Historia, którą wszyscy znają

Uderzony padł na klepisko i zwinąwszy się w kłębek wołał żałośnie – Aj waj, aj waj! Józef, popychając za sobą Marię, wysunął się na zewnątrz i zatrzasnął gwałtownie dźwierza, podpierając je kijem swoim, którego koniec jeszcze przydepnął, by lepiej wraził się w ziemię. Ze szpary między deskami a framugą wystawała jakaś przyciśnięta noga.

Podróżni podeszli do swego wózka.  Józef obawiał się nieco o bezpieczeństwo mienia, ale chłopak stajenny, któremu powierzył taczankę z osłem okazał się człekiem rzetelnym, więc otrzymał za fatygę dwa, czy trzy asy. Gdy tłum wysypał się na podworzec, gości już nie było.

Nie było kogo rozpytać się o inne jakieś zajazdy, albowiem w taką zawieruchę wszyscy siedzieli dobrze pozamykani w domostwach swoich, ale Maria pamiętała z dzieciństwa, iż w bocznej uliczce nieopodal pewien zacny człowiek udziela schronienia pielgrzymom, przy czym w szlachetności swej nie czyni różnicy między biednymi, a tymi, którzy są sytuowani lepiej.

− Nie mogę wam udzielić schronienia, panie − rzekł właściciel gospody – albowiem tłum nigdy nie uwierzy, iż jesteście mężem tej młodej niewiasty. Ją zatłucze kamieniami, was co najmniej okaleczy, a i dom mój spali. Jednak powiem wam coś. Tam dalej, niecałe trzysta rzymskich kroków stąd, stoi żółty budynek należący do zamożnego człowieka, który jest samotny i ma w posiadłości swojej wiele miejsca. Niechby was choć przechował w pomieszczeniu dla służby. Możecie mu rzec, że ja was mu polecam.

Osioł spojrzał z wyrzutem na pana swego, ale gdy zobaczył, że on sam zakłada szleję, by ciągnąć dwukółkę z Marią i bagażami, zawstydził się i postękując ruszył przed siebie.

W drzwiach stanął krępy jegomość w towarzystwie postawnego niewolnika zbrojnego w gruby kij.

− Jestem Jusuf cieśla z Nazaretu… – wycharczał Józef, ale więcej nie mógł powiedzieć, ponieważ piaszczysty wicher wysuszył mu krtań zupełnie.

− Zachodźcie prędko, bo pył wlatuje do środka – ponaglił gospodarz – Przepcha – zwrócił się do raba – zajmij się bydlęciem.

Maria nie miała siły skorzystać z poczęstunku, odświeżając się tylko kilkoma łykami wina z wodą. Józef takoż nie jadł, jeno by gospodarza nie obrazić, zabrał kilka fig z makiem na później.

O półtorej mili na południowy wschód znajdowała się grota, gdzie ów człowiek przechowywał narzędzia rolnicze i ziarno na zasiew. Było tam kilka posłań, z których w okresie prac polowych korzystali parobkowie i pasterze. Niewolnik zwany Przepchą zaraz poprowadził umordowanych podróżnych, nie omieszkawszy przedtem napoić i z grubsza wyczesać osła z kurzu, przy której to czynności przemawiał łagodnie do stworzenia w mowie jakiejś przedziwnej, która szeleściła jak sosna libańska na wietrze, a równocześnie pobrzękiwała brzęczeniem leśnych pszczół miodnych, szumiała górskim strumieniem, a miejscami poświstywał w niej skowronek.  Mądre zwierzę widać pojmowało te słowa, bo strzygło uszami i tuliło łeb swój do poczciwego dzikusa.

Grota zawarta była niewielką dobudówką, zaopatrzoną w wejściowe drzwi. Pośrodku pomieszczenia znajdowało się palenisko z okapem, a w kącie u żłoba wół miarowo ruszał żuchwą. Przepcha prędko zakrzątnął się i zaraz zapłonął ogień, nad którym sługa zatknął na rożen jakieś kawałki mięsiwa, a na płaski kamień rzucił kilka placków.

− Pozostańcie tu tak długo, jak wam potrzeba – rzekł − z polecenia pana mojego zajrzę do was rano, by zobaczyć, jak sobie radzicie.  I znikł.

Opowiadając wigilijną historię dzieciom naszym i wnukom (czy jeszcze ktokolwiek z nas to czyni?), przeświadczeni jesteśmy o ubóstwie Józefa. Takie mniemanie uważam za afront dla tego wielkiego Swiętego z powodów następujących:

Józef był rzemieślnikiem, człowiekiem przemysłu. W tamtych czasach mieszkańcy krain Izraela, których tu skrótowo zwać będziemy Żydami, to była w większości tłuszcza, nie mająca pojęcia o pisaniu i czytaniu, a nawet o tym, jak należy żyć.  Postępowali tak, jak nakazywali im kapłani i rabini, na podstawie ksiąg rozmaitych, a głównie Tory, która była dość szczegółowym spisem praw, dokonanym według Dekalogu i widzimisię ustawodawców.  Jedynie mieszkańcy pięknej i żyznej Samarii, zwanej na rozkaz Heroda, a na cześć cesarza Sebastią, pojmując Dekalog dosłownie, żyli życiem skromnym i zacnym.  Prosty lud Izraela to była biedota, zajmująca się dorywczą pracą najemną u nielicznych lepiej sytuowanych, albo drobnym handelkiem.

W owym czasie Józef posiadał znajomość nie tylko pisma, ale i czytał ryciny, które dziś nazwalibyśmy rysunkiem technicznym. Najprawdopodobniej znając łacinę, mógł budować domy z planów sporządzonych przez rzymskich inżynierów. Wtedy jakość usługi przekładała się na godziwą płacę. Miał więc dużo zamówień i na pewno w warsztacie swoim zatrudniał ludzi.

Czy Najwyższy Adonai powierzyłby wychowanie Syna swego komuś biednemu i niezaradnemu?

Tak więc niewygody podróży do miasteczka Beth Lechem nie wynikały z ubóstwa Rodziny, ale z zbiegu okoliczności, a także zjawiska, które dziś zwiemy znieczulicą.

Reklamy
Notatka na marginesie | Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantazje kulinarne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Historia, którą wszyscy znają

  1. bardzo pisze:

    Trochę zapędziliśmy się w naszych dywagacjach, twierdząc, jakoby Przepcha zatknął nad ogniem szaszłyki. Mięsa się właściwie na codzień nie jadało. Częściej już ryby. Głównie chleb i warzywa, bób i inne strączkowe, nabiał, orzechy, owoce. Napój stanowiła woda, czasami z niewielkim dodatkiem wina. No, ale skoro jesteśmy w środowisku pasterzy, to może się jednak jakieś mięso znaleźć mogło…
    Ciekawostką niech będzie, że w Cesarstwie prawie wcale nie jadano wołowiny. Bydło służyło do pracy w polu, szkoda go było na pożywienie.
    I rzecz jasna nad morzem lud jadał smażone z czosnkiem najprzerozmaitsze pokraki wyłowione z Morza Śródziemnego. Ale nie żydzi, którym religia zabraniała spożywania skorupiaków, i czegokolwiek, co nie ma łuski

  2. GW pisze:

    Dropi Panie Bardzo, ja tak z normalnej babskiej ciekawosci. Chociaz nie babam.
    Bywa Pan nawiedza artgallerykafe.com czasem (wolnym)?

  3. Zielona Gąska pisze:

    Ciekawa opowieść, pięknym językiem pisana. Czy można ją gdzieś nabyć?

  4. bardzo pisze:

    Pierwsze słyszę o artgallerykafe.com, panie GW. W wolnej chwili może wpadnę, choć nie ręczę, jako że z rozkładem jazdy u mnie krucho. Dziekuje za namiar.

    Co do pytania pani Zielonej Gąski, to jest sprawa dość delikatna, ponieważ staram się unikać kryptoreklamy. Ale spróbuję odpowiedzieć, pewnie naruszając tym trochę zasady etyki internetowej. Powyższe teksty są streszczeniem i adaptacją fragmentów opowieści pod tytułem „Tak być mogło”, wydanej trzy lata temu, a której nakład wyczerpała dobrodupność autorów, którzy niemal cały nakład niefrasobliwie rozdali, a to mianowicie artystki malarki o niesamowitym potencjale, pani Ani K (nomen omen), która słynie z felietonów malowanych na płótnie, oraz Barta W, co jest literackim podpisem Bardzego, no, moze pseudoliterackim. Jeśli okazałoby się, że jest zapotrzebowanie na tego typu pisaninę, możnaby zdecydować się na niewielki dodruk.

    Dalszym ciągiem opisu przygód postaci Opowieści, a raczej rozwinięciem ubocznego wątku, jest już poważniejsza książka, zatytułowana „Słowianka” i ta pozycja jest do nabycia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s