Ostatkowe pączki

Po przerwie spowodowanej przyczynami zależnymi jedynie od Matki Natury, nazwijmy to zjawisko dla uproszczenia feriami zimowymi, wróćmy na łono naszej wirtualnej kuchni i porozmawiajmy o czymś przyjemnym.

Wkrótce wszyscy będą smażyc pączki, jako że w Starym Kraju nastąpi Tłusty Czwartek, a na światowej prowincji Mardi Gras, czyli tłusty wtorek, po naszemu ostatki.  Gdy nam się podczas Środopopielcowego postu nieco ułoży w układzie trawiennym po ostatkowym żledziu (i z pewnościa niewielkiej wódeczce), pozwólmy sobie na tę skromną przyjemność i sporządźmy sobie i naszym smakowite pączki.

Pączki są znane w Polsce i na Węgrzech. Różnica polega głównie na sposobie dekorowania, mianowicie my je posypujemy cukrem konfekcyjnym, albo oblewamy lukrem, podczas gdy nasze bratanki od szabli i szklanki pokrywają stertę pączków cieniutkimi nitkami uzyskanymi poprzez tężenie syropu cukrowego zaprawionego odrobina karmelu.

W Chicago prezentowane są nieco przypłaszczone słodkie ciasteczka, które nazywane są eufemicznie pączkami, a przez polakożerców bismarkami, ale do naszych swojskich pączków one się mają mniej więcej tak jak piwo Bud Light do czeskiego Budvara, albo to porównanie może byc nawet zbyt delikatne.

Przepisów na pączki jest cała masa, a może jeszcze o kilka więcej. Jeśli kiedykolwiek przychodzi mi robic ten specjał (a powiem prawdę rzetelną, iż wolę pisac o pączkach, niż je robic), to staram się uprościc procedurę, jak tylko można, choć bez konieczności poświęcenia pączkowego charakterku.

Robie je w sposób nastepujący:

Na zaczyn biorę troche drożdży, mniej więcej 50 gramów, albo troche więcej, cukru na oko, powiedzmy między objętościa jednej łyżeczki a jednej łyżki i trochę mąki na zagęszczenie.

Ale jeszcze nie rozrabiam zaczynu, a to po to, żeby nie było niespodzianek i żeby nie zaszła konieczność dodatkowej roboty związanej ze sprzątaniem.  Jednakże zawsze biorę maleńką odrobinę drożdży i mieszam ze szczyptą cukru, odstawiam w ciepłe miejsce i patrzę, czy masa sie rozpływa.  Jeśli tak, to dodaję pare kropli wody i czekam, aż będa bąbelki.  To uświadcza mnie w przekonaniu, iż sprzedawca w sklepie nie wcisnął mi zdechłych drożdży.

Teraz już mogę przystąpic do sporządzania ciasta. Wybijam pięć jajek i za pomocą plastikowej flaszki po wodzie sodowej odsysam żółtka, wyciskając je zgrabnie jedno po drugim do rondelka. Dodaję jedno całe jajko, a z białek zrobimy bezy, jeśli nam czasu starczy.  Dodaję cukier w ilości powiedzmy niecałe pół szklanki, szczypte soli i ubijam, postawiwszy rondelek na garnku z gotująca się woda. Musi byc rondelek, a nie mniejszy garnek, albowiem oparzenia parą są szczególnie dotkliwe. Rondelek mianowicie ma dłuższą rączke, za która mozna trzymac w trakcie ubijania.  Dobra, nie gadac tylko ubijać, bo jak nie, to na dnie rondelka zrobi mi się jajecznica na słodko, a tego nie chcę.

Gdy jajka nie pachna już surowościa, dodaję do smaku ekstrakt z prawdziwej wanilii, albo olejek rumowy. I do miski ze stali nierdzewnej (aktualnie do pojemnika robota kuchennego, albowiem przez te lata na obczyźnie zdążyłem sie cuśkolwiek rozleniwić) wsypuję przesianą mąkę w ilości około trzech szklanek, albo trochę więcej, jako że po tej stronie Oceanu mąka na ogół jest miększa i słabsza niż poczciwa polska mąka tortowa, szklankę ciepłego mleka, zaczyn, ubite jajka, startą skórke z jednej cytryny albo pomarańczy i mieszam.  Powinienem drewnianną łyzka, ale przecież za mnie robi to kuchenny robot. Potem dodaję 10 deko stopionego masła i juz teraz wyrabiam rękami. Pod koniec wyrabiania dodaję pół kieliszka spirytusu i wyrabiam do końca, aż będzie odchodzic od reki.  Ciasto powinno być nie za twarde. Pączki per se nie powinny byc słodkie.  Słodycz zapewnia farsz i posypka (ewentualnie lukrowa polewka).  Amerykańskie „pączki” są tak wściekle i mgliscie słodkie, jak wszystko tutaj.

Teraz trzeba uformowac pączki.  Jeśli chcemy nadziewać przed smażeniem, robimy taki placuszek, nakładamy marmolade zaprawioną różą, albo nie, i składamy rolując w kształt kulki o średnicy około 5 cm (one urosną, powiększając objętość dwukrotnie, a średnicę o jedna trzecia).  Układamy na desce posypanej mąką (szwem na dół), przykrywamy ściereczką i rozpoczynamy podgrzewanie tłuszczu. Jeśli teraz nie nadziewamy, po prostu robimy kulki.

I teraz pytanie warte fortunę. Jaki tłuszcz?

Z przykrościa niewypowiedzianną musze stwierdzić, iż najlepszy na pączki jest zwykły, ordynarny, świński szmalec. Olej bowiem utlenia się trochę za szybko i kopci, a utwardzanne szorteningi zawierają paskudne i wstrętne kwasy tłuszczowe o konfiguracji trans. O zagadnieniu szkodliwości nasyconych tłuszczów zawartych w szmalcu oraz relacji między cholesterolem dietetycznym do cholesterolu w krwioobiegu porozmawiamy przy innej okazji.

Szmalec nie dozwala spożywać pączków praktykującym straszym braciom, oraz nam w dni postne, ale cóż, coś za cos. Do podgrzanego szmalcu wrzucam maleńki kawałek ciasta i jeśli wypłynie bez przyklejania się dościanek naczynia, można zacząć smażyć. Jeszcze wrzucam do tłuszczu kawałek obranego kartofla, żeby czyścił tłuszcz w drodze destylacji z parą wodną zawartą w kartoflu.  gdy się sam kartofel usmaży, wyławiam go i wrzucam następny.

Klasycy powiadają, smażyc pączki pod przykryciem i dosmażać odkryte. Ale mamy dwie szkoły pączkologii.  Jedna owocuje pączkami miękkimi, jak u Bliklego na Nowym Świecie, druga pączkami o twardej skórce, jak u mojej Babci. Więc nie przykrywam.

Pączki po usmażeniu z jednej strony na jasnozłoto powinny się same przekręcić.  Ale jeśli nie chca, musimy im pomóc przy użyciu jednej z dwóch chińskich pałeczek z bambusa.  Albo ordynarnym widelcem. Pączki usmażone na jasnobrunatno, zawsze w rezultacie okazują się być doskonale czarne, a na to nie pozwala nam zasada politycznego poprawniactwa.

Jeśli nie nadziewaliśmy pączków przed smażeniem, czynimy to teraz za pomoca kuchmistrzowskiej szprycy.  Układamy na półmisku tak, żeby było ładnie.  Posypujemy cukrem pudrem, albo naśladujemy Madziarów. Najlepiej wygląda piramidka, ale to jest nieco niebezpieczny układ, jeśli mamy w domostwie nasze pociechy, które mają taką charakterystyczną ceche, że zawsze i bez wyjątku najsampierw wyciągają pączki z dołu sterty, a następstwem tego jest…

Spuśćmy zasłonę miłosierdzia na koniec tej wyimaginowanej sceny… (parafraza z Marka Twaina).

Jeszcze jedno.  Mam własnoręcznie napisany (na excelu) program wyliczający kaloryczna wartość pączka w zależności od średnicy, ale nie będziemy się tu bawic w joykillerstwo, czyli morderstwo przyjemności.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantazje kulinarne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Ostatkowe pączki

  1. Thanks a lot for this website, can blissfully
    announce we currently have a steam shower of our own and we like it so much

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s