązowe.  orientacyjnie powiem, że bierze to około dwudziestu minut.

Wykładamy na sitko i siłom woli i godnościom osobistom przezwyciężając łakomstwo (pamiętamy wesołą kompanię Piotrusia Pana, nieprawdaż) studzimy. Jeśli jednak ulegniemy pokusie i posmarowawszy świeżym masełkiem z wielkim apetytem pochłoniemy na gorąco ze dwa, prosze mnie nie winić, że nie ostrzegałem.  W każdym razie muszę na Was wymóc solenną obietnicę, że nie będziecie popijać gorących drożdżowych wypieków niczym zimnym.  Nawet piwem.  Gorąca herbatka jest teraz jedynym dopuszczalnym napojem.

Obwarzanki z kremowym serkiem to bardzo popularne śniadanie człowieka pracy w USA.

Obwarzanek

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantazje kulinarne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s