Ischios, czyli ryba po grecku

Polska kuchnia musi, po prostu musi zawierać rozmaite zagraniczności, ale tylko z nazwy, dlatego pozostaje polską. Weźmy np. rybę po żydowsku. czeskie knedle, ruskie pierogi, holenderskie śledzie, jajko po wiedeńsku, kurczaka po murzyńsku (mniam!), makaron włoski, ciasto po francusku, golonkę po bawarsku, sznycel po tatarsku i inne wzniosłości. Mieszkańcy ziem wymienionych w powyższych nazwach unieśliby w zdziwieniu brwi krzaczaste z powodu swojskobrzmiacych okresleń, choć wcale nie powiedziane jest, że w nich nie zagustowaliby. I tak Czech śmialby sie do rozpuku, widząc kartoflane ciasto nadziewane, o zgrozo, śliwkami i polane śmietaną z cukrem i wanilią, Holender zdziwiłby się, że śledź jest bez marmolady, Austriak by sie skrzywił na jajczaną paćkę w szklance, choc wiedeński sernik unicestwiłby w mgnieniu oka. Ruski naszych pierogów nie nazywa nawet pierogami, gotowane nadziewane ciasto nazywa się u niego pielmieni, podczas gdy pierożki się piecze.

(tu muszę przez minutę pomyśleć o mojej Babci)

Włosi kluski gotują al dente, czyli całkiem inaczej niż my, mianowicie na twardo, Niemiec zażerałby się naszą bawarską golonką jako egzotycznym specjałem i zapijał najlepszym obecnie na świecie polskim piwem, [to stwierdzenie straciło już aktualność – przyp. aut.] a Tatar powiedziałby, że w tym sznyclu jest więcej cebuli niż mięsa i to na dodatek nie końskiego. A kurczak po murzyńsku (mniam mniam podwójnie) pochodzi nie z Afryki, ale z głębokiego Południa USA.

W Ameryce jest podobnie. W dziedzinie sałatkowych sosów są dressingi: francuski, włoski, ruski, nieznane w krajach, na których miejsce pochodzenia sugerowałyby ich nazwy. Sa tez frytki francuskie, zwane teraz wolnościowymi albo patriotycznymi, odkąd Francja z oburzeniem wycofała się z agresji na Irak. Francuzi raczej nie męczą kartofli w tłuszczu, nieprawdaż? Włosi skrapiają sałatę oliwą i cytryną bądź winnym czy niewinnym octem.

Tak więc nie zaręczę, że ryba po grecku z całą pewnością pochodzi z Grecji. Ale oddajmy sprawiedliwość wyśmienitej greckiej kuchni, pełnej świeżości, ziołowych aromatów, i ryb, i czerwonych win…

Polskie danie pod tytułem ryba po grecku to świetny i szybki obiadek, konkretnie drugie danie. Najlepiej podać to z ryżem zaprażanym zlekka z jajkiem, jak uczyła mnie świętej pamięci babcia Irenka z Woli (Warszawa). Niesamowita osobistość – Powstanie Warszawskie, itd. Nie, to nie ta słynna moja Babcia, ale babcia.

Fartuszek, czapeczka i do dzieła. Bierzemy rybę, filety z dorsza będą najlepsze. Może być karmazyn, sum, chwalibut, czy jakaś inna ryba atlantycka, im mniej ości, tym lepiej. Możemy ją normalnie usmażyć, nawet w panierce, ale w tym przypadku upieczemy w dochówce z odrobiną masła albo oliwki, ząbkiem czosnku (jakżeby nie?) i niezbyt intensywnie przyprawioną przyprawami (sól, czarny pieprz, gałka muszkatolowa i imbir w śladowych ilościach, curry powder, itd).

W czasie, gdy ryba się piecze, trzemy warzywa na najgrubszej tarce, albo kroimy „w słomkę”: korzeń selera, marchewkę, korzeń pietruszki albo pasternak, a cebulę kroimy w dolarki lub półdolarówki. Zeszklimy cebulkę na masełku albo oliwce, a potem wkropimy trochę wody albo greckiego (!) wina i dorzucimy utartą resztę. Możemy do tego garnituru dołożyć seler naciowy (przepraszam za wyrażanie się). Podrumieniamy nieco. Możemy podprawić vegetą, jeśli oczywiście znamy umiar. Podlewamy małą ilościa sosu pomidorowego, albo pomidorami z puszki. Dodajemy upieczoną rybę do warzyw i podduszamy. Wuala!

No dobrze, powie ten i ów a gdzie proporcje? Proszę Was, odpowiem, ja adresuję moje sugestie do osób o naturze artystycznej. Jak można dyktować takiemu na przykład artyście malarzowi wybór odcienia, pędzla, szpachelki, blejtramu? Można, owszem, zasugerowac poecie, panie poeto, pański utwór wydaje się być nie do końca zrozumiały, ale nie moja rzecza jest, jakim kolorem atramentu kto pisze, czy na maszynie, czy na komputerze, czy z głowy…

Ale w sekrecie powiem, że w tym daniu właściwie każda proporcja doskonale pracuje. Byle przestrzegać zasad zdrowego rozsądku i np. nie przesolić.  Najlepiej dać wszystkiego po trochu. Jeśli więcej selera bulwiastego, to mniej naciowego (przepraszam za wyrażanie się), może tylko nieco ostrożniej z pietruchą. Itepe.

A teraz niespodzianka. Spróbujmy zamiast ryby użyć kurczaka. Nie musi to nawet być filet, choć najlepiej wyjdą tu „kurze cycki” jak mawia sąsiadka pani Danuta. Wrażenie zaskakujące.

Tyle po grecku. Eucharistos.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Fantazje kulinarne. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

22 odpowiedzi na „Ischios, czyli ryba po grecku

  1. Marucha pisze:

    Samowolnie dodałem znów „przełamanie” artykułów na dwie nierówne połowy, tak aby na stronie głównej widać było jedynie ich początek oraz zachętę „Czytaj resztę wpisu”.
    Ponadto pozwoliłem sobie dodać ilustracje.
    Jeśli szef ds merytorycznych tego blogu sobie tego nie życzy, to usunę.

    • bardzop pisze:

      Dziekuję Gajowemu za ingerencje w sprawach graficzno technicznych. Ilustracja tez zacna. Może i ja się kiedyś naucze wklejać ilustracje i filmy.

  2. AniaK pisze:

    Obecnie największy problem jest z kupieniem dobrej ryby. Nie o gatunek chodzi ale o jadalność. Nie wiem jak i w jakim stanie one są zamrożane, ale czasami i dorsz bywa nie do zjedzenie. Po usmażeniu galaretowata papka. Wczoraj kupiłam pysznego dorsza. Po usmażeniu bialutki, kruchutki…ogólnie palce lizać. Po grecku jeszcze nigdy nie robiłam. Przepis w miarę prosty. Może spróbuję.

  3. AniaK pisze:

    A jak już jesteśmy przy rybach, to które Pan najbardziej polecały pod względem zdrowotnym, smakowym i w ogóle.

  4. AniaK pisze:

    ..polecałby…

  5. Wosiu pisze:

    Napisałem już gdzie indziej podsumowanie tutejszego żenującego pseudokucharza który nie ma pojęcia o polskich potrawach, ale nie mogę się powstrzymać:

    jak można traktować poważnie gościa, który tatara nazywa sznyclem?

  6. AniaK pisze:

    Panie Wosiu, jak usmażysz Pan tatara będziesz miał Pan sznycel. 🙂

  7. bardzop pisze:

    Nie ja. Gastropolonisci nazywaja go befsztykiem tatarskim.

    Kto powiedzial, ze mowimy wylacznie o polskiej kuchni.

    Jakie znow podsumowanie. Jak na razie to widze same zarzuty i to na podstawie na sile szukanych pretekstow. Ale prosze dalej, jest przynajmniej ciekawie.

    • Wosiu pisze:

      Befsztyk tatarski – jest to niefortunna nazwa, ale się już przyjęła, to trudno. Natomiast befsztyk to nie to samo co sznycel.

      • AniaK pisze:

        Niestety wychodzą braki w wykształceniu. Panu Bardzo się trochę pozajączkowało. 🙂 Nawet ja wiem, że befsztyk to nie to samo sznycel. Befsztyk to jest odpowiednio przyprawiony ładny kawałek wołowinki lekko obsmażony z obu stron. Sznycla z tatara – jak goście nie zjedzą – można zrobić ewentualnie na drugi dzień. Sznycel jest mielony a befsztyk NIE!

      • Marucha pisze:

        Nie, pani Aniu. Sznycel nie jest mielony. Jest to kawałek cielęciny panierowanej w bułce tartej, usmażony na maśle i podany z plasterkiem cytryny (tzw. sznycel wiedeński) – albo kawałek wieprzowiny.
        Nazwa „sznycel” na kotlet mielony jest regionalna i wprowadzająca w błąd.

  8. bardzop pisze:

    Ach, bylbym zapomnial. Kucharzem to mozna sobie nazywac dziewczynkę która na stażu skrobie marchewkę. Ja jestem kuchmistrz, a tak naprawde to technolog żywności.

    A gościem to Pan jest, panie Wosiu, nie ja. Ja jestem współgospodarzem. Jeśli już się mamy przyczepiać do terminologii. Dobra?

    Powinienem się obrazić ale z lenistwa mi się nie chce…

    • AniaK pisze:

      Panie Bardzo, z takim tytułem Pan tu chcesz uchodzić za autorytet? Albo Pan pokazujesz dyplom magistra albo ja stąd zjeżdżam 🙂

  9. bardzop pisze:

    Pani Aniu, najczystsza ryba do halibut, niestety nienajtańsza. Wiedziałem, jaka jest najbrudniejsza, ale wyleciało mi z pamięci. Jak sobie przypomnę, to dam znać.

    • Nemo pisze:

      Halibut jest bardzo smaczny- szczególnie taki prosto z wody; miałem przyjemność skosztować będąc kiedyś u znajomych na Mazurach. Co prawda nie po grecku tylko smażoną w panierce. Po prostu palce lizać.

      Co do przepisu, to zgodnie z sugestią na końcu artykułu, spróbuję do zastosować do kurczaka. Bardzo lubię drób i ciekawi mnie efekt końcowy.

      • bardzop pisze:

        Halibut, o ile mi wiadomo, jest rybą oceaniczną. Może znajomi z Mazur dostali świeżo przywiezionego halibuta, albo może im sie nazwy pomyliły, jako że na Mazurach jest zatrzęsienie doskonałych w smaku ryb.

        Jeszcze przed Wigilią spróbujemy porozmawiać o tradycyjnej polskiej kuchni rybnej i przytoczymy przepisy na ryby w trzech kolorach Karp na szaro, na niebiesko i szczupak na żółto.

      • Nemo pisze:

        Nie- to raczej ja znowu coś pokręciłem 🙂

  10. AniaK pisze:

    Ponoć najbrudniejszy jest karp. W brudnej wodzie czuje się jak ryba. 🙂

  11. bardzop pisze:

    Cóż, musze panu Wosiemu przyznać racje i pochwalić za spostrzegawczość. (jako troche Litwin, nie bywam niechętny nawet tym, którzy mnie nie lubią – ale na pewne sprawy mam niestety uczulenie). Pare lat temu przeklawiaturowal mi się befsztyk sznyclem i tak zostało, a tym razem przeoczyłem i jakoś nie poprawiłem.

    Pani Aniu, nie mogę Pani pokazać swojego dyplomu magistra technologii żywności Akademii Rolniczo-Technicznej w Olsztynie, bo po prostu nie mam jak, a poza tym bym się publicznie troche za Bardzo ujawnił, stając się celem osób niekoniecznie szlachetnych. Nauki o żywieniu człowieka pobierałem u profesora Bergera (tego od większości wydań Kuchni Polskiej), jeszcze w SGGW, zanim mnie delikatnie powiedziawszy przeniesiono. Ale w naturalnym środowisku społeczności człowieczej, musimy zostawić trochę marginesu na wzajemne zaufanie.

    Za to specjalnie dla Pani zrobimy naleśniki po słowacku zeszczekoladą i…. nie uprzedzajmy faktów

  12. bardzop pisze:

    Ryby spokojnego żeru zawierają najwięcej substancji szkodliwych, ponieważ żywią się produktami zalegającymi dno akwenów. Powiada się, że łosoś i inne łososiowate (jeziorny pstrąg, Coho, itp) mają rtęć i inne ciężkie metale i nie należy ich spożywać częściej jak raz na tydzień. Osobiście nie mam takich oporów a mieszkam nad Wielkim Jeziorem. Pestycydy zawierają niestety wszystkie tłuste ryby,, a więc te, które powinny być najzdrowsze.

    Przykro mi, ale musze polecić ryby hodowlanne, (tylko nie chińskie, a dlaczego, to powiemy przy innej okazji). Ostatnio Duńczycy próbowali nawet wprowadzić nba chicagowski rynek hodowlannego śledzia, ale wobec ustabilizowanych tu doskonałych śledzi islandzkich, projekt upadł. Oczywiście w całej sytuacji chodziło o to, aby jeden Polak wyślizgał z interesu drugiego Polaka. Kłania się wolny rynek i Rysiologia missessa. (mam nadzieję, że mi Rysio wybaczy ten niewinny neologizm).

  13. Zielona Gąska pisze:

    Panie Wosiu, podsumowanie z zasady odnosi się do danego tekstu, sytuacji, osoby, czy przepisu jak w tym przypadku, więc bezsensem jest czytać tutaj , a podsumowywać gdzieś tam. To tak jak by żona mówiła do Pana w pokoju, a Pan odpowiadał jej w garażu, a potem tylko informował, że to zrobił. Jesteśmy normalnymi, poważnymi ludźmi, więc tak się zachowujmy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s