Jedzmy śledzie i jakoś to bedzie…

No cóż, muszę się przyznać, że stało się nieszczęście. Nie zabrałem ze sobą notatek, opiewających na sporządzanie wigilijnych ryb. A Święta już za progiem. Opowiemy zatem z głowy kilka historii o śledziach, jako że śledź to też ryba, i to taka, która lubi pływać szczególnie. Już starożytni Rzymianie powiadali – post pisces vinum misces, a za śledzie sprowadzane szlakiem śledziowym (który się zupełnie przypadkowo pokrywał z Bursztynowym szlakiem), płacili złotymi augustiańskimi aureusami, o wartości dwudziestu pięciu denarów każdy.
images[8]

ŚLEDŹ *rysunek*. Tweet. Aleksander Łukomski. 12.09.2011

Otóż mamy kilka rodzajów śledzi.  Za najlepsze uchodzą śledzie holenderskie, przerabiane na majtasy, na matjesy, znaczy się. Dobry matjes powinien być koloru srebrnobłękitnego, ale brzegi ma mieć różowo szare i nieregularne w kształcie.  Gładkie krawędzie oznaczają, iż śledź obrabiany był maszynowo.

Powiadają, że tylko Holendrzy potrafią nałapać holenderskich śledzi.  Kapitan Załganow opowiadał o wielu próbach zakradnięcia się obcych rybaków na terytorialne wody Holandii, ale w efekcie złowili oni tam zwyczajne śledzie, uliki zdaje się. Podobnie, kiedyś rzekomo jakiś trałowiec płynął w ślad za Holendrem i znów sieć była pełna śledzi zwykłych, podczas gdy Holender złapał tylko śledzie holenderskie. Holendrzy łapią holenderskie śledzie nawet u wybrzeży Kanady. Nikt jak dotychczas nie potrafił wyjaśnić tego fenomenu.

Doskonałe śledzie odławiają rybacy islandcy. Są one długie na łokieć, mięsiste i dorodne.  Islandzkie śledzie filetowane są na statku, a solone są o wiele łagodniej, niż zwykłe śledzie, solanka mianowicie zawiera około 9 procent soli, podczas gdy normalny śledź pływa w solance niemal dwudziestoprocentowej. Nie będziemy tu uprawiać kryptoreklamy, ale jeśli ktoś w chicagowskim polskim sklepie zobaczy filety śledziowe za $3.99 od funta i one ładnie pachną, to jest właśnie ten śledź, o którym mówimy.

Doskonałą renomą cieszą się śledzie bałtyckie, ale tylko wielcy dystrybutorzy mogą sobie pozwolić na sprowadzanie ich dla amerykańskiej Polonii.

Wreszcie ostatni krzyk technologii. Od kilku lat Duńczycy usiłują wyprzeć śledzie islandzkie z rynku, oferując rybę hodowlaną, jednak nie dają rady pod względem relacji ceny do jakości.

W Kanadzie sprzedaje się dla Polonii, a także sprowadza do USA śledzie przynętowe, na które zwykle łapie się tuńczyki. Producent owych śledzi nie wie, że lądują one na stole u etnicznych mniejszości (bo Ruscy też śledzie lubią), a konsumenci nie wiedzą, że nie są to śledzie spożywcze. O ile wiem, jak na razie nie ma przepisu zabraniającego tego procederu. Ale handel takim śledziem łączy się z pewnym ryzykiem.  Otóż źle przygotowany śledź powoduje, że możemy natrafić na całą beczkę śledzia szczerniałego i weź tu teraz reklamuj, skoro to są śledzie nie do jedzenia, ale na przynętę. I jeszcze dochodzi kłopot z pozbyciem się felernego towaru.

Śledź jest lekki, zdrowy, zawiera bowiem wiele związków mineralnych i owe nieszczęsne tłuszcze omega-3, które ostatnimi czasy mamy święty obowiązek konsumować. Skandynawowie zajadają się śledziami, ale ich preferencje smakowe daleko on naszych krajskich odbiegają. I tak Szwedzi jedzą śledzia na przykład z marmoladą, albo kawałkiem mandarynki, co dla nas jest nie do przyjęcia. Oczywiście, mają mnóstwo innych potraw ze śledzi, ale poza nielicznymi wyjątkami nie mamy czasu na odwiedzenie sąsiadów przez Bałtyk.

U nas jada się śledzia pod następującymi postaciami: W oleju, w marynacie octowej, w śmietanie z kartofelkami w mundurkach, z puszki (wiele doskonałych rodzajów) i wreszcie smażonego na świeżo albo po wymoczeniu śledzia z beczki. Co zresztą będę tu przynudzał, przecież większość z nas zna i lubi śledzia.

Kilka lat temu przy Adwencie pobiliśmy się na śledzie. Polegało to na tym, że każda rodzina przyniosła słoik śledzia w oleju własnej kompozycji. I pani Iwona z zawiązanymi oczami oceniała każdy z tych wyrobów. Potem rzecz jasna odczuła niewymowną ochotę na dwudziestkę piątkę czegoś zacnego, ale to niezupełnie do tematu należy.  Mój śledź prawie że wygrał, a na pewno otrzymał trzecie miejsce na jakieś dziesięć. Bo pani jurorka rozpoznała charakterystyczną nutę, a nie chciała być posądzona o stronniczość (wężykiem…).

Napiszę, jak robię śledzia w oleju (nie będę donosić, jak robię śledzia w marynacie, bo w moim wykonaniu nie jest najlepszy). Danie jest dość korzenne, a owa charakterystyczna nuta wynika z odrobiny czosnku, jakim podkreślam profil cebulastych (Alienacae).

Śledzia islandzkiego (filety) moczy się stosunkowo krótko, w zimnej wodzie około 8 godzin, w temperaturze pokojowej nawet sześć godzin. Jeśli zmienimy wodę po pierwszych trzech godzinach, możemy od tego czasu odjąć około jednej godziny.

Wymoczonego śledzia trzeba osuszyć ile tylko można. Im bardziej suche filety, tym dłużej możemy potrawę przechowywać w lodówce. Kroimy drobno cebulę. Osobiście lubię jak jest Bardzo dużo cebuli, ale nie wszyscy podzielają tę preferencję. I teraz tak: Jeśli chcemy utrzymać długi okres przechowywania śledzia, cebulę blanszujemy w gorącej wodzie, albo na parze i odsączamy dokładnie. Ale coś za coś. Stracimy wtedy ten posmak świeżej cebuli, który wszak stanowi urok śledzia w oleju, zwłaszcza pod wyżej wspomniane cośkolwiek zacnego.

Żeby zaoszczędzić sobie pamiętania o szczegółach, cebulę umieszczamy w misce ze stali nierdzewnej (plastik bowiem lubi przesiąkać aromatami) i przyprawiamy zawczasu. Na przyprawy składają się:  Obowiązkowo ziele angielskie i listek bobkowy, także pieprz ziarnisty. Nieobowiązkowo, co tylko inwencja artystyczna zainspiruje. Odrobina gałki muszkatołowej z imbirem, kilka cienkich wiórków słodkiego pieprzu, czy papryki, a na jeden dajmy na to półlitrowy słoik, jeden maleńki ząbek czosnku pokrojony wzdłuż cieniutko. Albo nawet mniej, jako że czosnek wchodzi w symbiozę ze śledziem nader chętnie. Dla większego wrażenia możemy dokroić nieco czerwonej cebuli.

No tak, śledź, cebula czosnek. Czy mam się przygotować na docinki w rodzaju anty…?

Uważamy z przyprawami ziołowymi, albowiem w środowisku olejowym olejki eteryczne z przypraw rozprowadzają się o wiele lepiej niż w wodzie.  Dlatego zawsze lepiej nie doprawić, niż przeprawić, zawsze można potem dodać, a ująć raczej ciężko.

Wracamy do naszych filetów. Kroimy je ukośnie na takie kawałki, aby wystarczały na jeden kęs i najpierw sypiemy warstwę cebulowej mieszanki na dno słoika, potem układamy śledzie, potem znów cebula, śledzie i ubijamy lekko.  Nie mocno, a to dlatego, żeby zalewa olejowa mogła bez przeszkód dotrzeć do wszelkich zakamarków śledzia. I zalewamy olejem rzepakowym. Nie, to nie pomyłka, niskoerukowy olej rzepakowy pod handlową nazwą Canola jest najlepszym olejem do śledzi.  A czemu nie oliwka? – zapyta zapewne ten i ów.  Po pierwsze, oliwka droga, po drugie, zapach jej jest zbyt intensywny, po trzecie, rzepakowy olej wykazuje profil kwasów tłuszczowych bardzo zbliżony do oleju z oliwek. Możemy dla wrażenia dodać może z dziesięć do dwudziestu procent oliwki, jeśli już koniecznie chcemy na śródziemnomorsko.  A czemu nie wysokonienasycone oleje, jak kukurydzianny, albo sojowy?  Dla kilku przyczyn, z których najważniejsza jest trwałość. Widelcem odgarniamy śledzie i cebulę tak, aby olej spłynął na samo dno słoika i uzupełniemy tak, aby zakryć powierzchnię zawartości. Uważamy, aby śledzia nie pokaleczyć, bo będzie nieapetyczny.  Najlepiej odwrócić widelec i manipulować w słoiku jego trzonkiem, uważając z kolei, aby się samemu nie uszkodzić.

Teraz kilka razy uderzamy dnem słoika o przykryty złożoną ściereczką blat stołu i mamy dwie opcje.  Możemy już spróbować, cożeśmy narozrabiali, albo możemy wstawić do lodówki, bo po dwóch godzinach będzie jeszcze lepsze.

Podajemy na płaskiej salaterce, z dekoracją ze szczypiorku, albo rzodkiewkowej koronki, albo z wzorku wykonanego ze sparzonych włókien zielonego pora. Razowy chlebek to najlepszy dodatek, albo praski z chrupiącą skórką.

Jako że śledź szczególnie pływać kocha, uważajmy z płynnymi przystawkami, bo o nieszczęście nietrudno.

Śledź w oleju przechowuje się w lodówce przez półtora tygodnia, a jeśli cebula była blanszowana, to dłużej.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantazje kulinarne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

27 odpowiedzi na „Jedzmy śledzie i jakoś to bedzie…

  1. Dzonyy pisze:

    Moja córa potrafi zjeść słoik śledzia z cebulą, własnie taką blanszowaną gorącą wodą i w oleju. 11 lat dziecko ma a śledzie uwielbia odkąd zaczęła jeść pokarmy stałe:)

    • bardzo pisze:

      Moja też. Ale ma lat prawie 30.
      Dziwne. Śledź nie powoduje problemów żołądkowych.
      (wątroba natomiast to inne zwierzę…)

  2. Dzonyy pisze:

    Tak, ale wątroba to zwierzę po płynach do śledzia gada ludzkim głosem:)Nie tylko w Wigilię:) Wybieram się na śledzie na Bałtyk któryś rok z rzędu i wybrać się nie mogę.

  3. Bardzo pisze:

    O, Baltyk to zupelnie inna historia. Tam smażą niesolonego. I ikrę rybią (nie miałem okazje spróbować).

  4. Dzonyy pisze:

    Pyszna jest. Ikra, ale także tzw mlecz smażony.

  5. bardzo pisze:

    Dziekuję za inspirancję. Teraz napiszemy o rybach.

  6. Dzonyy pisze:

    A w Holandii sprzedają nad morzem śledzie, Panie Bardzo, w życiu takiego nie jadłem. To jest tuszka śledzia, trochę nadpsuta, ale bardzo delikatnie, nie takie, jak w Szwecji chyba, że, za przeproszeniem, wali zgnilizną. Tuszka jest jeszcze jędrna, w soli i oliwie. Jakie to jest dobre, łomatkocórką, pycha:) 2 euro za dwa śledzie. Warto:)

  7. AniaK pisze:

    „Dlatego zawsze lepiej nie doprawić, niż przeprawić, zawsze można potem dodać, a ująć raczej ciężko”
    Dokladnie. Z przyprawami trzeba miec wyczucie. Ja ostatnio robiac z Pana przepisu piersi z kurczaka w sosie greckim troche przedobrzylam. Dalam niby wszystkiego po troszku, ale Pan tyle tego podal, ze ogólnie zrobilo sie za duzo. Wypróbuje ten Pana przepis na sledzia, ale tym razem bede ostrozna. Dodam jedno ziarenko ziela angielskiego, jeden listek laurowy, trzy ziarenka pieprzu, a nad listkiem bobkowym to sie jeszcze zastanowie. Jak mi sie klawiatura naprawi to podam mój przepis.
    PS.
    Przepraszam za brak ogonków, kreseczek….Nie wiem co sie stalo z moja klawiatura, ale tylko ó z kreska moge robic.

  8. AniaK pisze:

    Śledzia płuczemy podobnie jak Pan Bardzo. Następnie kroimy cebulę niekoniecznie drobno. Pieprzymy i skrapiamy lekko octem. Odstawiamy na 1h, Następnie przekładamy na przemian śledzie z cebulą dolewając olej rzepakowy. Można dodać trochę pokrojonej papryczki chili.

  9. bardzo pisze:

    Listek bobkowy „spoko”. Sprawdzone, można stosować bez obaw. Na ćwierćlitrowy słoik śledzia dwa listki nie będzie za dużo. I ziarenek ziela angielskiego dziesięć, ale jak się ręka zatrzęsie i poleci piętnaście, to też nie ma tragedii. Można też dać odrobinę bazylii, bo bazylia podkreśla smak warzyw, a cebula, to chyba warzywo, nie?

    Moje ślubne Szczęście do sledzia w oleju daje tyle tego zielska, że trzeba odgarniać na kraj talerza widelcem, a wciąż jest dobre. A ziele angielskiego jeszcze więcej. Ale w olejowych potrawach trzeba uwazac, bo wiekszosc olejkow smakowych, jak sama nazwa wskazuje, miesza sie doskonale z olejem, a nie miesza sie zbyt dobrze z woda. Dlatego nie mam wyczucia do sledzia w occie i daje pole do popisu mojemu Potomstwu, ktoremu to jakos bardziej wychodzi. Tylko nie pozwalam niekomu kroic cebuli, bo mam taka odchylke nieszkodliwa ze lubie kroic cebule, o co boje toczymy zawsze z corka, bo ona tez lubi. Cebula cebulorum…

    A papryczke tez czasem uzywam, ale juz sie wahalem o tym pisac, bo znow mnie sie beda pytac o duplom.

    P.S. Takiego smaka nabrałem na tego śledzia że chyba zamoczę dziś wieczorem. Jutro namieszam, bo do roboty chodzę teraz na popołudnie. Może dotrwa do Świąt, a może i nie, albowiem moje drugie potomstwo będzie miało za cztery dni urodziny I trzeba zrobić małe przyjęcie na cztery osoby. Nie powiem, które to urodziny, bo wstyd, że się człowiek tak starzeje, że ma już dorosłe dzieciaki.

  10. Zielona Gąska pisze:

    Panie Bardzo, a jakiż to wstyd, że się człowiek starzeje? To sama Natura. Tak musi być.

    Powiem Wam w wielkim sekrecie,
    choć nie wierzy się kobiecie,
    że im starszą ja dziewczyną
    mocna robię się jak wino.

    I jak skrzypce, co im starsze
    lepsze są i więcej warte.
    A ten napęd? to od Boga…
    widać taka Jego wola.

    Więc korzystam póki mogę,
    póki dopisuje zdrowie;
    na wiek trzeci lukier kładę
    a na smutki – czekoladę.

    Jest chęć jeszcze do skakania
    pracy, tańca, malowania….
    Mogę diabłu urwać głowę
    tyle mam energii w sobie.

    Choć do setki już niewiele
    piwko czasem sobie strzelę.
    Z komputerem spędzam noce
    i mam wszystko….. wiecie gdzie?
    W nosie!!!!

  11. bardzo pisze:

    Mily wierszyk, dziekuje.
    Podwojny wstyd. Wczoraj udalismy sie z okazji urodzin mojej pociechy do japonskiej knajpy, na polnoc od pobliskiej metropolii. Obsluga miejscowa, ale kucharze japonscy, za wyjatkiem jednego co wygladal na Ukrainca.

    I dopiero wstyd. Wszystko w tym lokalu bylo absolutnie perfect. Perfect. Od kształtu i formy naczyń, sztućców (nawet pałeczki miały spłaszczenia na końcach), poprzez sterylną czystość, do profilu smakowego wszystkich potraw i precyzyjnie ustawionej ich temperatury, która nie spadała w trakcie konsumpcji. Estetyka, dbałość o najmniejszy szczegół.

    Wstyd, ze jak dotychczas nie nadmienialiśmy o dbałości o prezentację naszych dań na stole.
    Poprawę obiecuję w tej materii, choć takiej pedanterii jak u tych Japońców chyba nigdy nie uda mi sie dorównać.

    • AniaK pisze:

      I od Pani AniK proszę złożyć pociesze życzenia. Nieco spóźnione, ale z samego środka serduszka.

  12. Zielona Gąska pisze:

    O tak, coraz mniej dbałości o szczegóły, a właśnie perfekcyjne dopracowanie drobiazgów składa się na efekt końcowy. Cieszę się, że ktoś zwrócił na to uwagę, bo sposób podania potraw jak i nakrycie stołu ma ogromny wpływ na przyjemność konsumpcji. Do dzieła Panie Bardzo.
    Serdeczne życzenia dla Pociechy z okazji Urodzin.

  13. bardzo pisze:

    Pociecha za moim skromnym pośrednictwem dziękuje za życzenia i życzy wzajmenie pogodnych, a doniosłych Świąt. Bardzo w sprawie kuchni i stołu uczyni, co może, ale w tegorocznym sezonie możliwości są skromne jako że „remantys” nie pozwala nawet zagnieść ciasta na pierogi, czy uszka i trzeba się ratować produktami z polskiego sklepu. A na Żonę przecież wszytkiego zwalić nie można.

  14. Zielona Gąska pisze:

    Można Panie Bardzo, bardzo można. Mój mąż robi to z powodzeniem od ,hmhmm lat i bardzo mu z tym dobrze, a mnie nie ubyło…a wprost przeciwnie :-)))

  15. NICK pisze:

    „Mój” śledź.
    Składniki:
    -cztery śledzie solone „z beczki”; tłuste; bez głów; min. 300 g/sztuka; ze zwięzłym, jasnokremowoszarym mleczem,
    -cztery duże cebule,
    -cztery, sparzone, duże cytryny( dla niewielkiej kwasowości-miast-octu),
    – cztery, średnie, marchewki(dla odrobiny słodkości-zamiast szczypty cukru-i dla wzroku),
    -mozna dodac 4 łyżki rodzynek lub pokrojonej śliwki suszonej.
    Zalewa:
    -1000 ml wody,
    -4 liście laurowe, 5 ziaren angielskich, 15 ziaren pieprzu prawdziwego, najlepiej zielonego, dwa goździki, 4 owoce jałowca, łyżka gorczycy i estragonu (ew. inne wg upodobań).

    Zalewę, pod przykryciem, trzymac na wolnym ogniu 5 minut od zagotowania. Ostudzić.
    Śledzie moczyć w mleku (ew. wodzie) kilkanaście godzin, kilka razy przemieszać. Wypłukac, wyjąć mlecz. Część zmiażdżyć z odrobiną kardamonu, część podsmażyć na oleju ( kolor prawie brunatny). Śledzi nie filetować, pokroić na dzwonka. Układać naprzemiennie w słojach z cebulą, cytryną we ćwiartki, marchewką w talarki i inne. co warstwę zalewając z ziołami i mleczem na dwa sposoby. Pierwsza doba – temp. pokojowa i kilka wstrząśnięć. Dokładnie zakręcić i do chłodziarki. spożywać od 3 dnia – bezpośrednio lub z różnymi dodatkami. P.S. Cebulę można lekko sparzyć. Ja daję surową-konserwant a i smak.
    Smacznego.

  16. NICK pisze:

    P.S. zapomniałem, we słojach, na wierzch zalać na koniec olejem ze smażenia; bo to smak i izolacja-konserwacja.

  17. Dzonyy pisze:

    Już czuję jak to smakuje. Jutro jadę po beczkowe śledzie.

  18. bardzo pisze:

    To znaczy zmiazdzyc czesc tego mlecza, a nie sledzi, prawda?

  19. NICK pisze:

    Tak, Panie Bardzo -zmiażdżyć część mlecza. Teraz – tylko matjasy- też można ale „rytuał” z obieraniem skóry ( nie trzeba = wystarczy płetwy) i wydzielaniem kręgosłupa ( część mięciutkich ości zostaje ), to jest to a nie FAST food. Nadto we skórze i resztach ości też są potrzebne minerały.

  20. NICK pisze:

    No i matjasy to prawie finalny produkt, sztucznie wybielany i konserwowany. Inna sprawa czy te beczkowe… ? Podobno – nie… .

  21. bardzo pisze:

    Kazdy sledz z beczki jest sztucznie konserwowany sola i przyprawami, prawda? Moje ulubione sledzie z Islandii sa w solance o połowę słabszej, niż np. baltyckie i wymagaja przechowywania w chłodni. Nie sądzę, że ręcznie obrabiane matjesy są jakos specjalnie zaprawiane chemikaliami, choć za wielkoprzemysłowe nie ręcze.

    Prosze mnie zle nie zrozumiec. Baltycki sledz rowniez cieszy sie w swiecie doskonala opinia.

  22. bardzo pisze:

    nasi przodkowie używali zarówno tłuszczów zwierzęcych, jak masło czy szmalec, jak i olejów roslinnych, w tym rzepakowego. I jakoś ta nasza nacja (niektórzy antropologowie w przypadku Słowian mówia o odrębnej rasie) przeżyła i do niedawna miała wielki wpływ na rozwój cywilizacji białego czlowieka.
    Powiązania polityki z olejami znane sa nie od dziś. Aktualnie lobby zwane American Soybean Board broni się rozpaczliwie przed powrotem masła. Prawdopodobnie temu należy zawdzięczać przytoczony powyżej tekst.
    Każdy olej ma swoje wady i zalety. Na przykład olej z oliwek jest doskonały do sałatek, ale smażyc na nim można tylko bardzo delikatnie, ze względu na niski punkt dymienia. natomiast smaży sie nieźle na oleju arachidowym, ale za to ma on wiele kwasów wielonienasyconych, które w skrócie powiedziawszy okazuja sie promowac powstawanie nowotworów. Olej canola jest chemicznie bardzo podobny do oliwkowego i stosując rozmaite naturalne środki smakowo zapachowe można jeden drugim podrabiac w pewnych stopniu, do celów kuchennych wystarczającym.
    Co to jest olej canola? Otóż oryginalny olej rzepakowy zawierał kwas erukowy, uważany za rakotwórczy wskutek badania na szczurach („badania laboratoryjne powoduja raka u szczurów” – dr. Laura). Dlatego kilka dekad wstecz otrzymano na skutek krzyżowania i biologicznych manipulacji (wtedy jeszcze nie znano genetycznych modyfikacji w dzisiejszym rozumieniu tego pojęcia), otóż otrzymano odmianę, czy też rasę rzepaku dająca olej o bardzo niskiej zawartości tego składnika. I ten olej nazwano canola. Wykazuje właściwości podobne do oleju oliwkowego (na przykład tłuszczów jednonienasyconych zawiera 60 procent w porównaniu z oliwką, która ma ich 80 procent), za to ma najmniejszą ilość tłuszczów nasyconych ze wszystkich znanych olejów jadalnych. Osobiście uważam, że olej canola nie jest ani lepszy ani gorszy od innych roślinnych olejów, tylko inny. Jak każdy olej, ma swoje charakterystyczne właściwości i przeznaczenie (najlepszy do zimnych sosów i dressingów, jak majonez).
    Można smażyć na oleju canola, ale należy wiedzieć, że na poczatku troche podjeżdża olejem.

    Ostatnio w domowym smażeniu zauważa sie trend do uzywania oleju kokosowego. To jest przegięcie w druga stronę.

    Najlepszym płynnym szorteningiem do smażenia jest palmowa oleina, niestety o ile wiem, niedostępna w detalicznym handlu.

    Możemy się także przeprosić ze starym, poczciwym szmalcem i słoninką, ale tu możemy sie nadziać na pewien niebezpieczny detal. Sklepowy szmalec często zawiera uwodornioną częśc, czego z puntku widzenia technologa zupełnie nie rozumiem. Po co utwardzać już i tak twardy szmalec, który potem smakuje jak stearyna.

  23. Lena pisze:

    Drodzy Państwo, czy nie wiecie że najsmaczniejszy i najzdrowszy do śledzi jest olej lniany ??

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s